
nadszedł w końcu ten czas, kiedy z euforią zapakowałyśmy cały majdan do naszej „nowej” 15-letniej Balbinki i frrrrruuuu! na południe!
kocham ten stan ♥ na tylnym siedzeniu mopsi barłóg, pełen poduszeczek, kocyków i ergonomicznych rozwiązań służących mopsiemu bezpieczeństwu i komfortowi podróży
na przednich siedzeniach – my:

Syd jako jedyny w tej rodzinie kierownik pojazdu testuje możliwości naszej Balbinki – czyli 15.letniego Saaba 9-5 / 2.3 turbo ⇒ ⇒ ⇒ ⇒ ⇒

ja zaś podziwiam widoki, pierdolę od rzeczy, śpiewam, trzymam nogi na kokpicie, rozpłaszczając stopy o przednią szybę, a przede wszystkim – przede wszystkim i zawsze, jak to w podróży, jestem głodna!

jesteeeem głoooodnaaa! więc wypatruję stacji benzynowych, zajazdów, barów przydrożnych oraz makdonaldów, chujtam z dietą, jesteśmy na wakacjach!

no i Wrocław :)

miasto prosiąt grających na akordeonie

i cudownych lumpeksów
do Wrocławia przyjechałyśmy nie tylko w celach rozrywkowych…

Kumok ma od umówioną i wyczekaną przez wiele tygodni wizytę w Klinice Weterynarii wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego, gdzie zbada ją mopsi hepatolog i może w końcu czegoś się dowiemy na temat tych chimerycznych i nieprzewidywalnych wnętrzności i flaczków naszego ukochanego dziecka, które – jak widać – bardzo pokochała dietę bezbiałkowo-ciasteczkową :)

No i od razu – w skrócie – wizyta, po wielu perypetiach organizacyjnych, w końcu się odbyła. Kumok została przebadana i ten… no… wątroba jest anatomicznie ładna, miąższowo zdrowa, aczkolwiek czynnościowo dziwna. Dysplazji mikronaczyniowej jednak nie da się wykluczyć, stosując standardowe metody obrazowe, a na rezonans pod narkozą i resztę eksperymentów – wobec braku zgody matki czarownicy Zazie – nie ma na razie szans. Na szczęście dieta bezbiałkowo/węglowodanowa + leki utrzymują amoniak i resztę niedobrego badziewia w miarę znośnych granicach, więc póki jest dobrze i bezpiecznie, a Kumok czuje się znakomicie ♥

no więc humory mamy szampańskie

pijemy alkohole

włóczymy się po wrocławskich strychach
oraz poniemieckich piwnicach:

jemy pyszności, o jakich dawno nie śniłam

i jest dobrze. jest naprawdę dobrze :)

nie płacze już nawet za słodyczami, które – w imię zdrowia i dobrostanu Kumoka – przestałam jeść z początkiem listopada 2015, co w sumie daje nam już prawie 7 miesięcy cukrowej abstynencji

aczkolwiek życie towarzyskie opiera się tyleż na energii ludzkiej, co tej czerpanej z węglowodanów prostych, niezdrowych tłuszczy i procentów

o, proszę: piwo, pizza i całkiem nowy nieśmigany dzidziuś Ignacy ♥

którego wraz z wózkiem, pieluszkami i śpiochami dorobiła się nasza ukochana Evbe

dzidziuś jest extra, Evbe bardzo sobie chwali ten konkretny model
a oto plenerowe centrum Matki i Dziecka:

Evbe z Ignacym, Syd z Miszurem

nasze duże grube niegrzeczne niemowlę
Mamincóreczka cholerna :)
zawsze przy maminej kiecce
w przeciwieństwie do Kumoka, która nieustannie ma do załatwienia mnóstwo ważnych spraw

tutaj na przykład usiłuje zakolegować się z Edkiem, który jednak – jak się okazuje – woli matki niż córki
taka miłość :)
i radość:

kocham te wrocławskie bioprądy i mikroklimaty

mopsy także czują się wśród nich wyśmienicie
dzieciaków przybywa z roku na rok…

my wespół zespół siwiejemy, nie tracąc jednak ducha

Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia… – jak pisał Grochowiak

szalone matki z dziećmi

oto my – wiecznie młodzi, zawsze piękni i wciąż niezbyt bogaci!

cała nadzieja w nowym pokoleniu

które – jak widać – ucieka wpizdu.
a my – po tygodniu cudowności przeplatanej realizowaniem kolejnych zleceń copywritersko-webdesignerskich (bo przecież bierzemy nasze komputery na najkrótszy nawet urlop), wracamy do rzeczywistości:

po drodze kupuję sobie Minionka wypełnionego malutkimi cukrowymi banankami

Kumok i Miszur dzielnie znoszą towarzystwo ogromnego abażura
jak zwykle – podróżujemy na totalnym lajcie i bez spiny: przerwy, postoje, drzemki w trawie

Miszur dzielnie pilnuje matki Syd
chwilę wcześniej wgniótłszy ją swoim obłym cielskiem w murawę…
ta kobieta ma niespożyte pokłady cierpliwości…
Zazie się cieszy

bo jest lato i od wielu miesięcy nie ma depresji
mówię, że wyglądam jak stara czarownica

Syd dodaje, że nie tylko wyglądam. ja po prostu jestem starą czarownicą.
a to Jaś i Małgosia:

tuczę je sobie pomalutku

i zjadam po kawałeczku

całując i pieszcząc

moje dwa świńskie ryje

moje najmilsze stworzenia

Misur, Misur… cóżeś siem tak zafrasował?
o, Warszawa!

jesteśmy na miejscu :)
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz