Poprzedni
Następny

Blog o nawracającej depresji i upartych próbach wychodzenia z niej, o poszukiwaniu motywacji do działania i sposobów na radzenie sobie z codziennością

Są dni, kiedy czuję się gorzej. Albo po prostu źle. Wydaje mi się wtedy, że dni, w które czuję się lepiej albo po prostu dobrze – nie istnieją. I tak naprawdę nigdy nie istniały. I istnieć nie będą. Nauczyłam się jednak, aby w takich momentach nie traktować siebie zbyt serio, nie wierzyć sobie ani przez chwilę, nie stawiać pod ścianą i nie odbierać nadziei… [czytaj dalej]

jak ryba w wodzie!

Oczywiście, że nie należy mi wierzyć, kiedy mówię lub piszę, że oto koniec bloga, już nigdy! oraz żegnajcie, milknę na wieki! Nie sądzicie chyba, że jestem aż tak głupia i krótkowzroczna, by odbierać sobie prawo głosu oraz jedyną bezpieczną dla mnie formę komunikacji ze światem, w której nie muszę wychodzić ze swojej głębokiej nory, stawać

Czytaj więcej »

Dziennik Pandemiczny

Sorry folks, ale nie mam dziś dla was koronawirusowych life-hacków, złotych myśli na czas zarazy ani stu pomysłów na to, jak kreatywnie i produktywnie spędzić domową kwarantannę rodzinną, wspólnie medytując, ćwicząc jogę, tkając makramy, odwiedzając wirtualne muzea, ucząc się języków obcych oraz programowania w pythonie, eksperymentując z nowymi smakami w kuchni czy grając z dziećmi

Czytaj więcej »

Pułapka “życzliwej krytyki” czyli lekcje stylu i łamania kołem

Próbując poradzić sobie z zaburzeniami odżywiania i ogólnym życiowym rozpierdolem, rozpoczęłam w grudniu intensywną psychoterapię, którą jednak w styczniu musiałam jak niepyszna zakończyć ze względu na brak kasy. Moim priorytetem – jak wiadomo – są wydatki na zdrowie mopsów, więc z własnym muszę poradzić sobie sama. Sytuację komplikuje nieco fakt, że aktualnie nie posiadam ubezpieczenia

Czytaj więcej »

ostatni bastion atrakcyjności

Jeśli sądzicie, że rura w żołądku oraz rura w dupie były kulminacyjnymi punktami mojej desperacji odchudzaniowej, stanowiąc zarazem szczyty absurdu i wyżyny głupoty – to jesteście w błędzie i jeszcze nie wiecie, na co mnie stać. Musicie wiedzieć, że skłonna jestem (a raczej byłam) do najbardziej cyrkowych popisów woltyżersko-fakirskich połączonych z połykaniem ognia i sraniem

Czytaj więcej »

siusiu w torcik

Kiedy zaczynałam pisać bloga Zazie – w 2002 roku – miałam 24 lata, idealną figurę, masę kompleksów i srogo pojebane życie. W internecie czułam się wolna, bezkarna i anonimowa. Pisałam, co chciałam, wzbudzałam zainteresowanie, wzniecałam afery, pakowałam się w najdziwniejsze relacje, z których potem salwowałam się ucieczką, kwieciście opisując, co przydarzyło mi się po drodze.

Czytaj więcej »

dezorientacja kotów. zadziwianie norek. otumanianie gronostajów. oszałamianie bestii.

Szósta rano, pobudka. Próbowałam o piątej, zwiedziona obietnicami “Fenomenu poranka”, ale się nie dało. Nie będę narzekać, bo i tak moim największym sukcesem ostatnich 3 tygodni jest to, że w ogóle śpię – i to noc w noc. Co prawda nie zawdzięczam tego melatoninie, Ketrelowi, Imovane czy ukochanemu przez wszystkich Trittico, ale autohipnotycznemu nagraniu Paula

Czytaj więcej »

Nikogo nie interesuje, dlaczego jesteś gruba

Nie zliczę, ile już razy próbowałam schudnąć, zasięgając porad lekarzy i dietetyków; wykupując diety pudełkowe czy programy żywieniowe; łykając suplementy i pocąc się na podłodze przed wirtualnym obliczem youtube’owych trenerek i fit-blogerek. Przez ostatnie 10 lat ufałam w tej materii wszystkim i każdemu z osobna, skoro nie mogłam polegać na samej sobie: ani w kwestii

Czytaj więcej »

Terapia przez pisanie

Jeśli ktokolwiek sądził, że stworzę – tu na blogu – jakąś sensacyjną prozę, atencyjną gównoburzę albo wiwisekcyjną orgię z udziałem osób trzecich (wymienianych z imienia i reszty parametrów) celem publicznego oczerniania ich i wystawiania na lincz w komentarzach – to się, przepraszam, pomylił. Piszę tutaj tyle, ile uznaję w danej chwili za stosowne i jedynie

Czytaj więcej »

Chcieć ciut więcej żaden grzech?

Od kilku dni zdradzam Wam na blogu swoje pilnie strzeżone tajemnice, dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, abyście poznali kolejną – tym razem prawdziwą perełkę, której zawdzięczam nie tylko anielską cierpliwość do trwania w najbardziej niekomfortowych układach międzyludzkich oraz niemą pokorę w wiecznym godzeniu się na życiowe mało, niewiele, trochę i minimum. Uważajcie, bo sprzedam

Czytaj więcej »

Problemy pierwszego świata

Tak, wiem, że inni mają gorzej ode mnie. Gorzej ode mnie ma z pewnością 99% populacji – począwszy od ofiar głodu, wojny, kataklizmów i wypadków; przez ludzi kalekich i nieuleczalnie chorych; sieroty, bezdomnych i starców; po kobiety katowane przez mężów i samotne matki z gromadką dzieci w zagrzybionych suterenach. Ja wiem. Ale ogrom tragedii i

Czytaj więcej »

Król jest nagi

No więc już wiecie. Nie jestem już dyskretna, lojalna, pokorna, zastraszona i zmanipulowana. Nie muszę już bać się, że Ten Ktoś przestanie mnie kochać, bo już dawno przestał. Przestał kochać nawet Miszura, bo… – jak usłyszałam – Miszur za bardzo przypomina mnie. Dlatego od przeszło 8 miesięcy nie dość, że nie kontaktuje się ze mną

Czytaj więcej »

Święta Brygida, patronka dobrej śmierci

Ponieważ chciałam zacząć dzisiaj – szczególnie dzisiaj, w Imbolc, kiedy mrok ustępuje miejsca zbliżającemu się światłu wiosny – ale zupełnie nie mam mojo, ani wiary w to, że cokolwiek ma sens – napiszę to po prostu, bez zbędnych figur retorycznych: dosyć milczenia, koniec półsłówek i aluzji, wystarczy już zamiatania pod dywan krępujących i niewygodnych spraw.

Czytaj więcej »

“będę ofiary składać z ciała, kruszyć duszę…”

  To wszystko, co do tej pory zwykłam robić, rozpaczliwie próbując sobie radzić z depresją, nadwagą czy licznymi ułomnościami charakteru – najkrócej można by opisać słowami Nosowskiej: będę podpalać się na placach stolic, skakać z wież kościelnych na anteny, będę się głodzić aż do śmierci z głodu, będę ofiary składać z ciała, kruszyć duszę. Praktycznie

Czytaj więcej »

Upomnienie

Posłuchaj mnie teraz uważnie, Olga: nigdy nikogo nie proś o przyjaźń, uwagę, czas, zainteresowanie, wzajemność czy zrozumienie. Przestań płakać z powodu ludzi, którzy nagle milkną, odwracają się od Ciebie wpół zdania, odchodzą, znikają. Ich prawo. Nie goń, nie śledź, nie przekonuj, że jednak jesteś coś warta i zasługujesz na trochę więcej niż cisza. Nie rozkładaj

Czytaj więcej »

resztki

Po tylu latach życia pod narcystycznym ostrzałem i krytyczną wiwisekcją, która bez pardonu dzień w dzień rozkładała mnie na czynniki pierwsze, wpisując każdy z nich w excelową tabelkę, bezlitośnie punktując i sumując wszystko do jednego wielkiego zera – przychodzi mi stwierdzić, że zostały ze mnie jakieś marne resztki, które nijak nie składają się w spójną

Czytaj więcej »

don’t miss u anymore

środa, 14 sierpnia 2019, dwie minuty po północy – wiedziona dziwnym i niespodziewanym impulsem – puszczam głośno w słuchawkach piosenkę, która przez ponad 10 lat była dla mnie tylko twoja. przypisałam ją do ciebie zbyt mocno i zbyt pochopnie, tak jak wszystko inne. …cause you look wicked in scanty clothes, long legs like an antelope

Czytaj więcej »

Kolorowy plasterek na ropiejącej ranie.

Bądźmy szczerzy: w tym sezonie, mimo obietnic poprawy, również nie zasłużyłam na tytuł “blogerki roku”, jako że częstotliwość moich wpisów oraz obecność w social mediach – pod szyldem Zazie – była mocno ograniczona. Powód jest błahy: nadmiar roboty i brak czasu, a przede wszystkim uporczywe unikanie trudnych tematów, które domagały się spisania, lecz notorycznie przegrywały

Czytaj więcej »

schizma

Sącząc poranną kawkę, włączasz fejsbuczka, scrollujesz od niechcenia i wtem… widzisz fotkę swojego Exa (skądinąd obecnego tu na blogu w notkach sprzed lat – tak, tak, to niejaki K.) odzianego w zdobne szaty cerkiewne przed kapiącym od złota ołtarzem, jak z pokorą przyjmuje święcenia diakońskie.   To nie to, że się śmieję. Serio, szanuję jego

Czytaj więcej »

Lekcja anatomii doktora Tulpa czyli: pokaż kotku, co masz w środku…

Nie po to wróciłam na bloga, żeby – przed publicznością zgromadzoną w studiu i widzami przed teleodbiornikami – łkać teatralnie nad własną niedolą wagi ciężkiej. Mam juz dość. Łkałam na ten temat przez ostatni rok w zaciszu własnej kanapy, tyjąc przy tym do rozmiarów masa-mutant, więc tę kwestię mam już gruntownie i rzewnie opłakaną, osmarkaną

Czytaj więcej »