warszawa, sam środek maja, skrzyżowanie marszałkowskiej i wilczej.
ten czas miał wyglądać zupełnie inaczej. ale dziękuję, biorę to, co jest.
a jest o wiele więcej niż mogłabym przypuszczać. są przyjaciele.
jest morze czasu i mnóstwo słów. jest zupa grzybowa, którą ktoś wiezie dla mnie przez pół miasta
i gorący rosół, który z troską nalewa mi Bubu, mimo że nie mogę nic przełknąć.
a ona patrzy na mnie tak, że czuję się bardziej niż w domu.
jest czaj-latte i muffiny, które skubię palcami, rozmawiając z Astr tak jak nigdy wcześniej.
jest żubrówka, przy której Mar energicznie wybija mi z głowy resztki złudzeń.
są czekoladki, które Miszczyni przynosi na osiedlową ławkę razem ze swoim zdrowym rozsądkiem,
i tarta, w której Marcin dłubie łyżeczką, patrząc mi prosto w oczy
są pomarańcze jak połówki słońca, którymi codziennie karmi mnie K.
jest czarny moleskine, którego gładkie strony zapełniam czarnymi niteczkami pisma
i stara nokia, która wciąż dostarcza mi 160-znakowych porcji ciepła.
są zielone jabłka, w które wbijam zęby, wysysając sok. i maleńki canon ixus, zrośnięty prawie z moją dłonią.
jest płyta adele oraz kilka kawałków duffy. i sklepy cynamonowe w formacie mp3.
jest balsam o zapachu kruchych ciasteczek i dolce vita diora. smakija z truskawkami i wiszące kolczyki.
waga, która pokazuje 51 kg i czarna sukienka na cienkich ramiączkach.
jest d80, który dotrze do mnie za kilka dni i ogrom przestrzeni do ogarnięcia.
jestem ja. i to jest z tego wszystkiego najlepsze.
póki co – idę dalej, dźwigając w sobie pozostawiony przez ciebie kamień.
rozkruszam go po kawałku, rozbijam słowami, miażdżę na pył.
z każdym dniem jest go coraz mniej.
kiedyś to z siebie wypiszę. kiedyś to z siebie wywalę.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz