nie od dziś wiadomo, że każdy Polak uważa się za najlepszego lekarza, prawnika i finansistę.
panowie specjalizują się także w piłce nożnej, wielkim biznesie i drobnej przedsiębiorczości, polityce zagranicznej
oraz mechanice pojazdowej, natomiast panie wiodą prym w dziedzinie psychologii, socjologii,
kryminalistyki oraz mody i medycyny estetycznej.
tradycyjnie od pokoleń specjalizacje te praktykowane były w domowym zaciszu sofy i telewizora (tudzież przy stole podczas rodzinnych biesiad),
ale ostatnimi czasy – gdy internet powszechnie zawitał pod polskie strzechy – wszyscy domorośli specjaliści poczuli wiatr w żaglach
i bez oporów udzielają darmowych konsultacji dla ludzkości oraz płomiennych kazań urbi et orbi.
dlatego też nie powinna mnie dziwić, ani tym bardziej oburzać, nowa fala diagnoz i publicznych konsyliów lekarskich
analizujących zasadność medycznych i etycznych wskazań do obustronnej amputacji nieszczęsnych cycków Angeliny.
niejaki Łukasz Warzecha, prawicowy dziennikarz i publicysta

(a po godzinach wybitny genetyk, specjalista medycyny nuklearnej, epidemiolog oraz praktyk teorii prawdopodobieństwa)
podkreśla brak jakichkolwiek przesłanek medycznych stojących za tym karygodnym eventem mastektomijnym:
„Uważam publiczne wyznania Angeliny Jolie w sprawie podwójnej mastektomii „prewencyjnej”
za fanaberie znudzonej gwiazdki. Nie słyszałem jeszcze o tym, aby za odruch odwagi uznać
amputowanie sobie przez zdrową osobę części ciała po to,
żeby kiedyś być może nie zachorować. Angelina Jolie (…) chora jednak nie była.
Posiadanie zmutowanego genu to jeszcze nie choroba, a jedynie potencjalna na nią podatność.
Pani Jolie nie dała sobie obciąć chorych piersi, ale zdrowe. Tu jest moja pierwsza wątpliwość.
Choć niektórzy specjaliści informują, że profilaktyczna mastektomia jest dopuszczalną metodą,
to inni twierdzą, iż to ostateczność,
bo jest wiele innych metod zapobiegania ewentualnemu zachorowaniu.
A profilaktyka nie oznacza jednak przede wszystkim wycinania sobie części ciała. (…)
Usuwanie organów, które mogą być jedynie potencjalnym siedliskiem raka, wydaje się cokolwiek dziwaczne.
Sięgnijmy po analogię. Jakie jest prawdopodobieństwo poważnego wypadku samochodowego
w czasie kilkugodzinnej podróży po polskich drogach? (…)
Wsparciem w walce z rakiem byłby apel o prawdziwą profilaktykę,
częste badania, a to z kolei musiałoby być połączone
z dobrze reklamowanym programem dostępnym łatwo dla każdej kobiety.
To byłoby rzeczywiste wsparcie w naszych polskich warunkach.”
Oczywiście, że tak! Apel o profilaktykę!!! Plakaty, ulotki, pogadanki w szkole
prowadzone przez księży, siostry zakonne i katechetów, a przed wszystkim uświadomienie młodym Polakom,
że ryzyko zachorowania na raka zwiększa wczesne podjęcie życia płciowego oraz seks przedmałżeński,
a także przedstawienie statystyk potwierdzających, że homoseksualiści chorują najczęściej.
Z kolei drugi mąż zaufania publicznego – pan Tomasz Terlikowski

(z wykształcenia filozof katolicki, z zamiłowania głosiciel prawd objawionych)
specjalizujący się dodatkowo w dziedzinie onkologii ginekologicznej oraz chirurgii
zauważa, że co prawda powodem “okaleczenia” pacjentki była
“mutacja genu BRCA1, który miał sprawiać, że ryzyko wystąpienia u niej raka piersi wynosiło 87 procent.
Teraz aktorka zapowiedziała poddanie się operacji usunięcia jajników, bowiem gen, o którym mowa
ma sprawiać, że ryzyko zachorowania przez nią na raka wynosi 50 procent.
Te liczby robią oczywiście wrażenie, ale nie sposób zapomnieć, że jest to jednak tylko statystyka,
a nie pewność, że choroba Jolie dopadnie. Rak piersi czy jajników jest zatem –
w przypadku Angeliny Jolie – wydarzeniem czysto wirtualnym, a operacja, której poddała się aktorka,
jest jak najbardziej realna i niesie ze sobą cały szerego skutków ubocznych czy zagrożeń.
Usunięcie jajników, które zapowiada obecnie Jolie, będzie skutkowało w całym jej życiu,
a wielu z jej skutków nie da się usunąć, a mastektomia także nie jest usunięciem pryszczy,
ale operacją, która narusza integralność cielesną człowieka.
W przypadku choroby nowotworowej to właśnie ona jest usprawiedliwieniem radykalnych
i niekorzystnych skutków ubocznych chirurgicznej ingerencji. Nie jest jednak takim usprawiedliwieniem,
jak się zdaje, samo prawdopodobieństwo choroby. Jeśli zgodzimy się na takie myślenie,
to medycyna przekształci się z leczenia w okaleczanie zdrowych (a Angelina Jolie była zdrowa) ludzi.
A na to nie powinno być naszej zgody, szczególnie, że – z innych statystyk wynika,
że odpowiednio wcześnie wykryty rak piersi czy jajników,
także ten wywołany mutacjami genetycznymi, jest w pełni wyleczalny.
Prewencją są więc regularne badania, ewentualnie mastektomia czy usunięcie jajników, gdy do choroby już dojdzie.
Okaleczenie pozostaje zaś okaleczeniem.”
no więc sami rozumiecie. nie powinno być zgody na takie działania!
kobieta ma obowiązek spokojnie zaczekać aż zachoruje i dopiero wtedy rozważyć kwestię walki z nowotworem,
ale najpierw zastanowić się, czemu stwórca postanowił ją w ten sposób doświadczyć: być może to kara za niemoralne życie?
za egoistyczną niechęć do posiadania dziecka? za seks przedmałżeński i antykoncepcję? a może za romans z kolegą z pracy wiosną 1993 roku?
nowotwór to przecież moment głębokiej refleksji w życiu człowieka i szansa na przewartościowanie swoich dotychczasowych poglądów.
poza tym – drogie panie – co to za pomysł, żeby usuwać jajniki, mając dopiero piątkę czy szóstkę dzieci?!
nie powinno być na to społecznego przyzwolenia. bo skutki takiej chirurgicznej interwencji są tragiczne i opłakane –
co ma zrobić mężczyzna, gdy poślubiona mu niewiasta samowolnie i bez powodu okaleczy swe ciało i pozbawi się możliwości dalszej prokreacji?!
nie pozwólmy zabobonom rządzić w medycynie! przecież każdy rak jest – według Tomasz Terlikowskiego – w pełni wyleczalny,
a w życie każdej kobiety i tak naturalnie wpisanie jest cierpienie, walka, heroizm, ból, upokorzenie i nadzieja na lepsze jutro.

Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz