tej nocy przebijałam sie do wolności. przez ciemnośc. przez sen. krzyczałam. obudzona wyjęczałam,
że mamy w mieszkaniu podłsuch i kamerę w kratce wentylacyjnej, że nadal mnie obserwują,
że wciąż czegoś ode mnie chcą, że nigdy się nie uwolnię. dramat w trzech aktach w fazie rem.
poranek był już spokojny. powoli dochodziłam do siebie.
zdążyłam jeszcze nakrzyczec na mamę, która zadzwoniła z wyrazami zatroskania i nie omieszkała
podzielic się ze mna swą odwieczną prawdą zyciową, ukochaną mantrą ciemiężonych –
że tak to juz jest, że wciaż będziemy dostawac po dupie, że ona przez całe życie zbierała cięgi,
ale musimy zacisnąc zęby i iśc dalej, prężni i gotowi na nowe ciosy.
powiedziałam jej, że nie. wykrzyczałam, że dziękuje bardzo.
żeby zabierała stąd swoich oprawców, dyrektorów, profesorów, kierowników katedr i przełożonych,
swoje senne zmory zawiedzionych idealistów i frustracje przygłodzonych inteligentów.
jej sucha karma jest dla mnie trująca, odkłada mi się w mózgu i nerkach,
nie będę więcej tego jeśc, nie będę więcej tego słuchac. nie będę tak życ.
jeśli jeszcze raz ktoś podniesie na mnie rękę, to mu ja odgryzę.
pierwszy raz praca przyprawiła mnie o taka schizę. pierwszy i ostatni.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz