Dzieło Samozniszczenia z Nadmiaru Pożywienia

– niniejszym uznaję za dokonane.

Zajęło mi dokładnie rok, podczas którego intensywnie zajadałam bolesne wspomnienia, smutek, żal i wewnętrzną rozpacz.
Na pytanie, czy można przeżywać stratę i żałobę po rozpadzie 10-letniego związku, będąc jednocześnie szczęśliwie zakochaną i budującą swoje nowe życie z najfajniejszym facetem na świecie – odpowiadam: Tak, można.
Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Nowa miłość, która spadła jak grom z jasnego nieba, nie jest lekarstwem na starą. Ne rozwiązuje wewnętrznych problemów, nie leczy z kompleksów, nie zagłusza bólu i nie wymazuje przeszłości. Ze wszystkim trzeba się uporać. A kiedy brakuje mi sił, by stawiać temu czoła, oddaję się dobrze znanej, zarazem kojącej i zgubnej czynności, jaką jest zajadanie. Wciśnięta w róg kanapy, owinięta kocem, wewnętrznie roztrzęsiona i przerażona – jem, pochłaniam, wpierdalam. Kompulsywnie, rozpaczliwie, bez umiaru. Już nie mogę, rzygam, jem dalej.

Trzy lata temu napisałam na blogu: „Za każdym razem, gdy czułam się smutna, głupia, niechciana, niekochana, słaba czy zagubiona – szukałam w tym pocieszenia. Po cichu i ukradkiem, z poczuciem winy i wstydu. Przez lata dawałam sobie w ten sposób chwilowe ukojenie, pocieszenie i wytłumienie emocji. Pozorne, bo po wszystkim ten cały syf uderzał we mnie jeszcze mocniej, zwielokrotniony rosnącym poczuciem winy i porażki. Jestem uzależniona. Od lat próbuję z tym walczyć, na różne sposoby. Miałam dłuższe lub krótsze okresy abstynencji. Cieszyłam się z jednej lub drugiej wygranej bitwy, ale prawda jest taka, że ta wojna nigdy się nie skończy, a ja i tak czuję się przegrana.” [cały tekst: TUTAJ:  Cześć, jestem Olga. mam 37 lat i jestem… uzależniona. ]

Tym razem mój problem osiagnął naprawdę duże rozmiary.
W ciagu minionego roku przytyłam niemal 30 kg.
Aktualnie ważę 100 kg.

Ile??! – zapytacie, przecierając oczy i ekran komputera.

100 kg – odpowiadam, ocierając łzy.

Ważę 100 kg.
STO KILOGRAMÓW.

Potrzebuję pomocy. Bardzo potrzebuję pomocy.
Ja wiem, że dieta, ruch, sport to zdrowie, pięć małych posiłków dziennie, ja wiem…
Problem w tym, że po tym wszystkim, co się wydarzyło – totalnie zwątpiłam w siebie i w sens robienia czegokolwiek.
W kwestii moich zaburzeń odżywiania właśnie osiągnęłam absolutne dno i kompletnie nie wiem, jak się od niego odbić.

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

27 komentarzy

  1. A ja nie wierzę w żadne systemy żywieniowe ani dietyi nie chce mi się ich zgłębiać oraz praktykować, pilnować. Trzeba raczej zapomnieć o tej kompulsji jakoś… Schudłam ostatnio sporo, bo zaczęłam wyprowadzać psy na Paluchu i biegam. Z powodu różnych nieszczęść MUSZE biegać, bo tylko duży wysiłek mi pomaga. Ty nie masz takiego efektu po wysiłku? Może spróbuj to sobie nakręcić, bo z tego co pamiętam, to też to docenialas. Dziś się zorientowałam że 3,5 godz w schronisku to 800 kcal. Dużo. I to strasznie wciąga, bo robisz dobrze sobie i tym biedakom. No i pisz nam tutaj… Calusy

  2. Licz kalorie, to działa najlepiej. Półtora roku temu ważyłam 79,9kg przy 162, teraz 49kg. Tylko ruch (codzienne spacery po ok. 4km) i dieta – nie żadne diety ustalane przez specjalistów (nie stać mnie, nie potrafię za bardzo gotować, nie kupuję dużo produktów więc nie dałabym rady przygotować skomplikowanych dań) tylko zapisywanie wszystkiego co jem i liczenie kalorii. Na początku jadłam w granicach 1000 – 1100kcal, mało, ale zależało mi na szybkich efektach. Obecnie wciąż utrwalam wagę i dobre nawyki, chociaż mam teraz taką masę problemów, że jest to prawdziwe wyzwanie. Tak czy inaczej na razie daję sobie radę. Mam 36 lat, historię zaburzeń odżywiania odkąd pamiętam, właściwie już nie wierzyłam, że jeszcze uda mi się schudnąć, a tymczasem proszę. Tobie też się uda.

      1. Tak, rozumiem, też tak miałam, a właściwie nadal mam. Nie dalej niż 2 dni temu pożarłam pół kilo babki Panettone, pół opakowania lodów (na szczęście Breyers delights, wiec 340kcal za 500ml, a nie, jak w przypadku Ben & Jerry’s, ponad 1400kcal). Po prostu żmudnie tłumaczę sobie, że to tylko potknięcie które nie definiuje mnie i sprawia, że wszystko przepadło. Czasem działa, czasem nie. Ostatnio moje życie jest na takim etapie, że nie ma takiej ilości żarcia które mogłoby mnie pocieszyć. Wiem, że kompulsywne jedzenie to nałóg, w dodatku taki którego czynników wyzwalających nie sposób pozbyć się z życia, pozostaje szukanie metod które pomogą trzymać to w szachu. Dlatego u mnie liczene kalorii i koniecznie zapisywanie wszystkiego co jem jako tako zdaje egzamin, przynajmniej czuję, że mam jakąś kontrolę. Oczywiście rozumiem, że to co działa u mnie nie koniecznie musi u kogoś innego, niemniej chciałam się podzielić moją metodą bo bardzo dobrze rozumiem przez co przechodzisz.

      2. Dodam jeszcze, że z doświadczenia wiem, że walka z kompulsywnymi zachowaniami jest okropnie trudna, często jedno uzależnienie zastępuje drugie. Kupuję w ten sposób lalki, karmę dla kotów, ubrania, obcinam włosy dążąc do idealnej symetrii (na to pomaga golenie głowy maszynką, nie ma czego dorównywać, chociaż chciałabym mieć jeszcze kiedyś długie włosy). Liczę kalorie, układam dzienne plany żywienia, sprawdzam książki na Lubimyczytać, żeby następnie sprawdzać czy są dostępne w lokalnych bibliotekach, czasami mam wrażenie, że to nie ma końca, tonę we wszystkim, ale i tak próbuję jakoś się utrzymać na powierzchni.
        Przepraszam, że tak się rozgadałam u Ciebie, to kolejny problem, zazwyczaj staram się trzymać buzię na kłódkę bo inaczej, gdy juz zacznę, nie mogę przestać gadać.

  3. Zazie – dieta pudełkowa. Woda i dobrze dobrana dieta pudełkowa.
    Jak zjesz wszystkie naraz to będziesz głodna do końca dnia, plus nie przekroczysz i tak kaloryczności.
    A cena motywuje – sprawdziłam.
    (bulimia i kompulsywne jedzenie, do 20 000 kcal dziennie).
    Trzymam za Ciebie kciuki <3

  4. O, fajnie, że jesteś. Ja też ciągle myślę o jedzeniu, mimo, że nie mam problemów z nadwagą. Źle się czuję jedząc różne rzeczy i chciałabym wiedzieć, co jeść, żeby dobrze się czuć. Jak piłam wyciskane soki okazało się, że swędzi mnie skóra i mam czerwone policzki po jakichś surowych owocach czy warzywach. A mówili, że soki takie zdrowe. Jak odstawiłam gluten to jadłam za to więcej mięsa i też się źle czułam. Jedni jedzą same owoce i warzywa, inni samo mięso. Kurcze! Co wybrać? Tak naprawdę NIE LUBIĘ MYŚLEĆ o tym, co mam ZROBIĆ do jedzenia. Chciałabym po prostu zrobić i zjeść. Bez myślenia o tym. Najlepiej jak chodziłabym do jakiejś stołówki na wszystkie posiłki. Albo miała własną domową kucharkę. W zamierzchłych czasach kobiety gotowały wspólnie przy ognisku, mogąc przy tym rozmawiać, śpiewać, tańczyć, wygłupiać się. W grupie raźniej. A teraz kobita zostaje z tymi codziennymi wyborami i żmudnymi zadaniami zrobienia posiłków sama. Smutek.

    1. Joan, mam podobnie, bo NIENAWIDZĘ gotować i ogólnie paprać się w jedzeniu, dlatego moją zgubą są rzeczy „gotowe” i wysokoprzetworzone. Z kolei catering nie bardzo mnie urządza, bo po pierwsze cena, a po drugie – kiedyś Przyjaciółka zafundowała mi jakieś 2 tygodnie na pudełkach i wciąż bolał mnie brzuch (+ miałam taki rozstrój jakbym się czymś podtruła…). Fajne jest wspólne gotowanie. Z tym że ja bym wybrała stanowisko na zmywaku :D

  5. Tak jakoś mi się wydaje, ze tu nie chodzi o nadmiar pożywienia.
    Zazie, zbadaj wątrobę. Moje wyniki badań mnie bardzo zaskoczyły,
    a borykam się z problemem ciężkiej wagi ;)

  6. Rozważasz powrót na MB? Ja na Twoim jadłospisie schudłam spektakularnie, po czym, w ramach wielkiego świętowania sukcesu, równie spektakularnie wróciłam do swojej wagi. Kilka dodatkowych kilogramów nie wiem, skąd się wzięło:-( Mam 170 cm wzrostu i ważę 80 kilo – źle się z tym czuję i marzę o 70, która kiedyś wydawała mi się kolosalną nadwagą…

  7. Potencjalnie skutecznym acz mało chyba konstruktywnym na dłuższą metę sposobem jest zastąpienie jednej kompulsji inną… Idealnie oczywiście gdyby był to sport (łatwo powiedzieć… choć znam takich, którym się udało; mnie nigdy na długo).

    Chętnie poczytam jakieś naprawdę mądre rady…

  8. Nie mam takiego problemu jak Ty, ale zaliczyłam wizytę u dietetyka tylko,że sportowego, okazało się , że nie chudłam, bo za mało jadłam, tak wiem Ty jesz za dużo, ale ustawiła mi dietę pode mnie i mam pięć posiłków dziennie. Pierwszy tydzień był koszmarem, bo brakowało mi wafelków, batoników i czekoladek, chodziłam głodna, ale po tygodniu organizm się przyzwyczaił i jest dużo lepiej. Najważniejsze,że nie chodzę głodna, nie jestem zmęczona i mam siłę na bieganie czy siłownię. Sama wiesz co jest dla Ciebie najlepsze, ale może spróbujesz ? Może tym razem się uda, bo czemu miałoby się nie udać ;) Pozdrawiam serdecznie :*

    1. Ewelina, też o tym myślałam… Od wielu miesięcy obserwuję facebookowe grupy i posty dziewczyn po operacjach bariatrycznych. I wcale nie wygląda to tak różowo. Jasne – operacja pomaga, ale koszta fizyczne i psychiczne są ogromne…

  9. Potrzebujesz terapi z dobrym psychologiem.. w tempie natychmiastowym… nie wchodzi sie w kolejny związek ze strachu przed samotnością… najpierw trzeba się nauczyć być ze sobą samym..
    Przeżyć żałobe po tym co było..
    Nie szukać wytłumaczenia .. usprawiedliwienia dla swoich słabości..

    1. Jolu, myślę, że popełniasz spore nadużycie, pisząc o wchodzeniu w kolejny związek ze strachu przed samotnością, a nie znając tła całej sytuacji. Nie o wszystkim piszę na blogu, zwłaszcza niewiele o moim nowym związku, jak również o kulisach mojego związku z Syd. Niestety Twój komentarz jest zlepkiem obiegowych pseudopsychologicznych „mądrości” na temat: „Jak należy pozbierać się po rozstaniu”. Nawet nie wiesz, jak głęboko i świadomie przeżywam żałobę po związku z Syd. Bycie ze sobą samym i bycie w kontakcie ze sobą – nie musi oznaczać samotności. A co do usprawiedliwiania swoich słabości – błagam Cię… :D

      że zacytuję Nosowską:

      „Rozczarowałam Cię?
      My się nawet nie znamy.
      Diagnozujesz mnie.
      Na jakiej podstawie?
      Chcesz mi doradzać?
      Masz za mało danych.
      Myślisz, że coś wiesz?
      Naprawdę?…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.