jadę.

2002-07-06

Pojechałam na Centralny po bilet. Po raz pierwszy od kilku dni (sic!) wyszłam na zewnątrz.
Słońce mnie poraziło, dosłownie i w przenośni. Poczułam się jak Łysek z pokładu Idy
wywieziony z najgłębszego poziomu wprost na powierzchnię. Świat zawirował, pociemniało przed oczami.
To pewnie przez te poszerzone źrenice. Za dużo światła dotarło do mózgu i stary zwariował!
Stary? Hm, mój mózg aktualnie przypomina raczej dużą grubą ciotkę,
która siedzi godzinami na kanapie wpatrzona w wenezuelską telenowelę .
Jak podejść bliżej i dotknąć jej palcem, okazuje się, że jest martwa.
Z głuchym łomotem zwala się na podłogę.
Wyłączamy telewizor i idziemy do łazienki umyć palec.

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top