nareszcie pogoda osiągnęła to stadium, w którym bez obaw i z rozkoszą mogę jechać do pracy z mokrymi włosami. schną sobie w porannym słońcu, coraz lżejsze i lżejsze. tylko w metrze przeciągi, ale to nic. bo na świętokrzyskiej wsiadł do wagonu marynarz w oficerskim mundurze. z piękną białą czapką na…
o sobie nie piszę. wolę nie otwierać ust, bo pewnie zaczęłabym krzyczeć. jem lody, patrzę, jadę autobusem, słucham muzyki, spotykam ludzi, robię zdjęcia. uśmiecham się. jestem czujna i nieufna. stąpam ostrożnie. krawędzie są wszędzie. i wszystkie tak samo ostre.
kolejny dzień życia Głodzisława nie zapowiadał nic szczególnego… – poranne napieprzanie budzikiem, złosliwe okupowanie łazienki, rutynowe szturmowanie lodówki oraz upierdliwe naprzykrzanie się domownikom. nihil novi sub sole, z nudów zwariować można… przeżuwając leniwie porannego muffina i siorbiąc przesłodzone kakao, Głodzisław wpadł na genialny w swej prostocie pomysł… pobiegł na przystanek…
czerwiec 2005 czerwiec 2008 _____________________________________________________________________________________________________________ * żeby było jasne – tak naprawdę to nie palę. i nigdy nie paliłam :) i Roz twierdzi, że to widać po sposobie w jakim trzymam tego szluga. że niby jak?
odśpiewawszy gosi po drodze perełki z mojego repertuaru lyryczno-biesiadnego, dotarłam w końcu do domu. o czwartej porannej. i padłam bez życia na łóżko. ale o 12 w południe byłam już zregenerowana i gotowa do dalszej aktywności. leniwe niedzielne popołudnie. mieszkańcy mokotowa wietrzą obuwie przed nadchodzącym tygodniem upałów. sezon wakacyjny zbliża…
dzisiejszego poranka pomyślałam sobie, że jednak… świat mnie chyba trochę lubi. i mówi: „no weź sie, zaz!” za każdym razem, gdy pękam lub tracę pion. siedziałam dziś na sofie i wypłakiwałam z siebie kolejną porcję łez, smarkając zawzięcie i trenując wysokie ce – kiedy nagle zza okna usłyszałam coś, co…
obiadek. panga i szpinakowe cosie. americana na podwójnym espresso. w samym środku szachownicy. dyżurna mina zazie – dziubek numer 5. gorący wiatr rozwiewa nam włosy.
mecz polska-austria obejrzałam „na mieście”. miasto też obejrzałam, przy okazji. i nauczyłam się od kibiców dwóch nowych piosenek. jednej entuzjastycznej. przed meczem: [glooryyy glooryyy aaaleeeluujaaa, pooolskaaaa wyyygraaa, niee maaa chuuujaaaa!!!] a drugiej walecznej. po meczu. w nocnym autobusie do domu: [jeeeebaaaać sędzieeeegoooo!!! i całą roooodzinę jeeegooo!!! jeeeebaaaać sędzieeeegooo lalalaaaaaa!!!]
pan janusz w pośpiechu podąża w stronę tonącego w mroku parku. kto wie, może dziś spotka go szczęście w zaciszu rozłożystego dębu… czas na wieczorne siku. perełka pani zdzisławy spod trójki i portos pani elżbiety spod osiemntastki ochoczo znaczą swoje terytoria. obie panie, zerkając spode łba, zdecydowanie unikają wchodzenia sobie…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę zazie.com.pl.
Prawa autorskie i autorstwo treści
Wszystkie teksty publikowane na stronie zazie.com.pl stanowią utwory w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych i podlegają ochronie prawnej. Autorstwo poszczególnych tekstów jest każdorazowo oznaczane; w przypadku braku wyraźnego wskazania autora, autorką tekstu jest Olga Gromek (Zazie). Kopiowanie, rozpowszechnianie oraz publikowanie treści – w całości lub we fragmentach – bez zgody autora lub właścicielki serwisu jest zabronione. Treści publikowane na zazie.com.pl nie są udostępniane do trenowania modeli językowych, systemów generatywnych ani innych narzędzi sztucznej inteligencji. Jakiekolwiek wykorzystanie treści w tym celu wymaga uprzedniej, pisemnej zgody właścicielki serwisu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek