dwutygodniowy okres karencji minął – koniec łkania i dramatu, to wszystko na ten temat.
nie warto. ani chwili dłużej. i chociaż emocjonalne flashbacki są pewnie nieuniknione,
z nimi także sobie poradzę. bo tak. tak chcę.
póki co – robię sobie dobrze. robię sobie miło. zamawiam do pracy butterchickena i go jem.
godzinami przechadzam się między półkami empiku i biorę, co tylko mi się zachce. głupie też przeczytam. bo tak.
łażę po mieście z aparatem i zaglądam w ciemne zaułki podwórek i bram. szlajam się i podglądam.
generuję z siebie energię i wymieniam ją z innymi ludźmi. używam wielu słów, a gesty przychodzą same.
kupuję sobie zabawki, o których zawsze marzyłam, a nigdy nie miałam odwagi ich mieć.
jestem dokładnie taka, jaka jestem. nie inna. nie jestem złotą pięciorublówką, nie muszę wszystkim się podobać.
nie muszę stawać na palcach, ani skakać o tyczce. nie muszę się przebierać za kogoś, by poczuć się kimś.
nie muszę być trendy, jazzy, groovy, funky. nie muszę mieć asymetrycznej fryzury od fryzjera geja,
ani znajomych z telewizji. nie muszę nosić ciuchów z naszywką abercrombie&fitch, tommy hilfiger oraz jack&jones.
nie muszę doklejać sobie osobowości, przedłużać inteligencji, ani pompować ego.
nie muszę mieć żadnej metki.
na imię mam olga.
miło mi.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz