od dawien dawna wymyślam opowieści. gęsto zaludnione osobliwymi jestestwami.
od paru lat za wymyślanie i spisywanie dostaję pieniądze. ale to nie to samo. piszę przecież na zamówienie.
i zazdrośnie pilnuję, by żaden z moich osobistych stworów nie przedostał się na kartki, które oddaję do druku.
na sprzedaż mam tylko oswojone, uładzone i lekkostrawne historie. takie idą w dużych nakładach. a ja mam na cukierki.
tymczasem moje prywatne bestiarium rośnie w siłę. niepokorna zoologia fantastyczna coraz głośniej skrobie w pręty klatek.
gabinet figur woskowych pęka w szwach, a laboratorium postaci z mgły i galarety przestaje mieścić się w podziemiach wyobraźni.
każdego dnia pozwalam im biegać po małym skrawku kolorowej przestrzeni.
pomiędzy mną a najbliższymi.
dla każdego z nich mam historię i zestaw
bohaterów.
przez tyle lat zdążyłam stworzyć całkiem niezły tłumek. kilka galaktyk i dziesiątki zamieszkałych planet.
kiedy znika osoba, dla której miesiącami generuję daną opowieść – znikają też bohaterowie.
bo opowieści bez adresata bolą najbardziej. bezpańskie stworzenia z rozpaczy i samotności chowają się przed moim wzrokiem.
na jakiś czas. potem wracają. już samoistne. bez ciężaru człowieka, dla którego powstały.
wtedy już wiem, że przeszło. minęło. przestało istnieć. że jestem wolna, a wszystko co moje – wraca do mnie.
w czwartek wróciło do mnie kilku małych kosmiczaków i grubcio z kapsuły do czilautu.
kontynuuję więc do moje międzygalaktyczne opowieści.
tym razem je spiszę. a Bubu dokończy dawno zaczęte ilustracje.
póki co – dzisiaj muszę usiąść do pisania historii zamówionej.
bo przecież chcę mieć na cukierki, tak? ;D
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz