ponieważ spłukałyśmy się totalnie, płacąc haracze bankom, notariuszom, pośrednikom,
ubezpieczycielom i inszym przedstawicielom machiny kredytowej – i naprawdę nie zostało nam nic
(a białą farbę kupił nam Quentin w prezencie) zmuszona byłam puszczać mimo uszu
dobre rady pewnej znajomej, które szły mniej więcej tak:“Do przeprowadzki koniecznie wynajmijcie firmę Zdzisiex&Władex, bo liczą sobie tylko 120 za godzinę,
a pudełka do pakowania najlepiej kupcie w CitySelfStorage, bo dodają jeszcze taśmę klejącą i pisaczek…”no niestetyż, wielkie sorry! – same wcielamy się w Zdziśka i Wieśka:
podwijamy rękawy i pakujemy nasz dobytek w pudła po makaronie z lidla,
a w roli ciężarówki występuje nasz niezawodny saab 95 kombi.

tutaj radośnie wieziemy okryty czerwonym kocem blat stołu o długości 2,20 metra.
bagażnik zostaje zamknięty cudem, niemal wbijając blat w przednią szybę.
ahoj, przygodo! z trarchomińskiego ruczaju ruszamy naszym cygańskim taborem ku świetlanej przyszłości!
tarchomin żegna nas ulewnymi łzami. stoimy potem jak te kołki przed ochocką bramą,
zbierając się w sobie celem wyjścia na spotkanie ściany wody, w strugach której będziemy kręcić piruety z blatem stołu,
niosąc go przez całe podwórko aż na drugie piętro bez windy. ale co tam, raz się żyje!
wnosimy blat stołu. wnosimy dziesiątki pudeł i tobołów. talerzy, kubków, sztućców, majtek,
butów, książek, papierów, zabawek, modeliny, koralików, drewienek, włóczek, kredek, farb, skarpetek i mopsich chrupek.kursujemy bez przerwy między Ochotą a Tarchominem i z zaskoczeniem stwierdzamy,
że metraż Ochoty zapełnia się nam w zastraszającym tempie,
a z metraża Tarchomina – niczego nie ubywa!
na finał weekendowych występów wywozimy z Ochoty na Tarchomin osobliwy mebel roboczo nazywany “jebaną otomaną”
– o 1.00 w nocy znosimy ją we dwie z drugiego piętra bez windy,
a tuż przed 2.00 wnosimy ją na trzecie piętro bez windy. bo tak nam się żywnie podoba!
a następnie po 2.00 znosimy z 3 piętra bez windy gruby materac sprężynowy o wymiarach 1,40m x 2,00m
i upychamy go bez zwijania w samochodzie osobowym, a następnie ok. 3.00 wnosimy go na 2 piętro bez windy.
bo takąż mamy kurva fantazję ułańską!

kolejny weekend wygląda dokładnie tak samo – tyle że Zazie ma już jeden palec odrąbany młotkiem,
drugi ucięty nożem, a z trzeciego właśnie usunęła sobie czubek, przytrzaskując go tarchomińskimi drzwiami.
na szczęście podczas drugiej edycjii weekendowych występów na trasie Tarchomin<->Ochota
towarzyszy nam Miłosz z Agatą oraz Adaś – bez nich zginęłybyśmy marnie,
przygniecione kartonowym pudłem! dziękujemy, kochani! :***
na skutek utraty dużej ilości krwi z obciętego drzwiami palca – doznaję ataku melancholii,
siedząc na podłodze przy drzwiach balkonowych. robi mi się rzewnie,
bo przecież kocham mój mały zapleśniały Tarchominek, mój kurniczek prowincjonalny,
moje pudełeczko na końcu świata, moje utrapienie…

Tarchomineczek też robi się naraz rzewny: – o Ty mój Zazulku niepociumany,
któż mi tu teraz będzie psioczył i złorzeczył, pił piwo pod Żabką, wygrażał paniom z poczty polskiej,
kolekcjonował mopsie kupy z okolicznych trawników i bulwersował młode matki…? no któż?!

Tarchominek ryczy sobie w najlepsze ulewnymi łzami, a tymczasem niezłomny Adaś
w przyczepce Wasbruka wiezie nasz totem, nasz zerowy południk domowego ogniska…
i teraz zdradzę Wam pewien sekret. a raczej dwa.
1) w każdym porządnym polskim domu stoi sofa BEDDINGE (albo LYCKSELE)
2) każdy szanujący się Quentin na widok BEDDINGE doznaje uogólnionego niedowładu członków
i natychmiast musi się na tejże położyć, a następnie zasnąć i przyrosnąć doń niczym huba. buba. :*
acha, Quentin z nami nie mieszka, ale lubi sobie poleżeć.
jak macie w domu BEDDINGE, to na pewno chętnie wam poleży.
————————————————————————–
archiwalne komentarze z zazie-dans-le-metro.blog.pl
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dodaj komentarz