Daruma: wola mocy czyli jednooki policjant


Styczeń dobiega końca i założę się, że połowa waszych noworocznych postanowień 
wypowiadanych w pijanym widzie po hucznym sylwestrze poszła się pieprzyć w siną dal. 
Nikt już się nie odchudza – ani metodą dukana ani dietą montignaca, wszyscy jaracie szlugi jak smoki, 
przepuszczacie kasę, nadużywacie facebooka, uciech cielesnych i korektora maskującego cienie pod oczami. Oraz prokrastynujecie zawzięcie w miejscu pracy i poza nim. 
Oh, shame on you!

Tymczasem ja – przeczekawszy w przyczajeniu ten wasz owczy pęd ku moralnej odnowie – wychodzę teraz z cienia. 
Wszak nigdy nie ukrywałam faktu, że “nowe” zaczyna się dla mnie dopiero w lutym
Styczeń natomiast od lat jest dla mnie najgorszym i najbardziej depresyjnym miesiącem w roku. 
Nie akceptuję go, żywiąc doń urazę za wszystkie zawiedzione nadzieje i plany, lokowane w nim zawzięcie 
z mrocznej otchłani niepowodzeń każdego mijającego roku. 

Musicie w końcu zrozumieć, że żaden styczeń nas nie zbawi, nie oświeci, nie uratuje i nie odrodzi. 
Da nam jedynie złudne poczucie, że nie wszystko jeszcze stracone i zawsze możemy zacząć od nowa. 
Dlatego tak łatwo nam urżnąć się w sylwestra do nieprzytomności z nadzieją na gruntowny reset 
pamięci podręcznej i wyczyszczenie reszty zaśmieconych rejestrów. 

Szczęśliwi ci, którym ta sztuczka wychodzi sprawnie. ja niestety do nich nie należę i nowy rok witam 
przeważnie trzeźwa jak świnia i zawsze większą lub mniejszą depresją. 
Pozostałe dni stycznia są już tylko konsekwentną kontynuacją tej szlachetnej postawy 
wyrażającej niezgodę na wewnętrzne odrodzenie i towarzyszący mu kult horoskopów urodzeniowych, 
pasjansów i tarotów, przepowiedni noworocznych, proroctw dla świata, pouczeń telewizyjnych terapeutów 
i reszty tego ezoteryczno-psychologicznego bajzlu. 

Presja wewnętrznej przemiany przytłacza mnie do tego stopnia, że jeszcze głębiej zanurzam się 
w odmętach swoich złych nawyków, życiowych zaniedbań i mentalnej prokrastynacji. 

Oto ja, która od zawsze zaczynam od jutra, od poniedziałku, od pierwszego. Na wiosnę, 
po wakacjach, po świętach. Teraz mówię – Pas, nie dam rady. Odczepcie się, tytani silnej woli. 
Poczekam aż spełzniecie na niczym i dopiero wtedy wypełznę na powierzchnię wraz z początkiem lutego. 

Zaopatrzona w kilka – z lubością wyśmiewanych przez siebie – empikowych poradników 
z kanonu światowej literatury “Jak żyć”, “Ratunku, co robić” oraz “Możesz, jeśli myślisz, że możesz, 
mimo że twój szef mówi, że zapomnij”

Jedyna różnica polega na tym, że moim life coachem jest zazwyczaj niski krępy facet z sumiastymi wąsami.
Mówiłam przecież, że nie wierzę horoskopom, afirmacjom, zaklęciom i technikom NLP. 
Jestem racjonalistką. Wierzę w skuteczność.Facet ma na imię Daruma. I nie, nie chodzi o jedną z bardziej znanych warszawskich drag queen. 
Mój wiekowy Daruma prezentuje się o wiele mniej widowiskowo, choć równie osobliwie. 
Ale nie o jego wygląd tu chodzi, lecz o jego wewnętrzną siłę.
Cóż ma w sobie takiego ten obły, przysadzisty i zarośnięty jegomość – 
będący w w zasadzie niewywrotnym niczym wańka-wstańka kadłubkiem o wielkich oczach pozbawionych źrenic?

Otóż ten grubawy kurdupel o srogim obliczu budzi respekt i stawia na baczność nawet najbardziej zatwardziałych
prokrastynantów, leni i innych odszczepieńców od powszechnej dyscypliny i wszechwładnej motywacji. 
Jak? Nie wiem.

Jednak ilekroć na niego spojrzę, odruchowo wciągam brzuch, prostuję plecy i wyłączam facebooka. 
Ilekroć masochistycznie się upodlę i sponiewieram słodyczami, pofolguję zgubnym impulsom i zachciankom 
czy koncertowo zawalę kolejną rzecz – i czuję, że już niżej upaść nie można; że oto leżę na samym dnie 
własnego rozpieprzenia i niepociumania wewnętrznego – pojawia się On. I pozwala mi bujnąć nim z impetem i złością. 
A przechylając się na plecy w każdą ze stron świata, za każdym razem wstaje, otrzepuje się i podkręca wąsa:
“Choćbym upadał siedem razy pod rząd, podniosę się po raz ósmy, Olga. Więc bez takich, proszę. Wstawaj!”– 
a ja, pokorna rozkazom lalki, podnoszę się bez szemrania i uparcie brnę dalej.

czerwona lalka Daruma red doll

Dla lubiących konkrety dodam, że lalka wyobrażająca Darumę, znana także jako okiagari-koboshi
jest japońskim ludowym wcieleniem buddyjskiego mnicha Bodhidharmy, który z Indii przybył – 
oczywiście pieszo, bo jakże by inaczej, przez Himalaje – do Chin i w jaskini obok klasztoru Shaolin 
(gdzie go nie przyjęli, bo pewnie było zbyt wielu chętnych) siłą woli i umysłu połączył buddyjską mahajanę 
z chińskim taoizmem w ładnie uformowany buddyzm chan i zen. 
Ale żeby to wszystko jakoś rozsądnie połączyć, musiał biedak przez wiele lat medytować w bezruchu 
twarzą do ściany, osiagając kolejne stopnie wewnętrznej doskonałości. 
Dla lepszego efektu ręce kazał sobie obciąć, by go nie rozpraszały, zaś nogi – jak głosi legenda – 
uschły mu z nieużywania i odpadły same. 

Ponoć nasz buddyjski Wincenty Kadłubek był prawdziwym Chuckiem Norrisem zenizmu. 
Żeby odpędzić senność, kazał sobie obciąć powieki, które rzucone na ziemie zapączkowały herbacianymi krzewami, 
zaś intensywność jego wzroku wypalała ponoć dziury w litej skale. 
Widzicie więc, że to nie byle kto. Srogi gość.

Bodhidharma

Bodhidharma to specjalista od żelaznej konsekwencji, determinacji, wewnętrznej dyscypliny i niezłomnej siły 
w pokonywaniu wszelkich trudności, uporu w dźwiganiu się z każdego dna i kanału. to jest mój bohater, serio.

Sama Daruma jako lalka wyobrażająca beznogiego Bodhidharmę powstała w XVII wieku w japońskim mieście Takasaki, 
gdzie zawiadujący lokalna świątynią łebski mnich Togaku namalował na ścianie Darumę medytującego w zazen. 
A ponieważ jego upierdliwi wierni wciąż i wciąż domagali się nowych amuletów 
przynoszących zdrowie, pomyslność i wysokie plony (bo amuletowy termin przydatności do spożycia 
trwał tylko rok), sprytny mnich wpadł na pomysł, by jego boża trzódka dała mu spokój 
i własnoręcznie wykonywała sobie opiekuńcze figurynki. 
Kadłubkowaty Daruma nadawał się do tego idealnie i posłużył jako model do wykonania drewnianego prawidła, 
na którym wierni paprali potem swoje trójwymiarowe figurki z papier-mache. 

Ta osobliwa zenistyczna terapia zajęciowa szybko zyskała postać lokalnej manufakturki, a ta z kolei
przerodziła się niezły biznes. Wiadomo, że tam gdzie w grę wchodzą cuda-wianki, religia i design 
sukces komercyjny jest gwarantowany.
Po dziś dzień miasteczko Takasaki przoduje w światowej produkcji lalek Darumy, 
która stała się chronioną patentem (od 2006 roku) wizytówką tej prowincji.
manufaktura darumy w Takasaki

Wspólczesna, ręcznie malowana, Daruma wykonana jest z papier mache wzmocnionego wyważonym ciężarkiem
zapewniającym figurce “niewywracalność”. Każdego roku tysiące Japończyków (i nie tylko Japończyków) 
kupują miliony bezokich lalek, by wraz z nadejściem nowego roku – w ramach podejmowanych zobowiązań, 
mocnych postanowień, wyznaczanych celów czy nieśmiałych marzeń – namalować ślepemu Darumie lewe oko 
i postawić jego figurę tak, by mógł obserwować nasze życiowe poczynania i zmagania z niewdzięczna materią codzienności.
Jego zadaniem jest wspieranie człowieka w tej nierównej walce, motywowanie go i dodawanie mu sił, 
a także ochrona przed przeciwnościami losu i chorobami. 


Daruma jako srogi gość wymaga poważnego traktowania. 
Jego przenikliwy wzrok – skupiony na wyznaczonym przez nas celu – nie znosi sprzeciwu. 
Jeśli już więc ktoś zdecyduje się na towarzystwo tego cudownego kadłubka, nie powinien raczej lecieć w kulki.
Kiedy Daruma jako nasz dyżurny life coach spełni swoje zadanie i cel zostanie osiągnięty – 
bynajmniej nie na skutek cudownego zrządzenia losu, ale dzięki naszej ciężkiej pracy – 
uroczyście domalowujemy figurce drugą źrenicę i z wdzięcznością patrzymy w oczy. 
Potem czas się pożegnać. Nasz Daruma musi zostać spalony, by “przeterminowany” po roku talizman 
nie stał się dla nas źródłem niepowodzeń. 

instrukcja malowania Darumy



Jego miejsce zastępuje następny szlachetny cyklop, który pilnuje nas przez 12 kolejnych miesięcy. 
A my oramy w pocie czoła jako te woły – w samych sobie i w rzeczywistości – tak by czcigodny Daruma 
był z nas zadowolony i nie musiał kopać nas w dupę i ciskać gromów okiem. Mój Daruma jest czerwony. Kilka lat temu pierwszą z figurek dostałam od Astrid. 
Minęło sporo czasu zanim odważyłam się namalować mu pierwsze oko. Ale to już zupełnie inna historia.
Dodam tylko, że największym sentymentem darzę właśnie te tradycyjne lalki w czerwonym mnisim habicie Darumy Daishi. 


czerwona Daruma red doll

Czerwony Daruma jest symbolem odwagi. Kojarzy się ze wschodzącym słońcem na japońskiej fladze. 
Przynosi szczęście, gwarantuje przychylność losu, pomaga skupic sie na wyznaczonych celach, 
ustalać priorytety i doprowadzać rozpoczęte zadania do końca. Czerwonego Darumę najbardziej lubią studenci, 
ludzie szukający dobrej pracy, biznesmeni i… atleci ;)



biała Daruma white doll

Biały Daruma symbolizuje czystość duchową, pokój i harmonię. Pomaga się wyciszyć, daje wewnętrzną siłę
i szlachetność. Pomaga budować relacje międzyludzkie. Jest ulubionym prezentem japońskich nowożeńców,
stając się symbolem nowego harmonijnego życia.


fioletowy Daruma purple doll

Fioletowy Daruma to okaz zdrowia i długowieczności. Pomaga w odchudzaniu, 
wspomaga naturalne siły organizmu i sprzyja zdrowieniu.


żółta Daruma yellow doll

Żółty Daruma chroni i zapewnia bezpieczeństwo nie tylko naszemu domowi, ale i nam samym.
Uosabia kogoś, o kim ciepło myślimy, komu dobrze życzymy, kogo chcemy ochraniać.
Szczególnie polecany jest kierowcom, policjantom, strażakom i żołnierzom.



złota Daruma gold doll

Złoty Daruma to oczywiście symbol bogactwa i uosobienie rekina finansjery. Sprzyja biznesmenom,
przedsiębiorcom, politykom i menadżerom. Gwarantuje powodzenie w interesach i sukces finansowy.
Jest także patronem dobroczynności.


zielony Daruma green doll

Daruma zielony dba o naszą energię, żywotność i otwarty umysł.



czarna Daruma black doll

Zaś czarny mistrz Daruma chroni nas przez klątwami, urokami i mocami złych demonów.



* * *

To nie Pokemony – nie musisz mieć ich wszystkich ;)


a Wy macie jakieś swoje talizmany? ;)

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

1 Comment

  1. […] czerwony Daruma wciąż czeka – bez oczu, bez sensu, […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top