połowę soboty przespałam na sofie, a słońce gryzło mnie w pięty.
chciało mi się pić, ale byłam zbyt senna, by sięgnąć po butelkę z wodą. co za degrengolada, yh.
kontakt z czasoprzestrzenia nawiązałam gdzieś w okolicach podwieczorku,
a pod prysznicem zakręciło mi się w głowie.
wszystko przez ten upał i duszność przedburzową. no bo niby przez co innego?
siedziałam potem na balkonie, piłam kawę i czytałam o gejszach.
wieczorne tańce odpuściłam.
odpuściłam tez wszystko inne.
nie będę się starać, nie będę gonić, ani podskakiwać wyżej.
nie mam siły stawać na rzęsach, zawracać wisły kijem czy napieprzać motyką w słońce.
mam dość zabiegania o czyjąś uwagę i zaangażowanie,
wiecznego wyciągania ręki w próżnię, nasłuchiwania najlżejszego odgłosu po drugiej stronie,
chodzenia na palcach, noszenia na plecach, proszenia o uczucia.
jestem zmęczona. usiądę tutaj.
poczekam aż ktoś sam, nie proszony, tak po prostu weźmie mnie za rękę.
mogę wtedy biegać, skakać, wspinać się wysoko i rzucać się głową w dół.
ale chciałabym ten jeden raz poczuć, że komuś naprawdę zależy.
oczekuje zbyt wiele?
nie sądzę.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz