Strona główna » wszystkie opowieści kosmikomiczne (7)
, , ,

wszystkie opowieści kosmikomiczne (7)


[tak wiem, że mam paprochy wielkości biedronkek na matrycy, ale nie chciało mi się czyścić ;P]

——————————

nasze zaklęcia zostały wysłuchane – oto pierwszy poranek bez gęstej mgły:

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon


nasza załoga w składzie – porucznik Zaz, sierżant Syd oraz mali mistrzowie drugiego planu –
pakuje swe manatki oraz zapasy mrożonej ektoplazmy i wyrusza w tajną misję badawczą
na księżycowej stacji Mir 2090

Według obliczeń H.Gerstenkorna, rozwiniętych potem przez H.Alfvena, 

ziemskie kontynenty nie są niczym innym jak odłamkami Księżyca, 
które spadły na naszą planetę. 



Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Po upływie setek tysięcy stuleci próbujemy przywrócić Ziemi 

jej niegdysiejszy naturalny wygląd, odbudowując jej pierwotną ziemską skorupę
z plastiku i z cementu, i z blachy, i ze szkła, i z emalii, i z dermy. Ale daleko nam do tego.


Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Nie wiadomo, jak długo jeszcze skazani będziemy na nurzanie się w odchodach Księżyca,

przegniłych od chlorofilu i soków gastrycznych, i rosy, i tłuszczów nawozów azotowych, i śmietany, i łez.


Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Teraz chcielibyście zapewne wiedzieć, po co, u diabła, wyprawialiśmy się na Księżyc, 

i ja wam to zaraz wyjaśnię. Chodziliśmy tam zbierać mleko za pomocą dużej łyżki i kubełka. 
Mleko księżycowe było bardzo gęste, coś w rodzaju twarożku. Tworzyło się w zagłębieniach 
pomiędzy łuskami drogą fermentacji rozmaitych substancji pochodzenia ziemskiego, 
ulatniających się z łąk, lasów i wód, nad którymi się satelita unosił. 



Monte Bondone Trento Vason Mount Palon
 

Składało się to mleko głównie z soków roślinnych, żabiego skrzeku, smoły, 
ziaren soczewicy, pszczelego miodu, kryształków krochmalu, ikry jesiostra, pleśni, 
pyłku kwwietnego, substancji galaretowatych, robaków, zywicy, pieprzu, soli mineralnych, 
materiałów opałowych. Dość było zagłębić łyżkę pod łuski pokrywające 
zaskorupiałą powierzchnię Księżyca, aby wyciągnąć ją pełną tej cennej dla nas papki.
Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Zanieczyszczeń było sporo, w toku fermentacji nie wszystkie ciała uległy stopieniu;
niektóre pozostawały w papce w stanie stałym: paznokcie i chrząstki, gwoździe, 
koniki morskie, pestki i ogonki owoców, skorupy naczyń, haczyki od wędek,
czasem trafiał się nawet grzebień. Tak więc zebrana papkę mleczną
trzeba było jeszcze oczyszczać, przepuszczać przez sito.

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Mieliśmy ją zawsze tuż nad sobą, tę Lunę, nieprawdopodobnie ogromną – a w czas pełni – noce były wtedy jasne jak dzień, ale światło jakieś żółtawe, koloru masła – wydawało się, że nas przygniata.


Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Bywały noce podczas pełni, kiedy Księżyc wisiał tak nisko, a morze tak bardzo się wzdymało,

że było włos od zamoczenia się. No włos jak włos, ale niewiele metrów.
Czyśmy nie próbowali się tam dostać? No jakże, pewnie. 
Wystarczyło podpłynąć łodzia pod sam Księżyc, postawić drabinę i wdrapać się po niej.


Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Miejsce, w którym Księżyc opuszczał się najniżej, było na morzu, na wysokości Skał Cynkowych. (…)

Woda była w owe noce bardzo spokojna, połyskiwała srebrzyście jak rtęć, a fioletowe ryby,
nie mogąc się oprzeć przyciąganiu księżycowemu, wypływały wszystkie na powierzchnię,
podobnie jak ośmiornice i meduzy szafranowej barwy. W powietrzu unosiło się zawsze mnóstwo różnych
drobnych stworzonek – maleńkich raczków, kałamarnic, leciutkich przejrzystych alg i małych gałązek koralu,
które odrywały się od powierzchni morza i dolatywały aż do Księżyca,
zwisając u jego wapiennego sklepienia, bądź też zostawały w powietrzu tworząc fosforyzujące obłoki,
od których opędzaliśmy się, wymachując bananowymi liśćmi.


Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Nasza praca wyglądała tak: na łódź zabieraliśmy drabinę; jeden ją trzymał, drugi wchodził na sam jej szczyt,

trzeci wiosłował, podprowadzając łódź jak najbliżej Księżyca. Ten, który stał na szczycie drabiny,
wołał przestraszony, kiedy łódź zbliżała się do Księżyca:
– Stać, stać! Uderzę w niego głową! (…)
Rzeczywiście ze szczytu drabiny, stojąc prosto na najwyższym szczeblu, 
można było wyciągniętymi rękami dotknąć Księżyca.



Monte Bondone Trento Vason Mount Palon
Dużej ostrożności i rozwagi wymagał jedynie sam sposób dotknięcia tej powierzchni rękami.

Wybierałem łuskę, która wydawała mi sie dostatecznie mocna (na Księżyc wchodziliśmy wszyscy kolejno,
z ekipy pięciu czy sześciu osób), uczepiałem sie jedną ręką, potem drugą i w tej chwili czułem,
jak drabina i łódź uciekają spode mnie, a ruch Księżyca uwalnia mnie od przyciągania ziemskiego.

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Tak, Księżyc miał jakąś siłę, która cię porywała, czułeś to wyraźnie w momencie przechodzenia 
z jednej strefy przyciągania w drugą. (…) Powierzchnia Księżyca nie była pokryta łuską jednolicie,
były tam również nieregularne pasma gołej, śliskiej, bladej glinki…

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

W przestrzeni między Ziemią a Księżycem walczyły dwa równoważne, a przeciwne prądy. 

Powiem więcej: każde ciało schodzące z satelity na Ziemię przez jakiś jeszcze czas pozostawało naładowane 
siłą przyciągania księżycowego i opierało się przyciąganiu naszego globu. 
Ja także, choć byłem duży i gruby, za każdym razem, kiedy stamtąd wracałem, przez jakiś czas jeszcze
musiałem na nowo przywykać do ziemskich kategorii „góry” i „dołu” i towarzysze musieli 
chwytać mnie za ramiona i przytrzymywać z całych sił, uwieszeni na kształt winnego grona w rozkołysanej łodzi,
podczas gdy ja, głową w dół, wyciągałem się nogami ku niebu.

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

 

Te nasze noce na pełnym morzu na wprost Skał Cynkowych cechował jakiś szczególny nastrój – wesoły, owszem,
ale niejako zawieszony w przestworzach, jakbyśmy czuli w naszych czaszkach zamiast mózgu rybę,
która wypłynęła na powierzchnię przyciągana przez Księżyc. Tak więc żeglowalismy sobie, grając i śpiewając…

 

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Stanowczo coś niezwykłego działo się tamtej nocy. Powierzchnia morza, która zwykle podczas pełni była napięta
i niemal wygięta łukiem ku niebu, dziś wydawała się jakaś rozluźniona, odprężona, jakby magnetyzm księżycowy
nie działał na nią ze zwykłą mocą. Nawet światło nie wydawało się takie samo, jak przy innych pełniach,
ciemność jak gdyby zgęstniała. 

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Drążąc przez całą noc ksieżycową masę, zdołaliśmy na powrót ujrzec jasność.

Świtało; nawałnica meteorów ustała; Ziemia wokół nas była nie do poznania (…) 
Księżyc oddalał się na niebie, blady, on także nierozpoznawalny: wytężywszy oczy,
można go było dostrzec, jak sunie, pokryty gęstą warstwą skorup i odłamków,
i okruchów, lśniących, ostrych, nieskazitelnych.

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Mówi się, że niezawodne, ówczesne surowce można znaleźć tylko na Ksieżycu, bezużyteczne i leżące odłogiem,

i że warto by się tam wybrać choćby po to, by je odzyskać. Nie chciałbym odgrywać roli tego, 
kto zawsze mówi rzeczy przykre, ale dobrze wiemy, w jakim stanie jest obecnie Księżyc,
narażony na kosmiczne burze, całkiem dziurawy, skorodowany, zużyty…

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

 

Księżyc obiegł naszą planetę dokoła i oto znaleźliśmy się znowu nad Skałami Cynkowymi.
Rozpoznałęm je z prawdziwym przerażeniem; nawet w najczarniejszych przewidywaniach 
nie przypuszczałem, że ujrzę je tak bardzo zmniejszone wskutek odległości. 

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

 

Po czarnej kałuży morza snuły się łodzie naszych towarzyszy, już bez drabin,
teraz całkowicie bezużytecznych. Sterczał natomiast z tych łodzi
las długich żerdzi czy lanc.

 

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Każdy dzierżył w ręku jedną taką lancę, zakończoną czymś w rodzaju harpuna czy haka, może w nadziei,

że uda się jeszcze ostatni raz zeskrobać trochę księżycowego twarogu, 
a może po to, żeby przyjść z pomocą nam, nieszczęsnym.

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

 

Pewnej nocy obserwowałem, jak zwykle, niebo za pomocą mego teleskopu.
Zauważyłem, że na galaktyce odległej o sto milionów lat świetlnych sterczy jakiś plakat.
Było na nim napisane: WIDZIAŁEM CIĘ.
Zrobiłem w myśli szybkie obliczenie: światło z galaktyki potrzebowało stu milionów lat, 
żeby do mnie dotrzeć, a ponieważ to, co się tu działo, tam widziano z opóźnieniem stu milionów lat,
chwila, w której mnie widziano, musiała sięgać dwustu milionów lat wstecz.
Nim jeszcze zajrzałem do terminarza, żeby sprawdzić, co takiego robiłem owego dnia,
ogarnęło mnie mrożące krew w żyłach przeczucie: właśnie przed dwustu milionami lat,
ani o dzień wcześniej, ani o dzień później, przydarzyło mi się coś,
co zawsze starałem się trzymać w tajemnicy […]

 

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon

Najlepszym wyjściem z sytuacji było udawać, że nic nie zaszło,
bagatelizować znaczenie tego, co mogli o mnie wiedzieć.
Toteż nie tracąc czasu, umieściłem dobrze na widoku plakat,
na którym napisałem po prostu: I CO Z TEGO?

Monte Bondone Trento Vason Mount Palon


Jeżeli ci z tamtej galaktyki liczyli, że mnie wprawią w zakłopotanie swoim: WIDZIAŁEM CIĘ,
mój spokój powinien zbić ich z tropu i powinni dojść do przekonania,
że nie ma co się nad tym incydentem rozwodzić.
 



——————————————————–
wszystkie cytaty pochodzą z:   Italo Calvino „Wszystkie opowieści kosmikomiczne”

komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl


Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x