kolejny etap oczyszczania organizmu, życia i reszty mikrokosmosu mam już jakby za sobą.
pewnie czeka mnie jeszcze kilka takich momentów, ale im dalej – tym łatwiej. i lżej.
powoli uczę się nowych dla mnie słów, takich jak: obojętność, pogarda, pusty śmiech.
aż w końcu – na myśl o tym wszystkim – będę umiała po prostu wzruszyć ramionami.
póki co przerabiam jedno po drugim ćwiczenia z gramatyki przypadku i konieczności.
po wczorajszym – juz wiem, że na niektóre wątpliwe jestestwa lepiej natknąć się mimochodem w ulicznym tłumie
niż trzymać je pieczołowicie zawinięte w dywan pod wersalką lub poupychane w walizce na pawlaczu.
zawsze przecież mogłoby takie truchło widowiskowo wypaść z szafy w najmniej odpowiednim momencie –
podczas proszonego obiadu czy romantycznej kolacji przy świecach. i co wtedy? żal.pl
bo to wstyd trzymać takie nieświeżości sprzed trzech lat poupychane po kątach.
czas sprzyja butelce dobrego wina. ale nie serowi pleśniowemu z przeceny.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz