Matka Zazie, zmuszona przez nawał pracy, postanowiła wydłużyć nieco pępowinę Czuczełka, które do tej pory – o ile nie nakurwiało akurat zabawą – w chwilach względnego spokoju przybierało formę małej słodkiej huby uczepionej Matki Zazie. Na niemowlęta w podobnej fazie mówi się, że są „nieodkładalne”, bo od razu podnoszą wrzask – Czuczu co prawda nie wrzeszczy, ale jojczy przeciągle i nieszcześliwie. A uwierzcie mi – ciężko jest pisać kilometrowe teksty, w nie zawsze ojczystym języku, kiedy spoczywa na tobie bobas, który za każdym razem, gdy przesuniesz dłoń lub łokieć, gulgocze niezadowolony i zaczyna się wiercić, na powrót szukając idealnej pozycji do drzemki. Nie, tak nie może być!

Dlatego wspólnie z Tatą Marcinem postanowiliśmy wydłużyć Czuczełkową pępowinę o kilka dobrych metrów…

i przyzwyczaić Małe Gumadło do odczuwania szczęścia także na kolanach Taty.

Jak widzicie – Czuczełko jest zdruzgotane i nie potrafi uwierzyć w to, co się właśnie dzieje…

I raz po raz posyła mi obrażone spojrzonka i ciężkie westchnięcia ;)

Tata Marcin zapewnia, że Czuczu jest bardzo szczęśliwe, tylko jeszcze nie potrafi tego w pełni okazać

Matka Zazie wierzy Tacie Marcinowi, bo przecież właśnie tego człowieka wybrała na wspólne życie
Gdy nastał wieczór, Tata Marcin – po skończonej pracy – postanowił obejrzeć film…

– Misiu! Misiu! Misiu! Jaki film? – piszczy Czuczełko.
– Misiulek kce apokalipse zombie! – gardłuje Miszur.

– Ale pewnie znowu będą jakieś nudy… – wzdycha Misiu.

– A co to jest? O czym to? A będzie zagłada, koniec świata i Misiu Pies Bohater? – dopytuje się Miszur.

– Nie ma… Misiowi się nie podoba… Do dupy z takim kinem…

Rozczarowana brakiem kina akcji i scen z latającymi korpusami w odcieniu szaro-zielonkawym, Miszur wkrótce dołączyła do Małego Gumadła i dalejże chrapać na dwa głosy…
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz