Wpadliśmy oboje z Marcinem w jakąś manię robienia zdjęć Czuczełku – co gorsza wszystkim, co akurat mamy pod ręką – począwszy od telefonu na tosterze skończywszy, co zresztą widzicie na poniższych fotkach, których jakość jest porażająca:
Ale słodycz Czuczełka rekompensuje wszystko!
Patrzę na nią i po prostu nie mogę uwierzyć w to, jaka jest maleńka i delikatna.
O najjaśniejszej i zarazem najdelikatniejszej sierści spośród wszystkich szczeniąt w miocie – wśród misiowatych kulek ona jedna pokryta była gładziutkim i miękkim jak puszek podszerstkiem, tak innym od reszty rodzeństwa.
Wiem, że każdy mopsi rodzic mówi, że jego prosię jest najpiękniejsze i niesamowite, ale w tym przypadku musicie uwierzyć mi na słowo: Małe Czuczu jest wyjątkowe.
Jej totalnemu mopsio-szczenięcemu popierdoleniu towarzyszy jakaś niesamowita subtelność, mądrość i przenikliwość. To dziecko z jednej strony nakurwia jak opętane, a z drugiej – w chwilach wytchnienia
uważnie obserwuje świat tymi swoimi czarnymi lśniącymi kuleczkami do patrzenia i kombinuje, myśli, łączy fakty, śledzi zależności.
Gryzie mi dłonie z takim entuzjazmem i zależnością, a gdy jęknę z bólu
– nieruchomieje zaskoczona: patrzy mi prosto w oczy z rozwartym dziobem i ząbkiem na wpół wbitym w palec…
Obserwuje. Zerka pytająco. Odrobinę zaciska kiełki i czeka na moją reakcję.
Potem znowu, trochę mocniej…
I zaraz łagodzi ugryzienie ciepłym kompresem swojego szczeniaczkowego języczka.
Tuli się i przekomarza, zupełnie jak gdyby się do mnie uśmiechała.
I tak cudownie pachnie! Ciepłym mleczkiem, kocykiem, oślinioną łapeczką.
I je tak grzecznie, nie wybrzydza jak mała Kumok, wszystko jej smakuje
i zawsze chce więcej, ale prosi tak nieśmiało i delikatnie…
I wodzi zachwyconym wzrokiem za Misiem Miszurem, ale znów nie ma śmiałości go zaczepić
A potem z minuty na minutę ta cukrowa chmurka rozpływa się w nicości…
… i oto Czuczło – wiedzione kolejną mopsią odjebką…
… zaczyna wciągać zaszczaną pieluchę do swojego bobo-pierdolniczka! No geniusz!
Na szczęście brzuszek wypełniony jedzonkiem domaga się kolejnej porcji snu:
Małe Czuczu, korzystając z nadarzającej się okazji, wtula się chyłkiem-boczkiem w wylegującego się na pryzmie Miszurka
I już po chwili kokosi się rozanielone i wgniata się coraz rozkoszniej w wonne Misiowe fałdki
I jest przy tym tak łagodna, bezbronna i słodka, że stoję nad tą woniejącą pryzmą i piszczę z zachwytu!
Patrzcie na ten brzunio jaśniutki, nie liźnięty jeszcze słońcem i kurzem plenerowych zabaw
Wgryzam się całusami w ten brzuszeniek i robię „pierdzioszki”
A potem przenoszą wiotkie, ciepłe i śniące ciałko do łóżka…
I oka nie mogę zmrużyć z zachwytu!
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.















Dodaj komentarz