Blog o nawracającej depresji i upartych próbach wychodzenia z niej, o poszukiwaniu motywacji do działania i sposobów na radzenie sobie z codziennością

Są dni, kiedy czuję się gorzej. Albo po prostu źle. Wydaje mi się wtedy, że dni, w które czuję się lepiej albo po prostu dobrze – nie istnieją. I tak naprawdę nigdy nie istniały. I istnieć nie będą. Nauczyłam się jednak, aby w takich momentach nie traktować siebie zbyt serio, nie wierzyć sobie ani przez chwilę, nie stawiać pod ścianą i nie odbierać nadziei… [czytaj dalej]

schizma

Sącząc poranną kawkę, włączasz fejsbuczka, scrollujesz od niechcenia i wtem… widzisz fotkę swojego Exa (skądinąd obecnego tu na blogu w notkach sprzed lat – tak, tak, to niejaki K.) odzianego w zdobne szaty cerkiewne przed kapiącym od złota ołtarzem, jak z pokorą przyjmuje święcenia diakońskie.   To nie to, że się śmieję. Serio, szanuję jego

Czytaj więcej »

Lekcja anatomii doktora Tulpa czyli: pokaż kotku, co masz w środku…

Nie po to wróciłam na bloga, żeby – przed publicznością zgromadzoną w studiu i widzami przed teleodbiornikami – łkać teatralnie nad własną niedolą wagi ciężkiej. Mam juz dość. Łkałam na ten temat przez ostatni rok w zaciszu własnej kanapy, tyjąc przy tym do rozmiarów masa-mutant, więc tę kwestię mam już gruntownie i rzewnie opłakaną, osmarkaną

Czytaj więcej »

wprost z końca świata na jego nowy początek

W ostatnich dniach astronomicznego i kalendarzowego lata 2017 Syd powiedziała, że nie możemy dłużej być razem. Potem zapadła cisza, nastała ciemność i szybko przyszła deszczowa jesień. Od samozniszczenia ciała i pogrzebania ducha, od złych myśli i jeszcze gorszych uczynków, od bezpowrotnego pogrążenia się w czarnej rozpaczy i żałosnego kołatania do zamkniętych drzwi uchroniła mnie Przyjaciółka,

Czytaj więcej »

mansjony nierzeczywistości | wzór skróconego wyobcowania.

odgradzam się zawsze, wszędzie i w każdy możliwy sposób. potrzebuję zaledwie kilku wprawnych ruchów, by ustawić barykadę. nieustannie tnę przestrzeń ostrą geometrią lęku.   Father of light, father of death, give us your wisdom, give us your breath Summoner says that Jupiter is the loneliest planet                  

Czytaj więcej »

pamiętam, że kiedyś miałam bloga…

… takiego prawdziwego bloga z codziennymi notkami, fotkami i masą nieistotnych z pozoru pierdół, które czytane po latach okazywały się najważniejszymi magdalenkami moich wspomnień, milowymi kamieniami doświadczeń i kluczowymi punktami orientacyjnymi na mapie minionych lat. ostatnimi czasy zaniechałam działalności kartograficznej, skutkiem czego mam już sporą kolekcję białych plam historii, skrzętnie uzupełniany zbiór upartych przemilczeń i

Czytaj więcej »

jądro ciemności. światłość dnia.

Całkiem niedawno zastanawiałam się, jak bezpiecznie i w miarę bezboleśnie opuścić moją strefę komfortu, wymoszczoną miękko na obrzeżach czasu i przestrzeni, podczas wielu jałowych miesięcy depresji. Bezpieczne ciche schronienie, czarny namiot rozpostarty pod codziennym deszczem meteorytów i gradobiciem niechcianych bodźców, mała jamka wydrążona pospiesznie w ciepłej wilgotnej ziemi. Przyczajona nasłuchiwałam odgłosów świata, zrazu niechętnie, potem

Czytaj więcej »

momentalne przejaśnienie permanentnego zachmurzenia

Nie jestem mocarzem błyskawicznego refleksu ani mistrzem ciętej riposty, niestety. We wszystkim orientuję się raczej późno lub wcale, a na co dzień – zamiast przenikliwego głosu wewnętrznego towarzyszy mi niemrawy esprit d’escalier z nosem na kwintę, którego w końcu po latach – z braku lepszego Daimoniona – zmuszona byłam zaakceptować. Co poradzisz? Nic. Siłą rzeczy pogodziłam

Czytaj więcej »

Co ma latać, nie utonie

Minął mi własnie luty. Tu na blogu w całkowitej ciszy, w życiu zaś – głośno, mocno i dobitnie, odcisnąwszy się we mnie głęboko, pełen zmian i zawirowań, oczarowań i zdziwień, pokornego godzenia się ze starym i onieśmielonego układania z nowym. W styczniu było już naprawdę źle. Tak bardzo źle, że po raz kolejny gotowa byłam

Czytaj więcej »

walking on rusty nails

Ostatnio usłyszałam, iż wierzyć się nie chce, że tak bezsensownie zaprzepaściłam swoją dietę, treningi i całe to wielomiesięczne odchudzanie, a zgubione 20kg zamieniłam na galopującą depresję i 15kg na plusie. No cóż, kurwa. Stało się. Kondolencje przyjęte. I co teraz? Mam sobie strzelić w łeb? Usiąść i gorzko zapłakać? A może machnąć na wszystko ręką

Czytaj więcej »

be ready to get confused

Jeśli coś jest do wszystkiego, to tak naprawdę do niczego. Jeśli ktoś jest dla wszystkich, to w rzeczywistości dla nikogo. Jedną tabletką nie uleczysz równocześnie ciała i duszy. No chyba, że jest to koenzym Q10 czy inny suplement z krainy fantazji. Pamiętam z czasów zamierzchłego dzieciństwa, jak rodzice mojej koleżanki Iwonki próbowali wciągnąć moich starych

Czytaj więcej »

Pierwsza Zasada Zachowania Energii

A może już wystarczy? Może już dosyć tego ciągłego oglądania się na innych; tego nieustannego nasłuchiwania, czuwania i rejestrowania niczym sejsmograf najdrobniejszych nawet wahnięć cudzych nastrojów? Może już koniec z tym chowaniem pod bluzkę, upychaniem po kieszeniach i ukrywaniem własnych problemów tylko po to, by ze spokojnym oddechem i miłym uśmiechem biec w podskokach ogarniać

Czytaj więcej »

brak sygnału na częstotliwości 136.10 Hz

Depresja cofa mnie do stanu, kiedy nawet zamówienie taksówki wydaje się być wyzwaniem ponad siły i możliwości. A jednak. Wsiadam. Za kierownicą wielki misiek w bluzie od dresu, otoczony zapachem kiści kolorowych wunderbaumów zwisających z lusterka oraz specyficzną mieszanką wody toaletowej i fajek. Dokładnie tak pachniał Piotrek, kiedy go poznałam te 25 lat temu. Myslałam,

Czytaj więcej »

elementarne braki w wykształceniu

Mimo ukończonych szkół, dyplomów, magistrów, certyfikatów i zaświadczeń – tak naprawdę wiem i umiem bardzo niewiele. Jeśli miałabym się zastanowić, co dokładnie, to po dłuższym namyśle, powiedziałabym, że… ee… eee… Czekajcie, myślę… Umiem zbudować laboratorium cybernetyczne ze szpargałów w skali 1:12; zwinąć język w rurkę; łowić ryby na spinning i dotknąć kciukiem przedramienia. Umiem czytać

Czytaj więcej »

Symulakry, fraktale oraz mniej szlachetne formy bullshitu

Bardzo Cię, kurwa, szanuję, ale dosyć już tego śmieszkowania i pajacowania na fejsbuniu. Naprawdę. Koniec z tym, atencyjna pipo. Robisz wokół siebie duży szum, sztuczny tłok, kolorowe jarmarki i niewidzialne fajerwerki. Fakt. Facebook sprawił, że jeszcze bardziej zamknęłam się w sobie, otoczyłam kredowym kołem, zamurowałam w wysokiej wieży, przez okienko której ochoczo macham kolorowymi balonikami

Czytaj więcej »

uderz w stół, a odezwą się nożyce, obcęgi i piła łańcuchowa.

To tak w skrócie na okoliczność faktu, że ostatnimi czasy znów żaliłam się na głęboki bezsens prowadzenia blogusia, wyznawałam mu swoją niemoc, manifestowałam niechęć i ostentacyjnie pokazywałam, jak bardzo mi nie zależy. Zgodnie z zasadą “mówisz – masz” jakiś tydzień temu, na skutek infekcji wirusowej na serwerze, blogusia Zazie wystrzeliło w kosmos. permanentnie. I na

Czytaj więcej »

Pałuba. Nietota. Próchno.

Cały problem polega na tym, że trudno jest mi komunikować się wprost – jasno i konkretnie formułując myśli, nie pozostawiając pola domysłom i nadinterpretacjom. Z obawy przed zdemaskowaniem, odsłonięciem i trwaniem w niekomfortowym emocjonalnym negliżu, stosuję skomplikowany labirynt małych furtek, bocznych wyjść i krętych ścieżek prowadzących opłotkami. Żeby się przypadkiem nie wydało. Tak jakbym nie

Czytaj więcej »

Twoja domena niedługo wygaśnie, Zazie

Dostałam mailem powiadomienie, że – jak co roku o tej porze – lada dzień mija termin płatności za domenę zazie.com.pl. Zazwyczaj w takiej sytuacji zastanawiam się gorączkowo, skąd wezmę te cholerne 120 zeta, ale tym razem tknęła mnie boleśnie myśl zgoła odmienna: “A może to już koniec? Może już dosyć. Przecież i tak przez ostatnie

Czytaj więcej »

Nowa, ulepszona, zajebista…

Znacie mnie, drodzy Czytelnicy, nie od dziś i wiecie, że raz na jakiś czas – mniej więcej co poniedziałek lub wraz z nastaniem nowego miesiąca – ogarnia mnie przemożna chęć uzdrowienia, naprawienia i reaktywowania mojego życia, które – według mego pobożnego życzenia – po 38 latach emocjonalnego rollercoastera i organizacyjnej jazdy bez trzymanki, nabierze nagle

Czytaj więcej »

Wednesday is the new Monday

Na bloga wracam przeważnie wtedy, gdy robi się już naprawdę źle, a ja – zupełnym przypadeczkiem – nie mam się komu wyżalić. Bo jakoś tak ciężko i niewyraźnie przechodzą mi na żywo i przez gardło frazy w stylu “jest mi ciężko, gdyż…” albo “jest mi przykro, bo…”. A gdy już nieopatrznie przejdą i nieśmiało wybrzmią,

Czytaj więcej »

[ODCHUDZANIE]: Zazie, a może Ty po prostu chcesz być gruba…?

Kiedy opowiadam szczupłym znajomym o tym, jak bardzo wymyślne i logicznie pokręcone tricki stosuję wobec jedzenia w całym tym moim nieszczęsnym procesie odchudzania, skonsternowani biedacy patrzą na mnie, niemo poruszając ustami i próbując sformułować w miarę delikatne i taktowne pytanie, które koniec końców sprowadza się do jednego: – A nie możesz po prostu mniej żreć?

Czytaj więcej »