Tarchomę, Tarchomę… odległa kolebko mego mentalnego popieprzenia,
mekko porannych korków, arkadio matek karmiących, eldorado Żabek i Biedronek,
świątynio wiecznego letargu i życiowego stuporu – oto odjeżdżam na forever.
przez prawie 8 lat żyłam tu, cierpiałam, mieszkałam, radowałam się, płakałam,
spałam, jadłam, kochałam się, szalałam, pisałam, walczyłam z fobią blokowiska –
wmawiając sobie, że jest dobrze i że mi pasuje. otóż nie. przyznaję, że nie.Tarchomin (nazwany przez SuperBadiego – Tarmochinem) w rzeczy samej wytarmosił mnie emocjonalnie,
dając mi zarazem bezpieczną przystań na pierwsze lata życiowej samodzielności.
– Mama, cy my siem musimy pseplowadzać? Misur kocha mieskanko z zascanym dywanem!
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz