dzięki temu wiem co robię i łukiem szerokim omijam wszelkie niespodzianki.
i tak o – realizację zlecenia rozpoczynam w wieczór poprzedzający dedlajn,
a następnie przez kilka godzin dłubię w nosie i marudzę, by potem w pośpiechu –
z głową opadającą ze zmęczenia na klawiaturę – generować jakieś totalne pierdoły,
plując sobie w brodę i złorzecząc, że przecież miałam tyle czasu
i że gdybym zaczęła wcześniej, to przecież… oeza…
w końcu osiągam stan, kiedy odliczam kwadranse do porannego wyjścia z domu
i ostatkiem sił próbuję wyjść z twarzą z tego starcia z materią słowa.
no i zazwyczaj wychodzę. z mordą jak zombie. w przeraźliwie blady świt.
i dziwię się, że nikt się jeszcze nie pokapował w tym wszystkim.
napisać wam coś?
no hay problema!
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz