minął wrzesień, już jest jesień…

oto złota warszawska jesień na Polu Mokotowskim:

Jesień… Jesień… Jesień…  złote liście spadają z drzew  Jesień… Jesień… Jesień… dzieci liście zbierają na w-f   

 

 

Jesień… Jesień… Jesień… złote liście spadają w dół  Jesień… Jesień… Jesień… Marcin znalazł tylko liścia pół

 

 

 

Jesień… Jesień… Jesień… za to Zosia aż cztery w całości  Jesień… Jesień… Jesień… Znowu piątka w dzienniczku zagości

 

 

tymczasem Bianka (Dal Rot Chan) i Orka (Blythe Simply Chocolate) – niczym dwa małe dziki – wyruszyły na poszukiwanie żołędzi

 

 

 

Bianka badawczo skanuje oczami dookolną rzeczywistość, a Orka – jako człowiek z liściem na głowie – popadła w jesienną zadumę

 

 

– Liście, liście, tysiące złotych liści… kilogramy, tony, wagony… a gdyby je tak przerobić na jakieś kosztowności i opchnąć po drogości?
rozmyśla Bianka cierpiąca na permanentny niedobór kieszonkowego

 

 

– Za czym kolejka ta stoi? – grzecznie zapytuje Bianka, dyskretnie badając rynek.

 

 

 

dowiaduje się jednak, że po szarość, kryzys i jesienną depresję, więc niepostrzeżenie wycofuje się na z góry upatrzoną pozycję…

 

 

 

– Nic z tego, stara! Idzie kryzys. Nie opylimy im liści! Nie kupią ani suszu, ani trawy…
– To może nalewkę z kasztanów?  

 

 

 

– Nie ma szans! Wszystkie kasztany wyzbierane! Co do jednego! Upychają je po kieszeniach, przerabiają na ludziki i robią z nich
inne obiekty kultu pogańskiego, wierząc, że wyleczą ich z reumatyzmu. Oni są nienormalni, mówię Ci! 

 

 

– No to na czym zbijemy fortunę?

 

 

– Może wymyślimy jakąś nową religię?

 

 

– To nie przejdzie. Nikt nam nie uwierzy…
– Dlaczego?!
– Bo jesteśmy z plastiku… 

 

 

– Ja w siebie wierzę.

 

 

– A ja wierzę w ciebie. Ale to za mało.

 

 

– Zazie w nas wierzy!
– To nadal za mało na religię. I zero szans na zyski!

 

 

– A właściwie to po co nam pieniądze?

 

 

 

– No jak to po co?!!  Na życie! Cukierki, ciasteczka, watę cukrową i wesołe miasteczko!

 

 

 

– No tak… Warszawa jest dosyć wesołym miasteczkiem…

 

 

 

– Rozumiesz coś z tego?
– Nie, ale to nie szkodzi. Przecież większości rzeczy nie rozumiem. 

 

– A Zazie rozumie?
– Nie sądzę. Chociaż kto ją tam wie… Ale na pierwszy rzut oka to raczej na taka nie wygląda… 

 

 

 

– Bianka, a ty się nigdy nie zastanawiasz, o co w tym wszystkim chodzi…?
– Nie. Po co?

 

 

– Ty też się nie zastanawiaj, Orka. Będziesz weselsza! 

 

 

 

– Może masz rację… 

 

 

 

– Serio, mówię Ci! Będziesz lepiej spać. I przestaniesz się bać. 

 

 

 

– Nie da się nie myśleć… 

 

 

 

– Da się! Po prostu nie rozmyślaj o niepotrzebnych rzeczach! 

 

 

– A skąd wiadomo, które są niepotrzebne?

 

 

– Nooo… Po prostu wiadomo i już! 

 

 

 

– Skup się i nie rozglądaj na boki. Rób swoje. Od rana do wieczora… I oddaj mi swój notes!
– Puszczaj! Puść!!!
– Aaaaa!!! 

 

 

 

– Nie będziesz mi mówić, co mam robić…
– Nie będę. Mam dosyć, Orka… 

 

 

 

– W sumie to jednak nie wiem, co ja mam robić…. 

 

 

 

 – Rób cokolwiek… Uśmiechaj się.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

1 Comment

  1. […] w październiku złotą polską jesień w Warszawie, Orka postanowiła w listopadzie poszukać jej na zielonych wzgórzach Walii, samą siebie […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top