oooo aaaaa eeee uuuu…


dzięki międzygalaktycznym kontaktom dyplomatycznym naszego ministra wszechświata Quentina

znalazłyśmy się wczoraj na koncercie Arcade Fire:


koncert Arcade Fire Warszawa Torwar 2011

dla porządku wypada wspomnieć, iż koncertów dla szerokiej publiczności unikam jak ognia, 
gdyż w falującym tłumie za gardło nie chwyta mnie zbiorowe wzruszenie, 
lecz silnie indywidualistyczny atak paniki. 
nie jestem więc bywalczynią openerów, offów i selectorów. 
choć nie da się ukryć, że na występie Florence & The Machine w warszawskiej Stodole 
przeżyłam katharsis, ekstazę i objawienie. czyli wyjątki – owszem – się zdarzają. ale nie dziś.

koncert Arcade Fire Warszawa Torwar 2011

wracając jednak do Arcade Fire – z cała sympatią do naładowanych energią z kosmosu młodych kanadyjczyków,
którzy skakali, fikali koziołki i żonglowali perkusją (dosłownie), powiem krótko i dosadnie: 
zdecydowanie nie jest to moja muzyka. 
ale miło było się pobujać w jednostajny powtarzalny rytm “aaaaa uuuu eeeee” oraz "uuuu yyyyy aaaaa"…

koncert Arcade Fire Warszawa Torwar 2011

po koncercie powiedziałam do Syd, iż: “dupy nie urywa, ale i tak lepsze niż Paula i Karol”

bo trzeba wam wiedzieć, że żadna muzyka nie wkurwia mnie tak bardzo 
jak rozśpiewana afirmacja świata i życia tych dwojga młodych miłych ludzi.


koncert Arcade Fire Warszawa Torwar 2011

no więc postałam, pokiwałam się i pobujałam z Sydem, trochę się spociłam, napiłam się,

szturchnęłam się z Astrid, łypnęłam okiem Strzygę, pstryknełam kilka zdjęć telefonem…

koncert Arcade Fire Warszawa Torwar 2011


generalnie było OK. chociaż gdyby to był koncert Radiohead, to pewnie bym się posikała z zachwytu. no ale nie był.


pojechałysmy potem na Chłodną, gdzie Magdusia, moja pracowa przyjaciółeczka od serduszka,
poczęstowała mnie Jelly Belly o smaku wymiotów, pasty do zębów i psiej karmy,
nie mówiąc mi jednak, że oto wręcza mi prezent, który zamówiłam wczesniej z myślą o Quentinie, a nie dla siebie,
bo przecież gdyby mi przypomniała, to bym wiedziała i bym tego nie zjadła, a tak to zjadłam
i zaplułam tymi żelkami całą Chłodną i w ogóle. ale na przykład Adze smakowały, co nie? ;)



PS. kto wie, gdzie moge spotkać dawną Zaz, która włóczyła sie po mieście i wracała nocnymi autobusami?
ta obecna strasznie się nudzi. wino ją już nie cieszy. kluby nudzą. pieski w domu czekają. i pachną chrupkiem ;)








komentarze ze starego bloga zazie-dans-le-metro.blog.pl









Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

0

Dodaj komentarz