gdzie w tym wszystkim tkwi haczyk?

ktoś w komentarzach – i w trosce zapewne o moje dobre imię, tudzież inne dobra osobiste –
zafrasował się w kwestii blogowego ekshibicjonizmu i szukaniu na mnie… haka?

yhym O_o

zdziwiłam się nieco, bo czemuż ktokolwiek miałby na mnie czegokolwiek szukać?

i co by miał niby znaleźć na blogu? że mam dziewczynę, mopsy, przyjaciół, laleczki?
że zmagam się z ADHD? biorę leki? pracuję nad sobą? że mam wielki tyłek i się odchudzam?
gdzie tu haczyk? czemu miałabym to ukrywać?
czy to ja jestem beztrosko naiwna czy może ktoś ma tu paranoję na granicy manii prześladowczej?
nie wiem. zgłupiałam.
podpowiedzcie, drodzy czytacze…

drugie pytanie, które słyszę od wielu lat – bo niektórzy złośliwi
uporczywie zadają je wszystkim blogerom:
– czy naprawdę sądzisz, że twoje życie jest tak ciekawe, wyjątkowe i ważne,
że wszyscy internauci powinni o nim czytać? !

oczywiście, że moje życie jest ciekawe, wyjątkowe i ważne, bo jest moje. to logiczne.

dlatego je sobie zapisuję słowami i obrazkami. i ani „wszyscy” – ani „powinni”.
kto chce, ten czyta.
nie czyta o mnie.
czyta mnie.

tymczasem na świecie blogów jest pierdyliard i ciut ciut.
i myślę sobie, że żadna to sztuka –

siedzieć w wygodnym fotelu i tworzyć iluzje na użytek publiczny.
robię to zawodowo. za pieniądze. owijam słowa w bawełnę i gówna w sreberko.
jestem wyuzdaną potrzebą klienta. marzeniem konsumenta. tajną bronią sprzedajnych sił.
więc – nie. nie będę kupczyć składnią na własnym blogasku,
nie chce mi się tworzyć wersji uznawanej za prawdziwą, bo będę musiała ją spamiętać
celem zachowania późniejszej konsekwencji i utrzymania wiarygodności przekazu.

naprawdę mi się nie chce. nie mam czasu. tutaj odpoczywam.
tutaj pluję pod nogi pestkami, gwiżdżę przez zęby i dłubię sobie w oku.
tu jest mój prywatny ogródek, działka moje hobby i rolniczy kwadrans.
i to jest poniekąd odpowiedź na pytanie, dlaczego na blogu
nie piszę o sztuce, kulturze, filozofii i modnych restauracjach,
tylko o swoim grubym tyłku, brzydkich pieskach, brzydkich laleczkach
i innych brzydkich rzeczach, z którymi mam niewątpliwa i częstą przyjemność.
jestem za stara i zbyt zmęczona na pseudointelektualny i estetyzujący bullszit.

a jeśli – przypadkiem – zaglądają tu moi pracodawcy, zleceniodawcy,
profesjonalni i kulturalni znajomi z branży tej lub innej,
no to ja bardzo przepraszam bardzo, ale sorry – jestem u siebie,
chodzę w dresie i tiszercie, który przed chwilą upierdoliłam niechcący dżemem –
zdarza się, nawet królowej angielskiej, której pies z pewnością nie raz
zeszczał się na dywan w buduarze lub wyrzygał pod portretem Henryka VIII.

a tak na serio – myślę, że ci wszyscy, którzy tak intensywnie przeżywają
fakt cudzego blogowania jako „ekshibicjonistyczne odzieranie własnego życia
z intymności, prywatności, praw autorskich oraz innych dóbr i wartości” –
powinni przejrzeć zawartość swoich profili na fejsbukach i naszych klasach,
zdjęcia w czułych objęciach z matką, żoną lub kochanką; nagie fotki własnych dzieci,
zdjęcia z szalonych imprez wrzucone i samowolnie otagowane przez znajomych,
facebookowe statusy zdradzające wnikliwemu obserwatorowi więcej niż powinny –
a także zrobić szybki skan tego wszystkiego, co beztrosko wypisują na forach dyskusyjnych
lub w innych miejscach internetowej użyteczności publicznej  i firmują to własnym adresem mailowym-
oraz kiedy, gdzie i z kim tak ochoczo meldują się na foursquerze.
albo twittują zawzięcie raz na kwadrans: piję kawę, palę fajka, robię kupę, idę do kina, mój pies robi kupę,
siedzę w domu na L4 i urządzam piana-party, itp.

z tej perspektywy blogowanie okazuje się anachroniczną sztuką epistolografii w konwencji sobie a muzom,
znakami dymnymi na horyzoncie, wiadomościami w butelce rzucanymi wezbranym falom na pożarcie,
nadgryzionym zębem czasu balkonem, na którym wygłaszam swoje urbi et orbi
do głuchych gołębi spacerujących po wyślizganym bruku…

nigdy nie wiem, kto tutaj zajrzy, kto co przeczyta i co kto pomyśli.
oczywiście, że mogłabym nie pisać bloga. tak samo jak mogłabym nie mieć mopsów.
podobnie jak nie kochać Syda. albo nie mieć na imię Olga.
ale piszę, mam, kocham, jestem. właśnie taka, a nie inna.
więc zatroskane zdziwienie – czemu blog, po co, dlaczego – nie ma najmniejszego sensu.
taka jest moja ekspresja.
oto moje odciskanie śladu na rzeczywistości.

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

18 Comments

  1. viki4 kwietnia 2012

    nic dodać, nic ująć :)

    Odpowiedz
  2. Capra Ibex4 kwietnia 2012

    Czytam, czytam i uwielbiam Cię, chociaż osobiście nie znam. Trafiłam tu przez mopsy, bo to też moja wielka miłość od dziecka. Zaczęło się od starej pocztówki w moich zbiorach i tak już trwa lat naście. Cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty – jak Wy. Dziękuję za Twojego bloga w którym ogromnie cenię styl pisania i świetny gust. Wszystko jest pięknie opisane i podane, nie razi w żadnym elemencie. Serdecznie pozdrawiam i nie przejmuj się niczym.

    P.S. Uff… odważyłam się w końcu coś napisać.

    Odpowiedz
  3. AnkaW.4 kwietnia 2012

    Tym wpisem zyskałaś, paradoksalnie, jeszcze jednego podglądacza, w mojej osobie;-) Świetnie napisane.

    Odpowiedz
  4. Agni4 kwietnia 2012

    pisz! bez twojego bloga w internecie powstanie straszna wyrwa…:)))

    Odpowiedz
  5. bere4 kwietnia 2012

    bardzo dobra notka, podpisuje się obiema rękami.
    do tej pory nie wiem, o co kaman, jak ktoś ma problem, że akurat ja/on/ona pisze bloga.
    czy jest gdzieś przymus czytania? ano, nie ma.

    Odpowiedz
  6. schron3 kwietnia 2012

    a propos pestek: to miałaś tutaj tekst parę lat temu o tym, jak leżysz na wyrze, żresz czereśnie i plujesz pestkami przed siebie (później się posprząta). rewelacyjny. sama nie uważam się za blogierkie, chyba raczej jako konsumentkie blogów (o matko, może to ja właśnie lubuję się w jakimś perwersyjnym podglądaniu cudzych żyć??). i wybieram miejsca w sieci, gdzie autorzy plują pestkami, chodzą w gaciach (jak chcą), przeklną, jak ich krew jaśnista zalewa. i nie mo-ra-li-zu-ją (co nie znaczy, że nie mają swojego zdania!). ponadto właśnie nie robią z gówien cukierków. jednym słowem: czuje się, że za tym wszystkim jest Człowiek. i jak tutaj można mieć haka na kogoś, kto pluje pestkami w pokoju, jej dziećmi są mopsy i do tego jeszcze pija namiętnie wyciąg z papugi? no jak???? ludzie, nie doszukujmy się tutaj rzeczy, których nie ma.

    Odpowiedz
    1. taleyah4 kwietnia 2012

      ja się podpiszę pod słowami powyżej

      i prrraszam bardzo ale psy to masz akurat śliczne :P

      Odpowiedz
  7. zakurzona3 kwietnia 2012

    nic mądrego nie napiszę. kolejny raz opisałaś to, co mi w głowie siedzi.

    Odpowiedz
  8. kocica3 kwietnia 2012

    A ja tam jestem Twoją psychofanką – nietrudno było mi ustalić, który to Wasz balkon. Podczas następnej wizyty na Ochocie coś tam podrzucę, obiecuję. Jakieś przerażające truchło ;)

    Odpowiedz
  9. Anka3 kwietnia 2012

    hehe, najsssss! nic tylko Cię podkurwić, a blog już sam się pisze :D

    Odpowiedz
  10. Groucho3 kwietnia 2012

    Uderz w bloga, a Zazie sie odezwie !

    Odpowiedz
  11. Zuzanka3 kwietnia 2012

    Amen to that.

    Odpowiedz
  12. adna/ zuzanna3 kwietnia 2012

    rozumiem Zaz rozumiem… Choć mnie się zdaje, że dość dobrze wiem co i komu ujawniam…ale to i tak nie do pojęcia ile o sobie pokazuję, pisze itp… I fakt czasem z premedytacją wywalam jakiś temat, odzieram się z lukru wyświetlam publicznie…
    Wg opinii tak zwanych innych, którym na mnie zależy powinnam:
    – dawno porzucić tę głupia zabawę w depresję
    – wreszcie znaleźć właściwego mężczyznę czyli przestać ta głupia zabawę w…
    – coś zrobić z „tym tabunem zachwyconych fanów”, którzy lubią wszytko co ja i zapewne chcą się ze mną przespać i tp..oraz przez których moi „prawdziwi” przyjaciele czuja się nieswojo…
    – dawno juz schudnąć i wyleczyć się i ogarnac wszak dostałam z dwa wiadra dobrych rad…

    I zawsze te same pytanie : Po co mi Ci ludzie?
    Nie do pojęcia, że można chcieć coś wyrażać, coś przekazywać…że ma sie potrzebę wysłuchania…że się nie wstydzi własnych wstydów…
    itp..itd…

    Odpowiedz
  13. chustkablogspotcom3 kwietnia 2012

    kocham :*

    Odpowiedz
  14. futrzak3 kwietnia 2012

    jesteś u Siebie z całym adhd i mopspsami. i Syd, ekspresja fajna, tylko te porno z lalkami… śni mi się po nocach all time:) ha! Gruby tyłek też jest fajnym tyłkiem .. dla Kogoś, no nie?
    Pierdole od rzeczy, bo wino z żoną wypiłam:)

    Odpowiedz
  15. bzium3 kwietnia 2012

    Mi się zawsze wydawało, że internet jest na tyle duży, że wszyscy się zmieścimy – z mopsami, laleczkami, restauracjami i poradami ‚jak żyć’.
    Ale widocznie nie dla wszystkich jest to takie oczywiste.

    Odpowiedz
  16. ospa wietrzna3 kwietnia 2012

    Dobrze gada – polać jej! A-śśsie-wkuriłaś! W pięty poszło że hej! (like it! Nic tak nie irytuje jak czyjaś troska o moje dobre imię) Ale już wyluzuj szorty bo szkoda zdrowia. :)

    Odpowiedz
  17. silme3 kwietnia 2012

    a ja myślałam, że to oczywistym jest? być może dla niektórych wciąż nie. nie przejmuj się kochana.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top