enough is enough. no more bullshit.

fullbeautyproject01
I portray what larger women represent to me. I focus on their fullness and femininity,
as a form of protest against discrimination set by media and by today’s society.
What larger women embody to me is simply a different form of beauty.
[fullbeautyproject.com]

wiecie co? mam dosyć. ulewa mi się. po kokardę mam już pierdolenia,
że duże jest piękne, pokochaj swoje krągłości, ciesz się obfitością kobiecego ciała,
zaakceptuj siebie, myśl pozytywnie, kochanego ciała nigdy zbyt wiele
i dalej w ten deseń. bzdura! bulszit! kłamstwo!

ważę 85 kg i – co tu dużo kryć – stałam się grubą kobietą. nawet nie wiem kiedy.
i mam z tym straszny problem, bo nie przywykłam myśleć o sobie jako grubej,
otyłej, puszystej, wielkoformatowej, pulchnej, tłustej i obłej.
zawsze byłam drobna, smukła i wiotka. ważyłam 55 kg przy wzroście 164 cm
i nosiłam rozmiar 34 (góra) i 36 (dół). byłam odporna na tłuszcz i kalorie.

ale coś się zmieniło. z jednej strony – niepostrzeżenie. być może to kwestia wieku.
z drugiej zaś – 3 lata temu, jakoś tak w 2010 – nastąpiło to “coś”:
coś dotarło do mojej świadomości i zagnieździło się w niej na kilkanaście miesięcy.
jak obsesja. jak wyrok. jak trucizna sącząca się w mózgu dzień po dniu,
rozchodząca się po sieci neuronów – jak toksyna stopniowo uwalniana do krwioobiegu
i paraliżująca wszystkie organy po kolei. paniczny lęk zaczęłam koić jedzeniem.
i nagle z rozmiaru “standard” wskoczyłam w rozmiary spadochronowo-paralotniarskie.
duże dawki antydepresyjnej paroksetyny załatwiły resztę. stałam się naprawdę wielka.
i czuję, że nadal rosnę. jest mi z tym ohydnie, obrzydliwie i paskudnie.

fullbeautyproject02

i powiem wam, że psychologiczne brednie o konieczności samoakceptacji,
wybaczeniu sobie i pogodzeniu z własnym ciałem w sytuacji nadwagi
stają się wierutną bzdurą i szkodliwym kłamstwem, które mydli nam oczy
i odsuwa w czasie moment bolesnej konfrontacji z realnym problemem.
niestety straciłam wiele miesięcy, mamiąc się iluzją samoakceptacji,
która stała się usprawiedliwieniem, wymówką i przyzwoleniem na bezczynność.
a waga rosła, depresja się pogłębiała, a ja biłam się z myślami –
rozdarta między nienawiścią do nadprogramowych kilogramów
a przykazaniem o miłości własnej i dokopaniu się do wewnętrznego seksapilu wieloryba.
tymczasem koniecznym impulsem w procesie odchudzania i powrotu do dawnej wagi
jest niezgoda na stan obecny, brak akceptacji siebie w rozmiarze XXL,
brak tolerancji na swoje złe samopoczucie, nieestetyczne fałdki i rosnącą górę kompleksów.

fullbeautyproject03

myślę, że akceptuję siebie – w tym sensie, że chcę dla siebie dobrze
i wierzę, że mogę to osiągnąć. tyle że ciężką pracą.
dlatego nie chcę oglądać zadowolonych z siebie grubasek,
bo nie wierzę w ich szczęście i samoakceptację. po prostu nie wierzę.
wiem natomiast, że zdesperowana kobieta gotowa jest
wmówić sobie – lub dac sobie wmówić – każdy bullshit,
który sprawi, że choć przez chwilę poczuje się lepiej.

śmieję się, że serdecznie nienienawidzę lasek w rozmiarze XS
i zazdrośnie pogardzam wszystkimi skinny bitches.
z drugiej strony współczuję chudości anorektyczkom,
niedożywionym dzieciom z krajów trzeciego świata i osobom prawdziwie chorym.
ale na boga – na małego pogańskiego bożka! – nikt mi więcej nie będzie wmawiał,
że otyłość może być formą piękna oraz że modelki XXL tworzą nowe kanony mody i urody.

fullbeautyproject04

ja rozumiem, że rozmiar 40 może być zdrową normą,
ba! nawet 42 i 44 – dla kobiety słusznego wzrostu,
wyglądającej przy tym proporcjonalnie, zdrowo i seksownie.
ale w żadnym – absolutnie w żadnym wypadku – fałdy, zwisy, opony i falbany tłuszczu
nie są, nie będą i nie mogą być oznaką ani zdrowia, ani piękna, ani zmysłowości.

niestety FullBeautyProject to czysta perwersja, saudkowy fetysz,
chory sen napalonego feedera i lekki smrodek mauretańskiego ‘leblouh’.
nie. nie. i jeszcze raz
NIE.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

http://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

24 komentarze

  1. Tak jest, jeżeli ktoś pisze bzdury nie wiedząc, czym są takie projekty. Samoakceptacja własnego ciała, mając 85kg lub więcej, nie jest bzdurą! takie projekty pozwalają zrozumieć kobietom, że większy rozmiar też jest ładny i mogą dobrze się czuć. Tylko nasze społeczeństwo jest okrutne, które nakłania do odchudzania i bycia fit.
    Kto lubi takie kobiety, akcje lub projekty nie jest feederem! Mylisz pojęcia!

  2. Zazie ja Ciebie doskonale rozumiem. Może etymologia mojego obecnego bycia torbą nie jest podobna do Twojej (tzn od dziecka bylam pulpetowata, grubsza niz moja blizniaczka przez co gorsza, wymiewana itp) ale z biegiem lat ciezko zapracowałam na lepszą figure i lepszą samoocene. Nosilam rozmiar 38-40, miałam ładna kobieca figurę z wyrazna talia i jędrnym biustem. Tymczasem od dwóch lat zmagam sie z PCOS, żarłam rózne hormony, doszły stany depresyjne i ani sie obejrzałam a tu bęc: ja w wersji wołek zbożowy (musze dodać, że pyszne jedzenie uwielbiam, i wiem ze można jeść i nie być grubym)Możemy sobie podać ręce. I też nie mogę na siebie przepatrzeć w lustrze, a każde próby odchudzania, biegania, liczenia kalorii pod dwóch tygodniach biorą w łeb…

  3. Dziewczyna pisze że ma 85kg a wkleja zdjęcia 150kg+ kobiet… Dla niektórych może to jest piękne, może tworzą jakieś nowe kanony mody i urody… ale dla większości to po prostu ohydne i rzygać się chce… i nie nie gadajcie mi tutaj o chorobach, bo to nie choroby tylko wielka ilość jedzenia i żadnego ruchu.

  4. Hej, przepraszam, że się wtrącam, ale masz wszystkie objawy choroby Hashimoto. Badałaś tarczycę?
    Wiem, że trudno jest znaleźć dobrego lekarza, który postawi odpowiednią diagnozę i zaleci terapię, ale ponieważ niedoczynność tarczycy to bardzo dokuczliwa choroba i coraz powszechniejsza, to stworzył się społeczny ruch pomocy:) Jest fundacja (działam w niej) i książka.

    Na stronie http://www.hashimoto.pl jest nawet test, który możesz zrobić, zanim pójdziesz do lekarza. Przy niedoczynności tarczycy odchudzanie nic nie daje, dopóki nie zaczniesz brać hormonów. Przepraszam za ten wykład, ale może warto sprawdzić, żeby mieć spokój.
    Miłego
    M.

    1. MarzenaDobosz może mieć rację. Walczyłam z kilogramami i depresją, brałam antydepresanty które rozwaliły do reszty układ hormonalny – i nic. Sama wpadłam na to, że może to być tarczyca i tak niestety było. Teraz biorę 1 małą tableteczkę od endokrynologa i czuję się rewelacyjnie. Może to dobry trop – spróbuj, to proste badania.
      Bardzo lubię Twoje pisanie. Pozdrawiam.

        1. Zrób: TSH, Ft3, Ft4, Atpo, Atg. Refundowane jest tylko TSH na skierowanie od ogólnego.Z wynikami trzeba iść do dobrego endokrynologa, który dodatkowo powinien zrobić Ci USG (nie rób w innym gabinecie, bo nie warto). To, że wynik TSH jest w normie, nie znaczy, że nie jesteś chora – dlatego potrzebne są te wsystkie badania. Jeśli chcesz, napisz na maila, dużo już się naczytałam na ten temat, chętnie sie podzielę.

    2. Marzena, dziękuję za cenne informacje! rozwiązałam test na tej stronie i wyszło mi… 37 punktów :(
      ale – badania tarczycy mam w granicach normy, więc już sama nie wiem.
      z drugiej strony – chorobę Hashimoto (stwierdzoną i obecnie leczoną) ma moja Syd, która jest chudziutka jak patyczek.
      i jej faktycznie jest zawsze zimno, tymczasem mi… wciąż gorąco.
      więc nie wiem, czy możemy jednak mieć tę samą chorobę hormonalną…

      natomiast pamiętam, że jako dziecko chodziłam regularnie do endokrynologa i przyjmowałam tabletki o nazwie Jodid (Kalii iodidum)

      1. Hej, podstawowy pakiet badań do diagnozy niedoczynności tarczycy typu Hashimoto: badania krwi – TSH, fT3, fT4, TPO, TG i USG tarczycy. Ważne! TSH powyżej 2,5 może już wskazywać na niedoczynność. I z wynikami możesz najpierw wpaść do fundacji, żeby pogadać.
        Szefowa sama przeszła podobną drogę. Albo od razu do dobrego endokrynologa.

        Możesz też wpaść albo zadzwonić bez badań, pogadasz, może coś się wyjaśni…
        Może to zupełnie inny problem, ale od hormonów najlepiej zacząć szukać.
        Miłego
        M.D.

        Fundacja „JakMotyl”
        Pełnimy dyżury we wtorki
        od 12.00-15.00
        i czwartki od 15.00-18.00.
        Informacje i wsparcie
        pod numerami telefonów:
        +48 666 513 801
        +48 666 504 196
        +48 695 811 244
        Z A P R A S Z A M Y
        NA SPOTKANIA
        Nasz adres: Warszawa,
        ul. Konwiktorska 9 lok.45/8

  5. Mialam kiedys kochana ciocie, ktora byla bardzo otyla przez wiekszosc swojego zycia. Teraz po latach wiem, ze miala to zycie bardzo nieszczesliwe i ta jej otylosc pewnie z tego nieszczescia sie wziela. Otoz moja ciocia przez wiekszosc swojego doroslego zycia zmagala sie z wieloma chorobami wywolanymi otyloscia. Na moim weselu tanczyla lykajac silne leki przeciwbolowe, poniewaz miala juz mocno zniszczone kolana przez swoja wage wlasnie. Umarla w wieku 62 lat w zwiazku z komplikacjami chorob na ktore chorowala. Nikt mi nie wmowi, ze otylosc jest dobra i zdrowa ( taka otylosc jak na tych zdjeciach powyzej, nie mowie tu o kilku kilogramach nadwagi). Moja ciocia cierpiala no rozne dolegliwosci wiele lat przed smiercia.

    1. do ANKI:
      Jestem na dobrej drodze, by podzielić los Twojej Cioci ;( Póki co jestem jeszcze zdrowa – oprócz podwyższonego poziomu cukru, cholesterolu ito. Ale wiadomo, że po trzydziestce organizm zaczyna się „sypać” i kwestią czasu są choroby z „zaniedbania”. Przeraża mnie to i tym bardziej motywuje do zmiany.

  6. Dupatam, jestem gruba, zdrowa i naprawdę mi z tym dobrze, a mój zajebiście umięśniony chłopak lubi się ze mną kochać. To, ile ważę i ile mam aktualnie fałdek, nie ma wpływu na moje samopoczucie, bo jest milion zajebistszych rzeczy do robienia i myślenia. Z drugiej strony, moje ciało mnie fascynuje. Nikt takiego nie ma.
    Srsly, to że nie lubisz siebie, nie znaczy, że inni też muszą. Wśród siedmiu miliardów ludzi na ziemi, nie każdy, któremu podobają się grube kobiety, musi być feedersem ;p
    No i w końcu: mój pan dochtór, wśród różnych mądrych rzeczy, mówił jedną taką, którą szczególnie zapamiętałam – Pani Joanno, jeśli pani się coś nie podoba, to można to albo zaakceptować, albo zmienić. Innego wyjścia nie ma. – Bo narzekanie i jojczenie to najgorszy rodzaj tracenia energii. (W moim prywatnym rankingu druga w kolejce jest nuda wywołana rozmowami o dietach ;p)

    1. Aselniczko, nie wiem, czy byłaś „dupata i gruba” od zawsze, czy dorastałaś jako osoba „rozmiarowo większa niz inni”, czy stopniowo i harmonijnie budowałas swoj obraz jako osoby dużej.

      Bo ja zawsze byłam… mała, drobna, chuda, wiotka, filigranowa. I taki obraz siebie samej noszę zakodowany od 30 lat. Więc nagła zmiana parametrów jest dla mnie szokiem, bolesnym ciosem i czymś, z czym nie potrafię się pogodzić.
      Fajnie, że akceptujesz siebie i swoje ciało. Ja nie. Dlatego muszę je zmienić.

      1. Znasz JAKĄKOLWIEK dziewczynę, która jest w pełni zadowolona ze swego ciała?
        Ja nie.
        Moja historia jest długa i w tej chwili nieistotna.
        Chcę zwrócić tylko na jedno uwagę – szkoda, że nie akceptujesz swojego ciała. Ja tak. Ale to nie znaczy, że jestem obrzydliwa i nikomu się nie podobam*, bo jestem gruba, a taki przekaz płynie z Twojego posta i Twoich komentarzy (i komentarzy komentatorów, ale to już pomijam).

        *Hint: Ty też nie.

  7. Różne bywają perwersje, a kobiety na zdjęciach nadal mają ładne twarze. Ktoś powiedział im pewnie, że są piękne, bo same by chyba na to nie wpadły. Uważam, że oczekiwanie, że kupią dwa miejsca na przelot samolotem nie jest dyskryminacją, natomiast posadzenie na tym drugim fotelu innego pasażera – byłoby dyskryminacją niewinnego człowieka.
    Myślę, że na wstępie dobrze jest zrozumieć, dlaczego się utyło, tj w jakich okolicznościach się jadło/piło, co i dlaczego – nie zawsze z powodu umiłowania jedzenia. Ten etap masz chyba za sobą. Kasza ok, ale może tez być gryczana lub perłowa, a ziemniaki mają 60 kcal/100g, co nie jest aż tak dużo. Można jeść nawet bób – ale wiedzieć ile. Zapisywać.
    Ruch dostosowany do aktualnych możliwości zmniejszy ryzyko kontuzji – takie zwyczajne sprawy. Nie są zabawne, ale można jeść pyszne rzeczy i doceniać je bardziej.
    I to nie jest kwestia wieku. Kwestią wieku staje się, być może, po menopauzie.

      1. poznałam taką parę lat temu i wciąż z nią pracuję. wtedy nosiła rozmiar s, ale przez 12 lat była głodzona i eksploatowana. dzisiaj nosi rozmiar tutejszy 22 (czyli dosyć duży) i na dziś jest z siebie bardzo zadowolona. aczkolwiek, być może kiedyś zmieni zdanie. oby ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.