Bruno Schulz „Traktat o manekinach albo wtóra księga rodzaju”

Demiurgos nie posiadł monopolu na tworzenie – tworzenie jest przywilejem wszystkich duchów.
Materii dana jest nieskończona płodność, niewyczerpana moc życiowa i zarazem uwodna siła pokusy, która nas nęci do formowania. 

 

W głębi materii kształtują się niewyraźne uśmiechy, zawiązują się napięcia, zgęszczają się próby kształtów.
Cała materia faluje od nieskończonych możliwości, które przez nią przechodzą mdłymi dreszczami. 

 

Czekając na ożywcze tchnienie ducha, przelewa się ona w sobie bez końca, kusi tysiącem słodkich okrąglizn i miękkości,
które z siebie w ślepych rojeniach wymajacza.

 

Pozbawiona własnej inicjatywy, lubieżnie podatna, po kobiecemu plastyczna, uległa wobec wszystkich impulsów –
stanowi ona teren wyjęty spod prawa, otwarty dla wszelkiego rodzaju szarlatanerii i dyletantyzmów, domenę wszelkich nadużyć
i wątpliwych manipulacji demiurgicznych. 

 

Materia jest najbierniejszą i najbezbronniejszą istotą w kosmosie. Każdy może ją ugniatać, formować, każdemu jest posłuszna.
Wszystkie organizacje materii są nietrwałe i luźne, łatwe do uwstecznienia i rozwiązania. 

 

Nie ma żadnego zła w redukcji życia do form innych i nowych. Zabójstwo nie jest grzechem.
Jest ono nieraz koniecznym gwałtem wobec opornych i skostniałych form bytu, które przestały być zajmujące.
W interesie ciekawego i ważnego eksperymentu może ono nawet stanowić zasługę. Tu jest punkt wyjścia dla nowej apologii sadyzmu.

 

 

Nie ma materii martwej. Martwota jest jedynie pozorem, za którym ukrywają się nieznane formy życia.
Skala tych form jest nieskończona, a odcienie i niuanse niewyczerpane. 

 

 

Demiurgos był w posiadaniu ważnych i ciekawych recept twórczych. Dzięki nim stworzył on mnogość rodzajów, odnawiających się własną siłą.
Nie wiadomo, czy recepty te kiedykolwiek zostaną zrekonstruowane. 

 

Ale jest to niepotrzebne, gdyż jeśliby nawet te klasyczne metody kreacji okazały się raz na zawsze niedostępne,
pozostają pewne metody illegalne, cały bezmiar metod heretyckich i występnych.

 

Zbyt długo żyliśmy pod terrorem niedościgłej doskonałości Demiurga, zbyt długo doskonałość jego tworu 
paraliżowała naszą własną twórczość.

 

 

Nie chcemy z nim konkurować. Nie mamy ambicji mu dorównać. 

 

 

Chcemy być twórcami we własnej, niższej sferze, pragniemy dla siebie twórczości, pragniemy rozkoszy twórczej,
pragniemy – jednym słowem – demiurgii. 

 

 

Nie zależy nam na tworach o długim oddechu, na istotach na daleką metę. 

 

Nasze kreatury nie będą bohaterami romansów w wielu tomach. Ich role będą krótkie, lapidarne, ich charaktery – bez dalszych planów. 

 

 

Często dla jednego gestu, dla jednego słowa podejmiemy się trudu powołania ich do życia na tę jedną chwilę. 


 

Przyznajemy otwarcie: nie będziemy kładli nacisku na trwałość ani solidność wykonania,
twory nasze będą jak gdyby prowizoryczne, na jeden raz zrobione.

 

 

Jeśli będą to ludzie, to damy im na przykład tylko jedną stronę twarzy, jedną rękę, jedną nogę, tę mianowicie, która im będzie w ich roli potrzebna.


 

Byłoby pedanterią troszczyć się o ich drugą, nie wchodzącą w grę nogę. Z tyłu mogą być po prostu zaszyte płótnem lub pobielone. 


 

Naszą ambicję pokładać będziemy w tej dumnej dewizie: dla każdego gestu inny aktor. 

 

 

Do obsługi każdego słowa, każdego czynu powołamy do życia innego człowieka.
Taki jest nasz smak, to będzie świat według naszego gustu.

 

Demiurgos kochał się w wytrawnych, doskonałych i skomplikowanych materiałach…

 

 

…my dajemy pierwszeństwo tandecie. 
Po prostu porywa nas, zachwyca taniość, lichota, tandetność materiału. 

 

 

Czy rozumiecie głęboki sens tej słabości, tej pasji do pstrej bibułki, 
do papier mâ ché , do lakowej farby, do kłaków i trociny? 

 

To jest nasza miłość do materii jako takiej, do jej puszystości i porowatości, do jej jedynej, mistycznej konsystencji. 
Demiurgos, ten wielki mistrz i artysta, czyni ją niewidzialną, każe jej zniknąć pod grą życia.

 

 

My, przeciwnie, kochamy jej zgrzyt, jej oporność, jej pałubiastą niezgrabność.

 

 

Lubimy pod każdym gestem, pod każdym ruchem widzieć jej ociężały wysiłek,
jej bezwład, jej słodką niedźwiedziowatość.

 

Słowem chcemy stworzyć po raz wtóry człowieka, na obraz i podobieństwo manekina. 

 

 

Figury panopticum, kalwaryjskie parodie manekinów, ale nawet w tej postaci strzeżcie się lekko je traktować. 
Materia nie zna żartów. Jest ona zawsze pełna tragicznej powagi. 


