poranny spacer z mopsami po raz kolejny uświadomił mi, jak bardzo nie trawię
coraz bardziej lubię tę swoją beztroskę, która pozwala mi łazić po mokrej trawie
tymczasem od nadciągającej kurcgalopem z drugiego końca polany sąsiadki
– że na pewno pan X dostał w łapę, no bo to oczywiste! [kim, do diabła!, jest pan X – nie mam pojęcia…]
– że mopsy są taaaakie słodkie, ale strasznie grube i czy na pewno pani wie, co robi? [ale CO robię?]
– że dawniej to lipiec był normalny, a teraz to albo skwar albo ulewa i nic pomiędzy, a dawniej, jak się na wczasy jeździło to… to były czasy! [komuno, wróć?]
– że na tarchominie to już nic nas więcej nie czeka, tylko śmierć, bo te wszystkie bloki to takie najpodlejsze mieszkalnictwo, hołota, a nie normalni ludzie…
– a ten Miszur to tak się trzęsie na tej mokrej trawie, że chyba jej zimno, co? poszłaby już pewnie na kanapę się położyć, hehe?
– a ja to dawniej mieszkałam na Elektoralnej, pani wie, gdzie to jest? śródmieście! 54 lata tam mieszkałam, kamienica, wszyscy się znaliśmy, kultura…
– ale że co? że pani jest po ich stronie?! pani to jeszcze życia nie zna! ale życie panią doświadczy! jeszcze pani popamięta moje słowa!
– o, kupę zrobiła! no, dobrze, że pani zbiera… bo ta hołota, pani… zasssrrrrane wszystko, zasssrrraaane!
– i pani mówi, że ma fajnych sąsiadów?! a co pani tam wie! jeszcze sie pani przekona! wózki kradną! a wynajmują mieszkania tylko po to,
– no, miłego dnia… ale jaki on miły, pani… w cholerę wszystko, banda w tym kraju, żydzi, psiekrwie cholera cieżka, ja pani mówię…
i chuj.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz