zaspałam. mój poranny bieg do pracy wspierały naprzemiennie kawałki blur i scissor sisters.
kto by pomyślał, że nie idziemy dziś na kulkę gabę. a jednak. czasem zdarza się najlepszym.
nie idziemy również na paradę, gdyż nas nie będzie tutaj. będziemy tam. oraz tam.
wczoraj byłam tak głodna o poranku, iż chciałam – o jak bardzo chciałam – podpieprzyć jedzenie
własnemu psu. gotowane mięsko z tartą marchewusią. pańcia zrobiła psu. pańcia o suchym pysku.
chodzę na spacery i molestuję wszystkie osiedlowe psy. pani da powąchać. psa. psu psa. pani da.

co za paradoks. nie lubię jutjuba na cudzych blogach, ale na swoim – a jakże :)


————————————————————
acha, w autobusie linii Ecośtam słuchałam jeszcze tego:


i rozmyślałam o letnich miesiącach roku 2006.
po czym stwierdziłam, że niezależnie od wszystkiego bardzo lubię swoje zycie.
a potem zaczęłam się zastanawiać, czy znaczy to, że lubie także siebie.
nie jest to kwestia oczywista. bynajmniej. nie dowiedziałam sie tego, bo już musiałam wysiadać.
ale przeczucie podpowiada mi, że chyba jednak tak. nie jakos bardzo. ale trochę. choć udaję, że nie.
ale przeciez gdyby nie, to nie byłoby tego.
wszystkiego.

 

 

 


Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x