 

Kto ośmiela się myśleć, że można igrać z materią, że kształtować ją można dla żartu,
że żart nie wrasta w nią, nie wżera się natychmiast jak los, jak przeznaczenie? 


 

Czy przeczuwacie ból, cierpienie głuche, nie wyzwolone, zakute w materię cierpienie tej pałuby, która nie wie, czemu nią jest, 
czemu musi trwać w tej gwałtem narzuconej formie, będącej parodią? 

 

 

Czy pojmujecie potęgę wyrazu, formy, pozoru, tyrańską samowolę, z jaką rzuca się on na bezbronną kłodę
i opanowuje, jak własna, tyrańska, panosząca się dusza? 

 

Nadajecie jakiejś głowie z kłaków i płótna wyraz gniewu i pozostawiacie ją z tym gniewem,
z tą konwulsją, z tym napięciem raz na zawsze, 
zamkniętą ze ślepą złością, dla której nie ma odpływu.
Tłum śmieje się z tej parodii. 

 

Płaczcie nad losem własnym, widząc nędzę materii więzionej, gnębionej materii,
która nie wie, kim jest i po co jest, dokąd prowadzi ten gest, który jej raz na zawsze nadano.
Tłum śmieje się. 

 

Czy rozumiecie straszny sadyzm, upajające, demiurgiczne okrucieństwo tego śmiechu? 

 

Bo przecież płakać nam, moje panie, trzeba nad losem własnym na widok tej nędzy materii, gwałconej materii, 
na której dopuszczono się strasznego bezprawia. 

 

Stąd płynie straszny smutek wszystkich błazeńskich golemów, wszystkich pałub, zadumanych tragicznie nad śmiesznym swym grymasem.

 

 

Oto jest anarchista Luccheni, morderca cesarzowej Elżbiety, oto Draga, demoniczna i nieszczęśliwa królowa Serbii…

 

oto genialny młodzieniec, nadzieja i duma rodu, którego zgubił nieszczęsny nałóg onanii.
O, ironio tych nazw, tych pozorów!


 

Czy jest w tej pałubie naprawdę coś z królowej Dragi, jej sobowtór, najdalszy bodaj cień jej istoty?
To podobieństwo, ten pozór, ta nazwa uspokaja nas i nie pozwala nam pytać, kim jest dla siebie samego ten twór nieszczęśliwy. 

A jednak to musi być ktoś, ktoś anonimowy, ktoś groźny, ktoś nieszczęśliwy, ktoś, co nie słyszał nigdy w swym głuchym życiu o królowej Dradze…

 

Czy słyszeliście po nocach straszne wycie tych pałub woskowych, zamkniętych w budach jarmarcznych, 
żałosny chór tych kadłubów z drzewa i porcelany, walących pięściami w ściany swych więzień?

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

15 Comments

  1. perfect25 grudnia 2014

    Śliczne lalki i jeszcze piękniejszy fragment sklepów : D

    Odpowiedz
  2. msstein4 maja 2012

    O jej, czytało mi się z wielką przyjemnością. No i ciesze się, że są tu zdjęcia mojej lalki :)

    Odpowiedz
  3. joa26 kwietnia 2012

    Jest wśród nich „mama małej Madzi” :o .A poza tym żałuję każdej wyrzuconej lalki:(

    Odpowiedz
  4. as26 kwietnia 2012

    A ja czekam i czekam na magisterskie o manekinach płody.

    Odpowiedz
  5. Ewela26 kwietnia 2012

    Przecudnie upiorne :)

    Odpowiedz
  6. y.26 kwietnia 2012

    co też musi siedzieć w głowach dorosłych ludzi zajmujących sie lalkami. nie kumam tego. 100% schizy.

    Odpowiedz
    1. schron26 kwietnia 2012

      a co kumasz? coś ciekawego? podziel się.

      Odpowiedz
      1. kremowka27 kwietnia 2012

        Ja też nie kumam. Też mam takie poczucie, że 100% schizy, bo one wyglądają jak ludzie, tylko że bardziej, a do tego są martwe. Nie potrafię zrozumieć co Zazie widzi w tej zabawie.
        No ale każdy ma swoje zboczenia i jeśli mnie mogą podniecać mongolskie skrzypki ze strunami z jelit, to ktoś inny może mieć upodobanie w lalkach, nawet jeśli dla mnie to jest „creepy”.

        Odpowiedz
        1. schron27 kwietnia 2012

          Ty masz przynajmniej skrzypki. a ja wciąż czekam na to, co ma y.
          :)

          Odpowiedz
  7. Groucho26 kwietnia 2012

    Trochę przerażające w połączeniu z tym tekstem , który dla mnie jest nieco bełkotliwy i dziwny . . .

    Odpowiedz
  8. fraill26 kwietnia 2012

    Pieknie sie to wszystko ulozylo w calosc. Dziekuje, Zazie, za mozliwosc zobaczenia takze moich lalek w takiej interpretacji.

    Odpowiedz
  9. i?26 kwietnia 2012

    psycholiryczne delirium mentalnej wiwisekcji zobrazowanej materią stworzoną ręką ludzką z dorobioną mitologią plenaturalnych monstrach lalczanych… demiurg jest horrorystycznie narcystyczną wizją „ugniatania materii”…

    Odpowiedz
  10. zorka26 kwietnia 2012

    Ciary

    Odpowiedz
  11. zakurzona25 kwietnia 2012

    hipnotyzują i nieco przerażają. i tak bym chciała większość.

    Odpowiedz
  12. viki25 kwietnia 2012

    NIESAMOWITE, tylko to ciśnie mi się na usta

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top