Strona główna » kuracjusz.
, ,

kuracjusz.



W pobliżu Sanatorium roi się od czarnych psów.
Różnej wielkości i kształtu, przebiegają nisko w zmierzchu wszystkie drogi i ścieżki,
wciągnięte w swoje psie sprawy, ciche, pełne napięcia i uwagi. […] Znajdowałem się niemal na wprost budynku sanatoryjnego,
którego oficyna bieleje niewyraźnie w czarnej oprawie drzew.
Wchodzę jak zwykle od tyłu przez podwórze, przez bramę w żelaznym ogrodzeniu
i widzę już z daleka psa na jego posterunku.[…] Zdrętwiały ze zgrozy cofam się w przeciwległy, najdalszy kąt podwórza
i instynktownie szukając jakiegoś ukrycia, chronię się do małej altanki tam stojącej,
z całym przeświadczeniem daremności moich wysiłków.
Kudłata bestia zbliża się w podskokach i oto morda jego jest już u wejścia altanki
i zamyka mnie w pułapce. Ledwo żywy ze strachu, miarkuję, że rozwinął on całą długość łańcucha,
który wlókł za sobą przez podwórze, i że sama altanka jest już poza zasięgiem jego zębów.
Zmaltretowany, zmiażdżony zgrozą, ledwo odczuwam jakąś ulgę.
Słaniając się na nogach, bliski zemdlenia, podnoszę oczy.
Nigdy nie widziałem go z tak bliska i dopiero teraz opadają mi łuski z oczu.
Jak wielka jest moc uprzedzenia! Jak potężna jest sugestia strachu! Co za zaślepienie!
Toż to był człowiek. Człowiek na łańcuchu, którego w upraszczającym, metaforycznym,
ryczałtowym skrócie brałem niepojętym sposobem za psa.

[Bruno Schulz „Sanatorium pod klepsydrą”]

 

 

 

 

komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x