plan obalenia na balkonie kilku butelek wina z dziewczynami wziął w łeb – gdyż albowiem
pogoda się wzięła i popsuła na amen. wieje, pada, zacina i chmurzy. się. wszem i wobec.
co jednak nie przeszkodziło mi w uprawie mojego przydomowego ogródka.
zakupiwszy wczoraj wieczorem 35 litrów ziemi-torfowanej-osmotyzowanej,
zabrałam się rano za ukorzenianie doniczkowe pelargonii pospolitej,
myśląc przy tym, że naprawdę nie jest ze mną najlepiej,
bo któż to widział uprawiać pelargonie w wieku lat niespełna trzydziestu.
oczami wyobraźni już ujrzałam siebie w pikowanym szlafroku, wałkach na głowie,
kapciach z futerkiem, z grubym leniwym kotem oraz robótką ręczną w koszyku
jak z ozdobną konewką przechadzam się nad skrzynkami,
szczodrze polewając wiszące na sznurku pranie sąsiadów z dołu.
yh.
dla wewnętrznej równowagi posiałam jeszcze maciejkę, powój i czerwone maki.
zrobię se normalnie monte casino i chabry z poligonu, hej dziewczyno.
a na koniec, korzystając skwapliwie z tego, że deszcz pada obficie –
umyłam podłogę dużą ilością wody z ajaxem.
jak co roku będę udawała, że to co leje mi się z balkonu na dół
to deszcz.
no przecież widać, że pada!
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz