Cześć, jestem Olga. mam 37 lat i jestem… uzależniona.

Od wielu lat. Nie wiem, kiedy dokładnie to się zaczęło. Może jeszcze w liceum, podczas pierwszej depresji. Może na studiach, w czasie stresującej sesji egzaminacyjnej. Nie pamiętam… Może po jakimś bolesnym rozstaniu albo traumie z 1997… Może dopiero wtedy, kiedy zamieszkałam sama i rozpaczliwie odbijałam się od ścian pustego mieszkania na końcu świata. Nie wiem, nie potrafię tego umiejscowić w czasie i przestrzeni.

Pewnie zaczęło się niepozornie, tak jak zwykle się to zaczyna. Jasne, że próbowałam już dużo wcześniej, jak każdy, ale w pewnym momencie przestałam to kontrolować i po prostu szłam na całość. Najpierw raz, drugi, trzeci – przy jakiejś szczególnej okazji, w towarzystwie. Potem coraz częściej – samotnie. I coraz bardziej w ukryciu. Za każdym razem, gdy czułam się smutna, głupia, niechciana, niekochana, słaba czy zagubiona – szukałam w tym pocieszenia. Po cichu i ukradkiem, z poczuciem winy i wstydu. Przez lata dawałam sobie w ten sposób chwilowe ukojenie, pocieszenie i wytłumienie emocji. Pozorne, bo po wszystkim ten cały syf uderzał we mnie jeszcze mocniej, zwielokrotniony rosnącym poczuciem winy i porażki.

Jestem uzależniona. Od lat próbuję z tym walczyć, na różne sposoby. Miałam dłuższe lub krótsze okresy abstynencji. Cieszyłam się z jednej lub drugiej wygranej bitwy, ale prawda jest taka, że ta wojna nigdy się nie skończy, a ja i tak czuję się przegrana.

Jestem uzależniona. Cierpi na tym nie tylko moje ciało, ale i moja psychika. Dwa lata temu byłam przez to o krok od bardzo poważnej choroby, ale wtedy udało mi się na chwilę wyciszyć problem. Teraz znowu powrócił, ze zdwojoną siłą. Mam świadomość tego, że niszczę swoje zdrowie, ale nie potrafię przestać. Aktualnie mój organizm przestał to tolerować, broni się przed tym i pokazuje mi, że ma już dość – a ja nadal, z uporem maniaka, podaję mu potężne dawki trucizny.

Jestem uzależniona, ale nie zobaczysz mnie pijanej, skacowanej czy zataczającej się po ulicy. Nie zauważysz moich podkrążonych oczu, zwężonych źrenic, drżących rąk czy przekrwionego nosa. Gdy jestem pod wpływem, nie bełkoczę, nie awanturuję się, nie narobię sobie wstydu ani nie jestem dla nikogo zagrożeniem. Owszem, nie kontroluję się, ale przez mój nałóg nie stracę pracy i przyjaciół, nie narobię sobie długów, nie wpadnę w złe towarzystwo, nie rozpadnie się mój związek. Mój nałóg nie zniszczy niczego, oprócz mnie samej i mojego zdrowia.

Czy wiesz, że moje uzależnienie jest w pełni akceptowane społecznie? Dzięki niemu kwitnie polski handel i światowa gospodarka, prezesi agencji reklamowych dostają niebotycznie wysokie premie za każdą kolejną kampanię, a przemysł farmaceutyczny oraz lekarze i psychiatrzy mają pełne ręce roboty. Kolorowe reklamy na ulicach, w prasie, telewizji i internecie przekonują mnie, że w moim uzależnieniu nie ma nic złego – wręcz przeciwnie! Jest źródłem radości, relaksu, dobrej zabawy i cieszenia się życiem. Podaruj sobie chwilę przyjemności. Jesteś tego warta. Poczuj radość. Zapomnij o całym świecie.

eat_sweets

 

Jestem uzależniona od cukru.

 

slodycze_uzalezniaja

Mówiąc “uzależniona”, nie mam na myśli tego, że lubię słodycze, kocham czekoladę i zajadam się wafelkami. Tak było kiedyś. Teraz nic nie jest w stanie zaspokoić mojego cukrowego głodu. Im więcej przyjmuję glukozy, tym rozpaczliwiej, więcej i bardziej jej potrzebuję. W chwilach ostatecznego upokorzenia zjadam kostki cukru z cukiernicy. Żenujące, to prawda.

– Co to za nałóg, daj spokój, po prostu przestań żreć i po problemie!

 

cukier_uzaleznia

Jasne, że uzależnienia od cukru społecznie znaczy tyle co nic. No bo przecież nikt nie kradnie ani się nie puszcza, żeby mieć na działkę cukru. Jest go pod dostatkiem w każdym sklepie i kosztuje grosze. Nie trzeba być pełnoletnim, żeby kupić żelki, cukierki i coca-colę. Nikt nie wpada z bronią do osiedlowej Żabki, żądając kartonu czekolady Milka i Snickersów. Nie istnieje czarny rynek słodyczy, nikt nikogo nie ściga za nielegalną produkcję cukru, nie istnieje żadna cukrowa mafia czy szajka zajmująca się dilerką syropu glukozowo-fruktozowego wśród nieletnich. „Przecież wszyscy wiedzą, że cukier krzepi. Jedz na zdrowie! Nic ci się nie stanie: cukru nie sposób przedawkować, po prostu trzeba znać umiar”.

 

rlxvBFLZda9vW

Otóż nie jest to wcale takie proste. Wiem, co mówię. Od niemal 2 lat jestem (teoretycznie) na diecie bezglutenowej, bezlaktozowej i bezcukrowej, która wymaga ode mnie totalnej rezygnacji ze wszystkiego, co do pewnego momentu było moim absolutnym “must have” codziennego menu. Pieczywo, zboża, makarony, krowie mleko i jego przetwory, a do tego owoce. Ot, standardowa polska piramida spożywcza. Dieta Metabolic Balance całkowicie zmieniła tę piramidę (o czym możecie poczytać TUTAJ), natomiast ja rozpoczęłam walkę z samą sobą. Dlaczego walkę?

Po prawie 2 latach zmagań stwierdzam, co następuje:
– Bez problemu zrezygnowałam z mleka, jogurtu, kefiru i mlecznych deserów, bez których kiedyś nie wyobrażałam sobie życia i potrafiłam zjeść ich dziennie nawet 5-6
– Bez problemu zrezygnowałam z chleba, bułeczek, drożdżówek i innych form pieczywa, które uwielbiałam, a także masła, margaryny, serków i twarożków.
– Bez problemu zrezygnowałam z makaronów i mącznych sosów, słodkich owoców i soków owocowych.
Odstawiłam. Nie tęsknię. Nie potrzebuję ich. Mimo że dawniej nie wyobrażałam sobie dnia bez zjedzenia tych produktów.

 

tumblr_lit4rnl3ES1qflpc1o1_500

Jedyną rzeczą, z którą nie potrafię sobie poradzić i która wraca do mnie jak bumerang, raz po raz nokautując mnie i moją dietę, jest cukier. Nie panuję nad moim kompulsywnym i obsesyjnym zapotrzebowaniem na cukier. Nie potrafię w żaden sposób kontrolować mojego cukrowego głodu. Ulegam mu za każdym razem, coraz silniej i coraz bardziej desperacko. I za każdym razem czuję się coraz gorzej.

Owszem, miałam miesiące bez cukru (tylko dzięki temu udało mi się zrzucić 20kg), ale tylko ja wiem, jak ciężko było mi przetrwać okres odstawienia i detoksu. Nigdy nie byłam od niczego uzależniona. Narkotyki, papierosy, alkohol – nie mają nade mną żadnej władzy. Nie dają mi aż takiej przyjemności, której potem mogłabym wciąż łaknąć. Cukier daje mi wszystko. I wszystko zabiera.

Przez ostatnie miesiące milczałam tu na blogu na temat swojej diety i odchudzania. Powód? Znowu jestem w cukrowym ciągu. Przytyłam 7 kilogramów w ciągu 3 miesięcy.

 

tumblr_ljueu6z84A1qgujfno1_500

Zaczęło się – jak zwykle – niewinnie. I podkreślam, że nie ma w tym niczyjej winy. Oprócz mojej. Otóż przeszłam kurację akupunkturową (do poczytania – TUTAJ). Chiński Mistrz i jego asystentka zalecili mi picie wieczorami czarnej herbaty z cukrem celem “odżywienia mózgu” glukozą. Początkowo się broniłam, mówiąc jak wiele trudu i wysiłku kosztowało mnie wyeliminowanie cukru z diety; jak bardzo jestem od niego uzależniona i jak ciężko będzie mi zapanować nad cukrowym głodem. Przekonali mnie jednak, że “najpierw zdrowie, a potem odchudzanie”. Uległam. W naszym domu pojawiło się pudełko białego cukru w kostkach, a ja znów poczułam “słodkiego kopa”, którym sama sobie strzeliłam samobója i popchnęłam na równię pochyłą.

Dla mnie, osoby uzależnionej od cukru, nie ma czegoś takiego jak “trzy łyżeczki cukru do herbaty”. Te pieprzone “trzy łyżeczki” to jak dla alkoholika imieninowy toast setką wódki za zdrowie pana domu. Sprawa nie kończy się ani na okazjonalnym toaście, ani na posłodzonej herbacie.

Nie będę wdawała się w szczegółowy opis tego, co dzieje się ze mną od początku lipca, bo po pierwsze jest to dla mnie bardzo upokarzające, a po drugie wiem, że tę notkę przeczyta także Syd i dowie się, że w kwestii mojej diety przez ostatnie tygodnie nie byłam z nią szczera. Moje każde wyjście z domu: na spacer z psami, do sklepu po zakupy, na terapię, na spotkania zawodowe – zawsze związane było z kompulsywnym objadaniem się słodyczami. Jeśli akurat nie miałam kasy na słodycze – napychałam kieszenie kostkami cukru. Wiem, żałosne.

tumblr_m78mdnJkve1qgd3c2o1_500_large

 

Dosyć szybko zorientowałam się, że coś jest nie tak. Od kiedy przeszłam 2 lata temu na dietę, cukier przestał mi smakować. Naprawdę, przysięgam. Czekolada z orzechami nie ma już tego obłędnego smaku co dawniej. Nutella nie jest już rozkoszą dla podniebienia, a batoniki, żelki i wafelki nie posiadają już tej ekstatycznej mocy poprawiania humoru. Poszczególne słodycze straciły dla mnie swój oryginalny i niepowtarzalny smak. Wszystko smakuje tak samo – cukrem.

Ale paradoksalnie – nie o smak tu chodzi, ale o to, czego domaga się mój mózg. Bo wcale nie ciało. Mojemu ciału, mojemu językowi, moim kubkom smakowym – słodycze nie smakują już tak jak dawniej. To mój mózg domaga się cukru. Bez względu na wszystko. Za wszelką cenę.

tumblr_m85yke3WcW1rcyudvo1_500

Jak działa mechanizm uzależnienia od cukru?

Dokładnie tak jak mechanizm uzależnienia od alkoholu, narkotyków, hazardu czy seksu. Cała tajemnica tkwi w mózgu.

brain-addicition

Jądro półleżące (łac. nucleus accumbens) to kilkadziesiąt tysięcy neuronów stanowiących część układu nagrody (czyli ośrodka przyjemności) u człowieka, odpowiadającego za motywację i kontrolę zachowania. Pobudzenie układu nagrody w mózgu wiąże się z subiektywnym odczuwaniem silnej przyjemności. Szczury laboratoryjne mogące kontrolować elektryczną stymulację tego ośrodka (na przykład przez naciśnięcie dźwigni w swojej klatce) koncentrują się na tej czynności, całkowicie zaniedbując odżywianie. Taką “dźwignią” pobudzającą jądro półleżące w ośrodku przyjemności są dla człowieka – przykładowo – narkotyki i alkohol. Oraz – jak się okazuje – cukier.

 

uzaleznienie_od_cukru_02

 

Podczas spożywania substancji uzależniającej jądro półleżące w mózgu dostaje dopaminowego kopa, odczuwanego jako przyjemność. Co więcej, dopaminie towarzyszy serotonina zwana “hormonem szczęścia”. Pech chciał, że zarówno dopamina (odpowiadająca za ADD/ADHD) , jak i serotonina (odpowiedzialna za depresję), są w moim mózgu towarem deficytowym. Przyjmowane przeze mnie leki:  Seroxat (paroksetyna) i Medikinet (metylfenidat) teoretycznie powinny podnosić poziom serotoniny i dopaminy w moim mózgu. Czy faktycznie podnoszą? Nie wiem. Można rzec, iż w ramach profilaktyki intuicyjnie i zupełnie niechcący wprowadziłam do mojego “leczenia” kompulsywne wpierdalanie cukru celem wyrównania poziomu obydwu tych neuroprzekaźników. I teraz nie wiem, jak z tego wybrnąć.

Problem w tym, że w miarę upływu czasu podczas spożywania substancji stymulującej , jaką jest w tym przypadku cukier, dopaminowo-serotoninowy kop coraz bardziej słabnie. Trzeba więc go dostarczać coraz więcej i coraz częściej, bo mózg już zdążył sobie skojarzyć i zakodować smak słodyczy jako zastrzyk szczęścia, energii, ukojenia i poczucia bezpieczeństwa. Co ciekawe, w mózgach osób otyłych jest o wiele mniej receptorów reagujących na dopaminę niż w mózgach osób szczupłych. Im mniej receptorów, tym potrzebna jest większa dawka substancji stymulującej dopaminę, aby osiągnąć „przeciętne” odczuwanie przyjemności.

fabryka_przyjemnosci

Jesz więcej i więcej, z czasem w ogóle przestając odczuwać spodziewaną przyjemność, a zamiast niej – wręcz przeciwnie: rozpacz, poczucie pustki i świadomość porażki. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że twój narkotyk już nie działa, ale nie potrafisz już go odstawić, bo mózg wciąż chce go więcej i więcej.

Widzisz, że jest coraz gorzej. Tyjesz w zastraszającym tempie. Nie masz na nic siły. Patrzysz jak w ruinę obraca się ponad 2 lata Twojej diety, ćwiczeń i wyrzeczeń. Rzygasz już słodyczami, ale nie potrafisz przestać. Za każdym razem, gdy próbujesz odstawić cukier, twój mózg się buntuje. Wpadasz w depresję, jesteś rozdrażniony, zrozpaczony, zdezorientowany, na nic nie masz siły. Wydaje ci się, że odrobina „słodkiego” pomoże ci przetrwać dzień. Ale na odrobinie nigdy się nie kończy. Dla osoby uzależnionej od cukru nie istnieje coś takiego jak „jeden cukierek”, „kawałek ciasta” czy „jedna kostka czekolady”. To już nawet nie jest kwestia słodyczy. Jeśli nie masz do nich dostępu, będziesz pochłaniał czysty biały cukier. Dalszy opis daruję wam i sobie, bo się po prostu wstydzę.

No i tak.
Jestem Olga. mam 37 lat i mam problem, bo mój narkotyk jest dosypywany wszędzie.
Wchodząc do pierwszego lepszego sklepu spożywczego, mam pewność, że 99,9% jego asortymentu zawiera cukier lub syrop glukozowo-fruktozowy.
Na ulicy, w telewizji, w prasie – kolorowe reklamy przekonują mnie, że ów narkotyk jest całkowicie bezpieczny i zapewni szczęście nawet małym dzieciom.

slodycze

 

Kiedy mówisz, że jesteś narkomanem, alkoholikiem czy hazardzistą – wszyscy proponują ci odwyk, wskazują odpowiednie ośrodki, programy pomocowe, terapie, leki.
Kiedy mówisz, że jesteś uzależniony od cukru – dziwią się, o co ci chodzi. Przecież każdy lubi sobie od czasu do czasu zjeść coś słodkiego. To zupełnie niegroźne! Pan z kiosku pod moim domem nazywa to „małym co nieco” i za każdym razem zachęca mnie, żebym kupiła sobie coś na osłodę: „Przecież trzeba mieć coś z życia! Miłego dnia!”.

uzaleznienie_od_cukru

 

Tymczasem po raz kolejny rozpoczynam cukrowy detoks.
Wypadałoby przestać wychodzić z domu, wyłączyć internet, radio i telewizję, przestać czytać prasę,
bo przecież dilerzy mojego narkotyku są wszędzie.

dilerzy_cukru

 

 

 
 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

//zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

 

 

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

25

21 myśli na temat “Cześć, jestem Olga. mam 37 lat i jestem… uzależniona.

  1. Doskonale Cię rozumiem. Również jestem uzależniona od cukru. Co sprawia, że systematycznie tyję. Mam już 104 kg i 32 lata. Nie potrafię sobie sama z tym poradzić od 20 lat, choć wciąż mam nadzieję, że może mi się kiedyś uda.

  2. Mój Boże… ja mam tak z kawą – łagodzi nerwy, rozedrganie, wściekłość (zwłaszcza, że jestem introwertyczką), gdy poczuję aromat, dostrzegę błękitną mgiełkę rozsnuwającą się po pokoju, posmakuję – napięcie opada. Życzę Ci uporu, relaksu, (nie)egoistycznego skoncentrowania na sobie i cudownej rezygnacji z tych i z tego, którzy irytują, bez wyrzutów sumienia, a tej czekolady życzę jako rozkosz, a nie nałóg, by była równowaga, i autentyczna przyjemność:) Zapraszam: http://www.blacklady.blogujaca.pl Łączę pozdrowienia, Justyna:)

  3. Jezu jak totalnie Cię rozumiem!!!! Byłam na 10 miesiecznym odwyku cukrowym, teraz potrafię skonczyc na dwa tygodnie, a potem nakupowac sobie czekoladek na wagę i do tego lody, bo nie moze to byc jedna rzecz, bo nie mam przyjemnosci tylko stres, ze sie skonczy. Podczas tych 10 miesięcy bardzo pilnowalam, zeby nie jesc niczego co ma w skladzie cukier, pierwsze 6 miesięcy bardzo, potem już np. jadłam np. majonez albo salami, chociaz w obu oczywiscie cukier, jak wszedzie. Trzymam kciuki, żeby Ci się udało, ja nie mam pomysłu na to. Próbowałam uchwycić co to za uczucie, które mam po zjedzeniu słodkiego, probowac je jakoś inaczej wzbudzić, ale na razie jest jak jest – zrywy odwykowe i tyle. Pozdrawiam!

  4. Droga Olgo, mnie uzależniono od słodyczy, gdy byłam dzieckiem. Potem zastąpiłam jeden nałóg drugim (papierosami), co dało mi piękną figurę. Teraz, po latach, nadal palę, a w okresie jesienno-zimowym, wieczorami napada mnie niepohamowana ochota na słodycze, więc żeby się znów nie „zapuścić”, wymyśliłam zdrowe czekoladki, słodkie ale słodyczą o wzorze alkoholu, z tłuszczem, który spala tkankę tłuszczową i, dla większej zdrowotności, z surowym kakao. Jeśli chciałabyś spróbować, mogę Ci przesłać przepis. Pozdrawiam
    Ewa

  5. Nie wiem czy to Cię pocieszy, ale fakt, że Twój narkotyk dostępny jest wszędzie i za niewielkie pieniądze jest dla Ciebie tylko ułatwieniem zarówno w życiu jak i w walce z nałogiem. Czy nikotyniści przejmują się wzrostem akcyzy? Będą palić każdy szajs i chodzić po kilka kilometrów do „mety” albo (jak bezdomni) zbierać niedopałki po przystankach. Wysoka cena nie pomaga im rzucić palenia. Jeśli narkotyki są drogie jak np. heroina to narkoman zacznie się prostytuować i okradać swoją rodzinę – wysoka cena nie zniechęca do sięgnięcia po narkotyk. Tobie zostaną oszczędzone tak dramatyczne upokorzenia. Życzę sukcesów w walce z uzależnieniem.

  6. Nie wiem czy w przypadku ADD można mówić o uzależnieniu od cukru. Terapeuci mojego dziecka ( pełne ADD ) twierdzą, że wzmożone zapotrzebowanie na cukier jest w tym zaburzeniu fizjologią i wynika z odmiennego funkcjonowania mózgu. Na szczęście po latach walki węglowodany przestają dominować w naszym domu. Pozdrawiam.

    1. Ja mam zdiagnozowane ADD od kilku lat, ale nigdy nie rozmawiałam z moim psychiatrą o kwestii zapotrzebowania mojego mózgu na cukier i chyba jednak wolałabym nie miec takiej wymówki, że wpierniczam słodkie, bo mój zaburzony mózg wie co dla niego najlepsze ;))

      1. zazie, mój autystyczny syn zażera się cukrem. Ja z kolei choruję na rzadki rodzaj raka neuroendokrynnego -gastrinoma. Nie dość, że wpierdziela Cię rak od środka, to jeszcze wyrzuca hormony- uwierz, dość nieprzyjemna mieszanka. Jestem na morfinie, ale wbrew pozorom nie wywołuje u mnie żadnej przyjemności czy euforii, tylko najzwyczajniej likwiduje ból. Lekarz tłumaczy ten paradoks tym, że ludzie chorujący na raka rzadko uzależniają się od morfiny. Ja mam wątpliwości… Ale wracając do cukru i podniesienia serotoniny w mózgu. Co 3 miesiące przechodzę badania hormonalne , wśród których m.in. mam oznaczany poziom serotoniny we krwi. Ciekawostką jest, że poziom serotoniny ( a tym samym przekłamuje wynik) podnosi najbardziej kakao, kawa, orzechy. Za każdym razem lekarz przypomina o odstawieniu tych produktów na co najmniej tydzień przed badaniem. Spróbuj swój nałóg cukrowy zamienić na orzechy i zobacz jak zareaguje Twój organizm. Jeśli poziom serotoniny ulegnie podwyższeniu i zazie poczuje się lepiej, będę bardzo szczęśliwa, że mogłam jakoś pomóc.

  7. Tym co piszesz, że jesteś ‚żałosna’ itp. tylko się pocieszasz i w pewien sposób usprawiedliwiasz. Usprawiedliwiasz też żarcie słodyczy na potęgę-bo depresja, adhd, porównywanie uzależnienia alkoholowego czy od narkotyków to uzaleznienia od cukru i inne super naukowe wytłumaczenia psychologiczne oraz medyczne. A tak naprawdę zmień psychologa/psychoterapeutę albo i psychiatrę (bo mam nadzieję że to psychiatra przypisuje Ci tabl., ktore wnioskuję że nie działają). Nie jesteś mała niunią do głaskania a chyba tego oczekujesz. Zacznij od siebie, nie od banerow reklamowych i zdjęcia Kluzik-Rostowkiej w tle. Po prostu pękłaś będąc na diecie. Gdzie są osoby które Cię wapierają? Wyczuwam niemy krzyk celem akceptacji lub naniesienia zmian oraz przytulenia.

    1. Generalnie to co napisałeś(-łas) da się ująć w zgrabne: „Nie pierdol i weź się w garść!”. Takie rady akurat nie bardzo mi pomagają, więc pozwól, że będę próbowała poradzić sobie z tym problemem po swojemu – także mówiąc o nim głośno, pisząc na blogu i nie oczekując przez to głaskania. Zwłaszcza od Ciebie. Pozdrawiam.

      1. Ale ja (osoba obca Tobie) nie chcę dawać Ci tzw.głasków. No właśnie, nawet nie powiedziałaś o tym swojemu psychiatrze a mówisz o tym obcym. Dlaczego nie poddasz się prawdziwej terapii? Dużo osób rozpłyea się nad Tobą-‚och ja też jestem uzależniona od słodyczy, to trudne, bla bla bla’. A jak dyrektywniej próbuję Ci uzmysłowić to jak widzę ten ‚problem’, to foszek. Nie usprawiedliwiaj się. Co to jest ‚zaburzony mózg’? Nie chce gry słów i przebitki argumentów. Z takim nastawieniem życie przez palce Ci przecieknie.

        1. Mogę tylko powiedzieć „lubię to!” i poprzeć może nie miłą, ale prawdziwą radę. To nie jest „nie pierdol, weź się w garść” tylko konkretne porady „zrób to, a z kolei to ci nie pomaga, widzisz?”. Jeśli takie rady ci nie pomagają to chyba dlatego, że ich nie słuchasz, bo oczekujesz właśnie głaskania. Co na to Syd? Też cię tylko głaszcze? A nie, przepraszam, ukrywasz przed nią problemy. To jest całkiem zrozumiałe! Pewnie miło jej było dowiedzieć się wszystkiego z bloga. Pewnie, że łatwiej jest napisać o wstydliwej rzeczy obcym ludziom, a bliscy dowiedzą się przy okazji, ale tą drogą to ty chyba nigdzie nie zajdziesz. Mi też jest łatwiej mówić ci dosadnie co myślę z drugiej strony monitora. Ale cię nie przekonam. Mogę tylko powiedzieć, że to nie ze złościwości, przynajmniej ja tak nie definiuję hejterstwa. A co zrobisz, to już nie mam wpływu. Możesz nawet usunąć ten komentarz i zamaskować problem. Maskować do usran*j śmierci.

          1. I jeszcze jedno. Skoro już raz wyszłaś z nałogu to możesz jeszcze raz. Nie powiem ci jak, bo nie wiem. Ty wiesz, bo już raz to zrobiłaś. Więc teraz to powtórz i tym razem nigdy więcej już się skuś na cukier. Ciężko, tak całe życie? Alkoholicy mogą to ty też dasz radę. Trzymamy kciuki!

            1. Zaczęłam czytać blog Zazie (niesystematycznie) będąc na drugim roku studiów. Pani Olgo, pracowała Pani wtedy w radiu i robiła Pani (mogę sie mylić) teksty do programów (?) dla dzieci. Lubiłam odwiedzać Pani blog, bo był polot, świetne pisane teksty. Przede wszystkim radocha, nawet jeśli dzień nie był dobrym dniem. Pamiętam też wzmiankę o tragicznym wydarzeniu, ktorego nie śmię, bo nie mnie teraz to opisywać. Teraz jest pani osobą melancholijną, infantylną, no i depresyjną. Pisze Pani teksty o niczym. Jakieś spotkania towarzyskie, miejsca odwiedzane, jedzenie – powierzchownie, bez jakiegoś sensu. Dużo słów, mało treści. Ogrom tekstów o mopsach, lalkach… nie moje tematy. Zmienił się Pani pogląd na świat diametralnie. Chciałbym, żeby otrzymała Pani pomoc od fachowca. Bez uciekania w bzdury. A może właśnie to jest ucieczką od obecnego ‚złego świata’? Proszę nie odebrać tego jako złośliwość, po prostu chcę ruszyć Panią do pracy nad sobą. Takiej prawdziwej.

  8. hmm… ciężki temat, faktycznie spychany pod dywan. Bo przemysł cukrowy to miliardy dolarów, euro, złotych i innych. Nawet jeśli chodzi o palenie nikt nie zabroni całkowicie palić, bo koncerny tytoniowe na to nie pozwolą – a przecież palenie szkodzi, truje, uśmierca nie dając przy tym żadnych pozytywnych skutków. Z cukrem jest jeszcze gorzej – w pewnych ilościach rzeczywiście jest do życia potrzebny więc nie można go zakazać. Ale po co dodawać go w tak dużych ilość do wszystkiego? Właśnie żeby uzależnił i żeby klient wrócił po więcej. I więcej kasy wydał. Proste. Tragiczne. Ale działa.

    Nie mam pojęcia jak wytrzymałaś tyle czasu bez słodyczy, pieczywa, nabiału… To naprawdę niezwykłe dokonanie. Wróciłaś do cukru bo miałaś bardzo ciężkie kilka miesięcy, nie ma się co dziwić. Jak cię znam (chociaż tylko z bloga) to jeszcze z tego wyjdziesz. Na bank!

Dodaj komentarz