ten poranek jest surowy i czerstwy zarazem. niedospany. zbyt wczesny na cokolwiek.
wyprowadzam mopsa na rozmokły trawnik. stąpa z obrzydzeniem w nogach i pretensją w oczach.
a ja mam otwarte tylko jedno oko, serio. tym drugim jeszcze śpię i chowam je pod zielonymkapturem bluzy.
ten dzień jeszcze się nie zaczął, a ja już czuję, żejest nieświeży. niezjadliwy. że nic z niego nie będzie.
wracam i siadam do komputera. piszę przez dwie godziny. biorę prysznic. kładę siędo łóżka i mówię dobranoc. szarówka.
możemy udawać, że jest wczesny letni wieczór. nad morzem. leje deszcz. smażalnie spłynęły wodą. gramy wbierki i remika.
nie idź dziś do pracy, mówię. chciałabym poleżeć z książką, ale nie potrafię. póki nie zrobię, nie skończę, nie napiszę.
spędzamdzień w pionie, z głową opadającą na klawiaturę. wieczorem łapie mnie kręcz szyi. albo coś tam. bardzo boli i nie mogę oddychać.
robię pizzę. może to żebro wbiło mi się w płuco. pytam doktora google’a. mówi,że nie wie.
samodiagnozuję więc skośne wyjebanie łopatki na tle wrodzonej skoliozy i łykam ketonal forte. ma padać do piątku.
i jedźtu człowieku nad morze…
komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz