a czemu halinka nie zapylona?

2010-12-29

– rzeczowo spytał Quentin w poranek pierwszego dnia świąt, paluchem wskazując drzewko.
śnieg stopniał, a psy rzygały naprzemiennie, lecz tylko nocami. więcej nie pamiętam.
zasadniczo święta upłynęły mi bardzo pracowicie, jako że starannie nadrabiałam
wszystkie zaległości w spaniu, oglądaniu filmów i jedzeniu mandarynek. i jak zwykle się zmęczyłam.
zaliczyłam jednak kilka ciekawych produkcji światowych oraz własnych.
zaczynając od własnych, spieszę donieść, że w nocy z piątku na sobotę
na warszawskiej pradze północ w malowniczej dzielnicy targówek
(gdzie spędziłam swe cudowne dzieciństwo oraz durne nastoleństwo)
runął na ziemię – a dokładnie na pas startowy, w roli którego wystąpiła ulica trocka –
samolot pasażerski linii nie-pamiętam-jakich i burząc jeden z budynków mieszkalnych,
wbił się w zakłady przemysłu tłuszczowego przy ulicy radzymińskiej 122/124.
cieszcie się, że was tam nie było. ja natomiast bawiłam w owej chwili
w starym mieszkaniu moich rodziców i zwabiona łomotem upadającego kolosa
podbiegłam do okna w sypialni. rzecz jasna z aparatem.
moja matka pod banderą czerwonego krzyża ruszyła zaraz z pomocą humanitarną,
ja zaś obfotografowałam miejsce zdarzenia, które po dokładniejszych oględzinach
okazało się prastarą i iście wiklinową zatoką, a wrak samolotu przeogromną barką,
która na wieki utknęła w mułach starorzecza i teraz murszeje, obrastając legendą.
drugi sen był inny, ale pamiętałam go do wczoraj. opowiadałam go nawet komuś,
ale nie pamiętam komu. wiem, że był fajny. ale co z tego.




komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top