Przepłakałam tę majówkę z tęsknoty za Kumokiem, no ale co zrobić… Czuczełko próbowało mnie pocieszać:
tuląc się, wariując i gryząc moje palce…

cała jestem pogryziona, ośliniona i przeżuta :)))
z kolei Misiu obdarowuje mnie swoimi najpiękniejszymi szczerbatymi uśmiechami, od których topnieje mi serce…

Gdybym tylko mogła wziąć tego Misia w ramiona i wytulić, wytarmosić, wycałować… Ale nie mogę. Bo to jest Misiu. Misiu na starość już sobie nie życzy, nie lubi, nie chce. Muszę to uszanować ;)
Wyżywam się więc miłośnie na Czuczełku:

które rozkosznie wije się na mnie jak tłusta dżdżownica
i jest moim dzidziusiem najsłodszym:

Nie mogę się doczekać dnia, gdy będziemy już mogły wychodzić na spacerki i hasać po trawie
Na razie Małe Czuczu hasa sobie po domu, gdzie sterty bałaganu rosną coraz wyżej
ale – prawdę powiedziawszy – mam to gdzieś :) Minęły już czasy, gdy żyłam pod terrorem nieustannego sprzątania i wiecznego focha Osoby, z którą dzieliłam przestrzeń
A propos spacerków: nie możemy się ich doczekać również dlatego, że niespożyta energia Czuczu potrafi manifestować się o 4 rano, kiedy mopsi kurdupelek – wiedziony jakimś dzikim impulsem – zaczyna nam skakać po głowach. Marcin jest na tyle kochany, że bierze tę szczeniaczkową furię na siebie i idzie z Czuczu do drugiego pokoju, gdzie wspólnie trenują piłkę, gumowego węża, grającego wielorybka i pluszową grzechotkę. No ale potem musi odespać ten wspaniały poranek:
Tymczasem Czuczełko próbuje odgryźć Misiowi ogonek oraz nóżki. Z miłości oczywiście ;)
Tata Marcin w końcu kapituluje i ulega Szmaciakowi:

I o to chodziło! Teraz wspólnie mogą polować na Miszurka!
Ogólnie rzecz biorąc – miłość Czuczełka do Misia Miszura eskaluje:
Znikąd ratunku dla Misiaczka! Naprawdę czekam na to, aż Misiu się wkurwi i pokaże (łapą albo paszczą) temu niesfornemu niemowlaczkowi, kto tu rządzi!
Tymczasem Misiu jest ostoją łagodności i bezradności:

Próbuję motywować Misia i zagrzewać ją do walki, ale na razie bezskutecznie :(
Kiedy Czuczełko robi się już na maxa niegrzeczne i nie reaguje na zakazy –

trenujemy chów klatkowy!
oraz rozmowy:
ale Czuczu nie jest mistrzem konwersacji, zdecydowanie preferuje konkretne działania
Nie ustaję jednak w wysiłkach i próbuję jej tłumaczyć:

że Misiu, że nie wolno, że grzeczność i kultura osobista…

i od czasu do czasu mam wrażenie, że cos tam jednak dociera do tej małej główeczki…

i zaczyna krążyć po meandrach tego jednego szczeniaczkowego zwoju mózgowego…
Kumok – załamana faktem, że rodzice nie potrafią ogarnąć dzieciaka – także włączyła się w proces wychowawczy:
Wierzę, że przynajmniej Kumok cieszy się autorytetem w oczach Czuczełka :)))
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz