wzięłam udział w jakimś reality show, byłam bardzo hop-do-przodu, miałam długie paznokcie i chyba jakiś brokat na ryju.
ale szybko wypaliłam się psychicznie, posadzono mnie na gorącym krześle i tyle było zabawy.
wróciłam do domu i znowu byłam kopciuszkiem siekającym warzywka na obiad. ale. ale.
na ekranie telewizora obserwowałam dalsze poczynania przyszłych gwiazd pudelka
(w tym jednej mojej znajomej z wro, która od zawsze chciała jaśnieć, błyszczeć i dech zapierać).
no więc. życie toczyło sie pod ostrzałem kamer – wiadomo: przyjaźnie od serca, serdeczna nienawiść,
misternie knute intrygi i zaskakujące konfrontacje, ty dzifko, ty ździro i dalej w ten deseń.
aż w końcu wybuchł skandal.
w damskiej toalecie w niewyjaśnionych okolicznościach znalazł się żołnierz rezerwy w wielkiej chuście z pomponem,
o który wypierdalał się co trzy kroki, nie dlatego żeby był napruty, bo to też, ale wiecie – pompon to nie byle co.
no więc skandal. ale nie jakieś tam gwałty, szykany czy obmacywanie pod prysznicem. o nie.
to było coś znacznie gorszego. otóż ten pijany rezerwista, potykający się o własny pompon,
z czeluści chusty, oprócz kilku puszek browca, wyjął także zmiętą-wyflukaną kartkę. wyjął, rozprostował i odczytał.
odczytał najprawdziwszy w świecie manifest komunistyczny. wyjął i odczytał go na antenie publicznej telewizji.
uh huh, co nie?
potem okazało się, że za tym wszystkim stała ta znajoma z wro, co chciała błyszczeć,
ale sama trochę się wstydziła,więc wynajęła chłopaka. za te browce, co to je miał w czeluściach chusty.
czerwony wro, nie ma co. na barykady sztandarem łopotać.
potem sama tam wylądowałam i spałam na straszliwie twardej kozetce, w jakimś ośrodku spania zbiorowego.
byłam nieszczęśliwa i postanowiłam zorganizować sobie jakieś poduszki. chodziłam więc po wro
w krótkiej spódniczce i na niebotycznie wysokich koturnach. kiwałam się na boki i zastanawiałam,
po cholerę mi te dziwne buty, przecież ledwo w nich łażę. ale wro to nie byle co. więc wytrzymałam.
znalazłam te poduszki i wróciłam z nimi autobusem do ośrodka spania zbiorowego.
a potem musiałam się obudzić i iść do pracy.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz