Strona główna » fala goni falę – trzeba mi wielkiej wody – gdzie nadwiślański brzeg
, ,

fala goni falę – trzeba mi wielkiej wody – gdzie nadwiślański brzeg

to tyle w kwestii profetyzmu polskiej piosenki estradowej. cóż więcej rzec.
nie olewam dramatyzmu sytuacji. nie mam polewki z szaleńców budujących domy na tarasach zalewowych rzek.
nie mnie zmywać głowy urzędnikom administracji państwowej ani lać wodę, że 'starzy górale mieli rację…’
jest jak jest. o godz. 15.00 w warszawie poziom wisły wyniósł 760 cm. jaaa…  aaaaale uuurrrrwaaał!!!!
społeczeństwo, które jeszcze przed chwilą pod pałacem prezydenckim żądało powołania
międzynarodowej komisji szpiegowsko-dochodzeniowo-spiskowej, podwinęło nogawki i ruszyło na mosty. dzieje się!
jeśli masz zdjęcia wielkiej wody, przyślij je na alert24.pl  jeśli twoj aulicą płynie krowa, przyślij nam filmik!
kocham kino. kardynał dziwisz wystawia na wieży relikwie św. stanisława w celach – jak mniemam – odpędzenia złego.
w minionym stuleciu prosty wiejski lud w czasie burzy chyłkiem wystawiał święty obraz przed chałupę.
teraz władze kościelne robią to już oficjalnie i z rozmachem – na wieżę z nim! – „podjęliśmy taką decyzję, 
aby święty Stanisław mógł zobaczyć ogrom tego zagrożenia – powiedział kustosz katedry na Wawelu”.
proponuję sprzedawać karnety w loży vipowskiej oraz serwować popcorn z coca-colą.
tym, którzy nie załapią się na najlepszy sektor, pozostaje jak zwykle fejsbuk.
jeszcze z awatarów nie opadły czarne wstążeczki, a znów mamy wielkie pospolite ruszenie –
pierdyliard grup ku chwale ojczyzny, osuszaniu łez i melioracji sumień. wystarczy kliknąć.
rok 1997 nie nauczył nas niczego. prócz tłuczonego do znudzenia tekstu heya 'moja i twoja nadzieja’
całymi tygodniami wyśpiewywanego na głosy przez rozmodlonych, szlochających i kiwających się rzewnie
polskich artystów estradowych. oprócz tego każdy z nas zobaczył, jak wygląda maria wiernikowska
i poczuł, jak bardzo wzrusza go widok bochna chleba trzymanego przez spracowane ręce
wynurzające się z ciemnej topieli. teraz polska!

PS. z typowo słowiańskim umiłowaniem do katastroficznych wizji dzwoni do mnie własna Matka,
pouczając bym zakupiła stosowny do rozmiarów zagrożenia kontyngent żywności
i wraz z moją nienormatywną rodziną pozostała w domu na czas nieokreślony.
a najlepiej żeby przyjechać do nich 'na podwarszawską daczę’ i skryć się w piwnicy. jak za drugiej wojny.
a nie, sorry! piwnica to na wypadek bombardowań i ataku klonów.
na okoliczność powodzi Matka moja przygotowała strych. ziemniaki są, ojciec rozpali grilla i będzie.
dobra, Matka! przywieziemy gry planszowe! yeah, aaaaleee uuurrrrwaaał!

 

 

 

 

 

komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

 

 


Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x