zimno tak, że aż grabieją mi palce na klawiaturze. i nos. nos też mam zimny.
spałam strasznie długo, a nad ranem przypomniałam sobie
o fioletowym swetrze mojej nieżyjącej Babci i teraz zastanawiam się –
czy po 17 latach znajdę go jeszcze gdzieś w zakamarkach domu rodziców?
wypijam kolejne kubki gorącej herbaty i mentalnie przygotowuję sie do wyjścia z domu.
mam ochotę założyć na siebie trzy bluzy, dwa swetry, waciak, czapkę – i wyglądać jak Kiwaczek.
Astr. mówi, że dzisiejsze żarcie będzie naprawdę dobre i ja jej wierzę.
nie ma to jak natrzeć się od środka garam masalą. od razu cieplej.
acha, zgubiłam gdzieś płytę chłopców z The Car Is On Fire,
a ponieważ dopadła mnie nagła potrzeba posłuchania ich –
polazłam na jutjuba i przypomniałam sobie ten uroczy klip.
a problem z tą piosenką jest taki, że w pewnym momencie refrenu
słyszę w tle wypowiadaną cicho i rytmicznie frazę: „cat cat cat pussy cat”.
i tylko ja to słyszę. wiem, bo pytałam znajomych.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz