oooo… juz mnie bierze, juz mnie bierze! galeria angielskich antenatów i produkt końcowy wielowiekowych migracji genetycznych – quentin we własnej osobie. i w rzeczy samej. możemy iśc w prawo. albo w lewo. dwa kroki do przodu i trzy do tyłu. syd jak zwykle szuka sensacji w prasie lokalnej. dziarsko przemierzamy…
walia piekna jest, zaiste. ale nie od dziś waidomo, że jak prawdziwy lans – to tylko w londynie. zaten baunsujemy tam mega-busem. jak prawdziwa turystka – pstrykam fotki przez szybę autokaru i doznaję wielopoziomowego podniecenia. jezu, to naprawdę jest londyn. jak w przysłowiową mordę szczelił. oho, oho. dziewczęta i zgubny…
nie będę „zapalać” internetowych świeczek z nawiasów, gwiazdek i przecinków. kiedy w 1991 roku odszedł freddie mercury – miałam 13 lat i ryczałam jak bóbr, oglądając z bratem w mtv weekend z kawałkami queen. to było coś. non stop, piosenka po piosence, całe bite dwa dni. jak nabożeństwo. przez całe…
coś na kształt wstępu do wakacji. walizki spakowane, naburmuszony Kumok zostawiony pod opieką Miszczyni, a my bladym świtem – dalej jazda! – pociągiem do Krakowa: przesiaknięty aromatem moczu i precli dworzec główny gorączkowe poszukiwania drobnych na pociąg do Balic i pędem na lotnisko. bo oczywiście z warszawy do bristolu nie…
przyszłam do pracy z psem. taki mi dobrze, teraz wiem. leży pod moim krzesłem. może powinnam go nauczyć biurowej etykiety i dyskretnego nieistnienia. może. a może raczej powinnam zmienić biurko i krzesło. nie dla psa. dla siebie. raczej. tak się zbieram i biję z myślami. tak albo tak. sumuje plusy…



nasz pies jest very emo. tutaj – po sczepieniu przeciwko wściekliźnie i obcinaniu pazurów. każdemu mina by zrzedła. ale z pomocą Kumciowi pospieszyła najulubieńsza z ciotek – i dalejże! – głaskanie, masaże, tulenie… pełen relaks zwieńczony donośnym chrapaniem ;) reszta ciotek na balkonie – fajki i alko. niezłe towarzystwo dla…
zaspałam. mój poranny bieg do pracy wspierały naprzemiennie kawałki blur i scissor sisters. kto by pomyślał, że nie idziemy dziś na kulkę gabę. a jednak. czasem zdarza się najlepszym. nie idziemy również na paradę, gdyż nas nie będzie tutaj. będziemy tam. oraz tam. wczoraj byłam tak głodna o poranku, iż…

„mlask mlask extra smaczny gryzaczek, mówię ci…” nasz roll-mops jest małą słodka dziefczynką o imieniu Kumok. w skrócie Kieubasa. mina pt. „to nie ja pogryzłam krzesło. jestem niewinna. o co ci chodzi?” Kumok wygląda całkiem niewinnie. ale mentalnie jest bulterierem. oraz ma adhd. tutaj robi „ciap ciap ciap”…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę zazie.com.pl.
Prawa autorskie i autorstwo treści
Wszystkie teksty publikowane na stronie zazie.com.pl stanowią utwory w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych i podlegają ochronie prawnej. Autorstwo poszczególnych tekstów jest każdorazowo oznaczane; w przypadku braku wyraźnego wskazania autora, autorką tekstu jest Olga Gromek (Zazie). Kopiowanie, rozpowszechnianie oraz publikowanie treści – w całości lub we fragmentach – bez zgody autora lub właścicielki serwisu jest zabronione. Treści publikowane na zazie.com.pl nie są udostępniane do trenowania modeli językowych, systemów generatywnych ani innych narzędzi sztucznej inteligencji. Jakiekolwiek wykorzystanie treści w tym celu wymaga uprzedniej, pisemnej zgody właścicielki serwisu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek