do czarnych kozaków na 9-centymetrowym obcasie
dokupiłam sobie czarnego misia. w formie paltka, rzecz jasna. oraz torebusię.
no to sobie teraz będę szykownie popierdalać świńskim truchcikiem po stołecznych trotuarach.
o ile wcześniej nie wybiję sobie zębów na krawężniku, wychodząc w tych kozaczkach z domu.
bo na razie trenowałam te 9 centymetrów na trasie: duży pokój-kuchnia-łazienka.
whatever, w pewnym wieku już po prostu trzeba. a przynajmniej wypada. stąpać i kroczyć. zamiast biegać i skakać.
chociaż jak kupowałam ostatnie buty na obcasie, to przede wszystkim sprawdziłam
jak mi się w nich ląduje na podłożu. po skoku wzwyż. a że lądowało mi się jako tako, przeto je zakupiłam.
no więc jestem damą, nie ma to tamto, mówię wam.
wczoraj wieczorem wytrąbiłam całą butelkę czerwonego wina, oglądając przeurocze kino familijne pt. 'REC’.
niniejszym chciałabym przeprosić wszystkich sąsiadów za histeryczne darcie ryja. się wczułam nadmiernie.
„aaaa!!! … wciągnęło ją…. wciągnęło!!! … widziałaś to? wciągnęło!!!… kurwa, no… dlaczego ją wciągnęło??!!!”
następnie – nie wiem dokładnie jak – ale znalazłam się w wannie. i lało się na mnie z góry. musi prysznic chyba?
potem – jak przez mgłę pamiętam – że klęczałam, z pokorą i uniżeniem oddając hołd bożkowi z białego porcelitu.
modliłam się żarliwie i z głębi serca, jak nigdy. a potem osiągnęłam stan nirwany i popadłam w letarg.
no i tak. damą być.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz