wielki świat – kuchenny blat. mam nowe hobby – nałogowo sprzątam mieszkanie. o różnych porach dnia i nocy.
gdy tylko poczuję, że zaraz mnie kurwa odśrodkowo rozniesie na strzępy, sięgam po szmatę.
zmywam, ścieram, układam, chowam, składam, wywalam. szybko, skutecznie, metodycznie.
lucy się śmieje, że też tak miała. że przejdzie. jak dla mnie – może nie przechodzić.
tylko niech wróci dawny spokój i poczucie bezpieczeństwa. radość już wróciła. i siła.
katar gratis. i ból gardła. rozpuszczam wapno w soku pomarańczowym i krzywię się niemiłosiernie.
bianka pisze mi o matrixie i jakichś narracjach przypadków-około-zazowych:
"przestylizowana, nierealna wizja
– artystyczna, oniryczna, przepojona melancholią i tęsknotą…" –
zaraz ją normalnie strzelę, choć jak rozumiem jest to perwersyjna zemsta za moją nieobecność, ha?!
p.s. tabcin działa na mnie psychodelicznie
The moon was an orange in a violet sky
when you chose to show me, who you really are
And I can’t have known that this could lead
to a terrible death of a girl in need
To a terrible death, oh, a terrible death, indeed
A terrible death indeed
The moon was an orange halo round your head
when your pretty, pale hands made sure that I was dead
But you felt no joy in your success
cause I lay there cold and unimpressed
yeah, I lay there cold and you tried to clean the mess
Clean the mess, clean the mess, clean the mess
The moon was an orange that I could not see
[Gaba Kulka, An Orange]
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz