workin’ in a coal mine, goin’ down… down… down…

noc minęła mi upojnie, gdyż albowiem Miejskie Przedsiębiorstwo Chaosu i Robót Drogowych postanowiło wyremontować
nawierzchnię ulicy przebiegającej pod naszym balkonem, a konkretniej – tuż obok sofy, na której spałam dziś z mopsami.
jako że Syd wizytuje weekendowo miasto Breslau, ja oddaję się rozpuście łóżkowej z udziałem 2x czterech krzywych nóżek
i dwóch zakręconych ogonków. uwielbiam spać z kulfonami, choć przyznam, że to nieco męczące. zwłaszcza dzisiaj,
kiedy spacerom Kumoka po moim leżącym ciele towarzyszył miarowy łomot młotów pneumatycznych, charkot traktorów
i pokrzykiwanie Wieśków na Zdziśków. do samego poranka, kiedy to Miszur obudziła mnie siarczystym kichnięciem w twarz
i trzema liźnięciami w oko.

na powitanie dnia – bladym sobotnim świtem – obejrzałam sobie z balkonu tryumfalny przejazd walców wgniatających,
spychaczy smołujących i inszych machin oblężniczo-asfaltujących.

przyznam szczerze, że widok ten zachwycił mnie bardziej niż większość widzianych dotąd procesji wyznań wszelakich.
uwielbiam dziwne maszyny. przy okazji przypomniałam sobie moją ulubiona piosenkę z ósmej klasy podstawówki w sezonie ‘92/’93.
oczywiście większości z Was nie było wtedy na świecie ;P

 

wracając do usilnie wypieranego ze świadomości meritum: o boże-bożenka,
jak mi się nie chce pisać tych rozdziałów. what a crap!

Workin’ in a coal mine – goin’ down…down… down…
Workin’ in a coal mine – whop! about to slip down!
Five o’clock in the mornin’ –  I’m all ready up and gone
Lord, I am so tired – How long can this go on?
niech mnie ktoś od tego uwolni i porwie! uprowadzi i zniewoli! wyślę klientowi smsa,
że sorry, ale właśnie jadę na weekend w nieznane – w bagażniku cinquecento
i upraszam, żeby mnie nie szukano.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

But when Saturday goes around – I’m too tired for havin’ fun…

 

ps. świadoma stopnia własnej frustracji twórczej & uziemiona na cały dzień przy komputerze –
powinnam liczyć się z faktem, że naprodukuję dzisiaj jeszcze  brazylion-pińcet-czydzieści notek na bloga,
wyskubię paznokciami mopsie włosie z obicia kanapy, poprzestawiam meble oraz umyję okna.

 

 apdejt wieczorny:

alem się napracowała! no normalnie: ho! ho! ho! sza po ba!
czyli:  pomalowałam pazury na niebiesko i poszłam do Mirelli na warzywka. om om ooom.
było pysznie i radośnie – dziękuję kochana :*
a teraz jeszcze bardziej nie mam ochoty na bullszit w sreberku.

 

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

14 Comments

  1. konrado3 maja 2012

    Mi ta piosenka zawsze sie przypomina kiedy ide na 12h do pracy, w sloneczna pogode, w jednym z centrow handlowych stolicy. Kilka lat temu kolega z pracy mi ja podeslal, pasuje jak ulał ;)
    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  2. MW23 kwietnia 2012

    92/93! To mój pierwszy rok studiów studiów w mieście Breslau, ależ Ty młoda jesteś, o żesz! Ja też piszę zawodowo (co gorsza – pod swoim nazwiskiem), męki twórcze znam na wylot, wte i we wte oraz od góry do dołu i z dołu do góry.
    PS. Uwielbiam Cię, po prostu:)

    Odpowiedz
  3. aselniczka23 kwietnia 2012

    Ja na swoją pracę przez większą część czasu narzekam, ale akurat ten jeden aspekt liczenia drzew (który uprawiałam w łykend pod Lasem Kabackim) uwielbiam :))

    Odpowiedz
  4. kuczi23 kwietnia 2012

    Siedziałam sobie w sobotę we wrocławskim Falansterze i główkowałam skąd znam tę dziewczynę, bo taka wizualność znajoma i teraz mnie olśniło, że znam Syd z Twojego bloga :)

    Odpowiedz
    1. schron23 kwietnia 2012

      Falanster! :)

      Odpowiedz
      1. syd23 kwietnia 2012

        „widziano na mieście kobietę ciężarną”
        rzeczywiście z moimi przyjaciółkami się błąkałyśmy, po wytartych przez nas do niemożliwości w latach młodości brukach gminy żydowskiej, wymiatając pajęczyny ze starych miejsc i łypiąc okiem na nowe (w tym falanster) serdeczności już spod moskwy dla ludu znad pragi i spod berlina ;)

        Odpowiedz
        1. kuczi24 kwietnia 2012

          Dzięki, wyszło trochę jakbym donosiła ;) Cena popularności ;)

          Odpowiedz
  5. viki22 kwietnia 2012

    no zastanawia mnie okrutnie dlaczego psy wielkości małych sruli łażą po człowieku nic sobie nie robiąc z naszej podmiotowości ;) mam yorka, oczywiście śpi ze mną w łóżku, łazi po mnie, gdy leżę i coś np. sobie podgryzam to wskakuje mi na piersi, przejdzie po głowie, wyliże mi pyszczydło, stanie tyłem podstawiając dupsko pod nos:)) zero szacunku, doprawdy :)

    Odpowiedz
  6. zakurzona22 kwietnia 2012

    a. zapomniałam. napiszesz kiedyś o samopoczuciu na diecie i efektach? chcę usłyszeć, że efekty spektakularne, samopoczucie świetne i jest sens się męczyć ;)))

    Odpowiedz
  7. zakurzona22 kwietnia 2012

    „Wiem co czujesz…
    Ja czuję to samo…
    W życiu ważne są tylko chwile – a ta chwila należy do nas.”
    hehehe tak mi się skojarzyło jakoś.

    Odpowiedz
  8. schron21 kwietnia 2012

    zazdroszczę zapachu ciekłego asfaltu. uwielbiam.

    Odpowiedz
  9. lilka21 kwietnia 2012

    ile krzywych nozek przypada na ogonek? -a ogonkow na nozke?
    nozek na mopsa a mopsow na ogonek? jam nieobeznana ;)

    Odpowiedz
  10. Fika21 kwietnia 2012

    Oj Zazie, współczucia…

    Niestety wiem co czujesz, ponieważ jestem w takiej samej sytuacji… Co prawda nie praca, a studia…

    Pogoda piękna, słońce razi przez okno, aż w monitor nie da się wgapiać, a zasłonić szkoda…

    Niestety ja mam gorzej, bo takie same weekendy co najmniej jeszcze przez 2 miesiące….Ale w końcu to nasz wybór, zawsze można było zostać panią o konserwacji powierzchni płaskich ;p

    Pozdro !

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top