żywcem cię wytarmochin!

Tarchomę, Tarchomę… odległa kolebko mego mentalnego popieprzenia,

mekko porannych korków, arkadio matek karmiących, eldorado Żabek i Biedronek,

świątynio wiecznego letargu i życiowego stuporu – oto odjeżdżam na forever.


przez prawie 8 lat żyłam tu, cierpiałam, mieszkałam, radowałam się, płakałam,

spałam, jadłam, kochałam się, szalałam, pisałam, walczyłam z fobią blokowiska –

wmawiając sobie, że jest dobrze i że mi pasuje. otóż nie. przyznaję, że nie.Tarchomin (nazwany przez SuperBadiego – Tarmochinem) w rzeczy samej wytarmosił mnie emocjonalnie,

dając mi zarazem bezpieczną przystań na pierwsze lata życiowej samodzielności.

a teraz z lekkim sercem mówię: ĄĘ Goodbye, Tarchomę!


– Mama, cy my siem musimy pseplowadzać? Misur kocha mieskanko z zascanym dywanem!


– Mamo, oszarałaś! szecież ja, cyri kapitan Biedrona, mam tu sfój osiedrowy fankrup!


no to patrzcie, kulfony mamusine:   oto wasza spacerowa polanka. pełna dotąd cudownych chaszczy i rozłożystych drzew.
mili panowie z jotwu konstrakszyn postanowili, że staną tu trzy betonowe pudełka na ludzi. czyli bloki mieszkalne.


zaczęli od karczowania drzew. potem wjadą tu buldożery, kopary i reszta parku maszynowego.
bo przecież ludzi trzeba jakoś upchać. piętrowo, nowocześnie, na 30 i 40 metrach, twarzą w twarz albo twarzą do ściany,
posuńcie się, dla wszystkich starczy miejsca pod szarym dachem tarchomina…


– No dobla, faktycnie… Nie ma tu dra nas jus miejsca… Sie przeprowadźmy sipko!


—————————————
archiwalne komentarze z zazie-dans-le-metro.blog.pl:

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top