Po 11 latach pisania bloga (rocznica mija w lipcu!) przemyślałam pewną sprawę i postanowiłam uregulować niektóre kwestie
w tej jakże skomplikowanej relacji: “autorka-blog-czytelnicy”. Nie ukrywam, że skłoniły mnie do tego liczne komentarze
pojawiające się przeważnie pod notkami traktującymi o sprawach społeczno-politycznych.
Szanuję wolność słowa, uwielbiam polemiki i ostre bitwy na argumenty, ale coraz częściej stwierdzam,
że niektórzy w ferworze dyskusji galopują na oślep, tracąc zdrowy rozsądek i tratując przy tym innych czytających i komentujących.

Do tej pory cierpliwie to znosiłam, bo mam raczej wysoki próg wytrzymałości na internetowe wynurzenia i wynaturzenia,
na sfrustrowane i ziejące nienawiścią trolle oraz drobnych pospolitych chamów, którzy muszą sobie poużywać w wirtualu,
bo w realu nawet ich nie widać zza korpo-biureczka w ołpenspejsie.
Jednak oprócz mnie, która ma równiuteńko wyjebane na wszelkie durne komentarze, są na blogu Zazie także osoby bardziej wrażliwe,
które podchodzą do dyskutowanych spraw albo emocjonalnie i idealistycznie albo zbyt kulturalnie, by godzić się na poziom dyskusji
będący poniżej powszechnie przyjętych standardów. Bardzo ich za to cenię, zwłaszcza że większość z nich to moi wierni czytelnicy z dawien dawna.
Nareszcie zrozumiałam, że to o ich komfort powinnam dbać na blogu, a nie o idiotycznie pojmowaną wolność słowa durnych frustratów,
światopoglądowych fanatyków lub internetowych szwendaczy trollujących gdzie popadnie.

To że mój blog istnieje w publicznej przestrzeni internetu i każdy może tu wejść, przeczytać notkę i zostawić komentarz,
wcale nie oznacza, że automatycznie jest uprawniony do natarczywego wmuszania we mnie swojego światopoglądu,
przekonań politycznych, wartości religijnych, obrzucania mnie inwektywami, obrażania moich czytelników
i ogólnego panoszenia się na moim terytorium.
Tak, na moim własnym terytorium. Strona Zazie nie działa na żadnej wirtualnej platformie blogowej,
ale w ramach mojej własnej domey internetowej na wykupionym do tego celu serwerze.
Dlatego trollowy argument, że “blog jest publicznie dostępny i mam prawo komentować to co chcę i tak jak chcę” –
jest absurdalny, śmieszny i z dupy.
Kawiarnia przy miejskim rynku też jest publicznie dostępna – każdy może do niej wejść, zamówić kawę i powiedzieć kelnerowi,
że mu smakuje albo nie smakuje oraz dlaczego. Ale jeśli ktoś zaczyna się awanturować, pierdolić od rzeczy, sypać przekleństwami,
udowadniać, że w barze na rogu jest smaczniej i taniej, rozkładać ulotki reklamowe konkurencji oraz sklepu z rajstopami antyżylakowymi,
zaczepiać i obrażać innych gości kawiarni albo na finał próbuje spoliczkować właściciela lokalu, bo jest głupi, brzydki, i gruby,
to przepraszam bardzo: ale wylatuje. Razem ze swoim komentarzem. Kropka. Idź sobie nienawidzić gdzie indziej.

Dla osób mających trudności lub wrodzoną niechęć do dekodowania powyższych zdań wielokrotnie złożonych
poniżej zamieszczam skrócony regulamin komentowania notek:
* Tu rządzę JA. Nie akceptujesz tego faktu? Wyjdź, pa! xoxoxo
* Komentuj, dyskutuj, argumentuj, wyrażaj swoje zdanie.

* Jeśli Twoje poglądy są skrajnie opozycyjne wobec moich i reszty czytelników, nie próbuj nas na siłę przekonać.
* Uporczywa propaganda polityczna, religijna lub światopoglądowa będzie przeze mnie kasowana.

* Jeśli w odpowiedzi na Twój komentarz, dam do zrozumienia, że nie zamierzam z Tobą dyskutować,
to znaczy, że naprawdę nie będę tego robić. Bo nie muszę. I nie przekonasz mnie kolejnymi komentarzami. Skasuję je.
* Nie zamieszczaj linków do stron propagujących skrajne poglądy polityczne, religijne i społeczne; propagujące homofobię, faszyzm,
pornografię, nienawiść rasową i religijną, okrucieństwo wobec ludzi i zwierząt.
* Wszelkie linki tego typu będą natychmiast kasowane, a Twoje IP zostanie zablokowane.
* Proszę o powstrzymanie się od wulgaryzmów, agresji, negatywnych emocji i personalnych ataków na innych uczestników dyskusji.
* Pozostałych komentujących bardzo proszę o nie karmienie trolli :)
a, byłabym zapomniała:

ps. jeden z komentujących na facebooku, Konrad, zasugerował, że w ten sposób tworzę enklawę
dla francuskich piesków (pozwolę sobie zacytować całą wypowiedź):
„Tylko że granica została przekroczona. Od tej chwili trollem jest każdy kto mówi coś co wkurza.
Sam wkurzam często by zmusić do myślenia i dla odróżnienia od trolli robię to z otwartą przyłbicą.
Dla obrażonych „obrońców kultury” nie ma to znaczenia.
Nie należy tworzyć enklaw dla wrażliwych francuskich piesków, które nie mogą znieść stresu.”
odpowiadam, że wcale nie. absolutnie nie.
„Dyskutuj, argumentuj, wypowiadaj swoje zdanie” – napisałam to wyraźnie.
Ale jeśli od kilku dni mój blog za sprawą niejakiej pani Uli zamienił się w tablicę agitacyjną skrajnej prawicy
pełną aktywnych linków do stron propagujących ksenofobię, antysemityzm i teorie spiskowe –
to tutaj własnie granica „wkurzania” została przekroczona. Napisałam grzecznie pani Uli,
że respektuję jej zdanie, ale że nie jest w stanie w tak natarczywy sposób przekonać ani mnie, ani moich czytelników.
Nie zadziałało. I nadal bombardowała mnie swoimi teoriami. Ta notka jest o takich właśnie ludziach, a nie o takich, którzy chcą dyskutować.
Jeśli czytacie bloga, to wiecie, że ja sama w toku dyskusji czasem faktycznie przyznaję rację moim oponentom w niektórych kwestiach
i potrafię przyznać się do błędu w rozumowaniu lub braku racji w tej lub innej kwestii.
Więc naprawdę nie boję sie rzeczowych dyskusji. Ale fanatyzm mnie odstręcza. I tyle.
APDEJT:
a o tym, że nie zawsze i nie z każdym warto rozmawiać, możecie się przekonać poniżej.
kompletnie przypadkowy człowiek włączył się do dyskusji na moim wallu, gdzie pieniacko próbował mi udowodnić,
że jednak jestem wielbłądem, tylko sama o tym nie wiem.
kiedy zabrakło mu argumentów, rozpoczął siekierezadę na najwyższym trollowym poziomie,
a dyskusja przerodziła się w bezsensowne bicie piany. miłej lektury!


Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz