to chyba najbardziej żenująca i absurdalna kampania społeczna ostatnich miesięcy.
w skocznej piosence biesiadnej polscy artyści estradowi uświadamiają nam – narodowi polskiemu –
że my, naród polski, jesteśmy strasznie smutni, zgorzkniali i obrażeni na cały świat…
zupełnie nie wiadomo czemu.
bo przecież jest super, jest super, więc o co nam chodzi?!!
We wspólnej – Programu Trzeciego Polskiego Radia i „Gazety” – apolitycznej kampanii społecznej „Orzeł może”
zamierzamy rozprawić się ze stereotypem Polaka pesymisty, malkontenta, nadętego smutasa,
który ma wszystkim za złe i innym zazdrości.
Nauczmy się być nie tylko narodem, ale i społeczeństwem. Uwierzmy w siebie. Cieszmy się wolnością jak Francuzi,
Czesi czy Amerykanie, którzy święta narodowe obchodzą całymi rodzinami w atmosferze radosnego pikniku.
[źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,13840369,Orzel_moze__Rozpoczynamy_wielka_akcje_spoleczna_radiowej.html ]

Człowieku! No przecież,
Jak sam nie chcesz, to się nie ciesz,
Ale niech cię tak nie peszą,
Ci, co się do ciebie cieszą,
Chudzi, grubi,
Starzy, młodzi,
Daj się lubić,
Co ci szkodzi?
A kto się tak do nas pięknie cieszy? Dziennikarze z pierwszych stron gazet, dyrektorzy ogólnopolskich stacji radiowych,
artyści estradowi koncertujący od Bałtyku po Tatry, artyści od lat przebywający na emigracji, prominentne dzieci prominentnych rodziców
oraz rzesza tych, „którym się udało”.
Bez zaglądania komukolwiek w portfel, powiem tyle:
Też bym się cieszyła życiem za 5-cyfrową kwotę miesięcznie.
Czy łatwo jest mieszkać w Polsce? Czy fajnie jest być Polakiem? Czy jest z czego być dumnym?
Może warto zapytać o to samych Polaków.
Dlaczego do tej kampanii nie zaangażowano drobnych przedsiębiorców,
bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni, samotnych matek żyjących z zasiłków,
emerytów przymierających głodem albo ciężko chorych walczących z ZUSem i NFZ’em,
zmuszanych do prowadzenia publicznych zbiórek pieniędzy na swoje leczenie?
Skoro orzeł może, to czemu oni nie mogą?!!
„Uwierzmy w siebie!” – apelują twórcy kampanii. Powiem państwu, że z tym to akurat może być problem.
Ciężko jest w siebie wierzyć, żyjąc i pracując w Polsce.
Po latach nauki i skończeniu studiów „wypłynęłam na szerokie wody kariery” – czyli rozpoczęłam walkę o przetrwanie na rynku pracy.
Zmęczyłam się wyścigiem do stołka i błaganiem, by mnie ktoś łaskawie ozłocił etatem i zagwarantował stałe wynagrodzenie,
umożliwiające utrzymanie się przy życiu w Warszawie, gdzie się urodziłam i gdzie od 40 lat moi rodzice płacili podatki.
Wzięłam sprawy w swoje ręce i założyłam własną firmę.
Kilka lat temu nasze państwo lansowało trend na małą przedsiębiorczość, samozatrudnienie i inne cuda-wianki,
obiecując jak to nas będzie wspierało i pomagało – począwszy od kultowego już „jednego okienka” w urzędzie.
Zapomniało tylko dodać, że rzesza małych i średnich przedsiębiorców potrzebna mu była li tylko do ściągania składek ZUS i podatków,
bo z wielkimi przedsiębiorcami nie było (i nie jest) w stanie sobie poradzić, bo nie płacą i mają w dupie.
A na kogos przecież trzeba polować, bo inaczej urzędnicy ZUSów i urzędów skarbowych stracą stołki.
Oczywiście nie możemy liczyć na jakiekolwiek wsparcie państwa w prowadzeniu działalności gospodarczej
i jeszcze musimy dokładać do interesu, płacąc VAT i podatek dochodowy od każdej niezapłaconej przez klienta faktury.
A klienci nie płacą, twierdząc, że „nie mają z czego”.
Szkoda, że mnie w sklepie nikt nie pyta, czy mam z czego zapłacić.

Może po prostu przestanę za swoją pracę wystawiać faktury, żeby nie wpędzać się w dodatkowe koszty?
Często się zapożyczam, żeby mieć z czego zapłacić podatek VAT oraz dochodowy.
Co miesiąc płacę 1.000 zł na sam ZUS. Na wizytę u lekarza specjalisty w państwowej służbie zdrowia
będę czekać kilka miesięcy. Więc płacę płacę dodatkowo składkę na prywatne ubezpieczenie zdrowotne,
żeby zamiast roku czekać kilka dni, a bezpłatnych lekarzy zostawić tym, którzy naprawdę nie mają innego wyjścia.
Co nas uratuje? Kto?
Może te biedne 6-latki, które pójdą do szkoły o rok wcześniej, żeby o ten rok szybciej zaczęły potem pracować
i odprowadzać stosowne składki na państwo polskie?
Mieszkam w Polsce i mam coraz mocniejsze, przepełnione żalem i rezygnacją, poczucie,
że nie chcę już dłużej żyć w tym kraju. Coraz częściej i coraz bardziej realnie myślę o emigracji.
jestem obywatelem drugiej kategorii.
nigdy nie byłam karana, nie złamałam przepisów, nie naruszyłam zasad.
wypełniam swoje obywatelskie obowiązki, głosuję, angażuję się, zależy mi.
państwo w niczym mi nie pomaga. wręcz przeciwnie.
zabiera mi wszystko. łącznie z elementarnymi prawami obywatelskimi.
w styczniu 2013 polski sejm odrzucił wszystkie projekty ustaw o związkach partnerskich.
równocześnie w projekcie budżetu na 2013 rok przywrócono Fundusz Kościelny z kwotą 94,3 mln złotych.
– o tym, jak się czuję, będąc lesbijką i żyjąc w Polsce, pisałam TUTAJ oraz TUTAJ
Prawdę mówiąc mało mnie interesuje sposób, w jaki powinniśmy obchodzić święta narodowe w Polsce –
czy pompatycznie; czy może na wesoło – czy z wojskiem i fanfarami; czy rodzinnie i z balonikami.
Męczeństwo się wyczerpało, ale sztucznie pompowana radość – jak różowy balonik z „marszu lemingów” –
prędzej czy później pęknie z hukiem. Raczej prędzej. Najpewniej zaraz po powrocie do domu i włączeniu telewizora,
otworzeniu lodówki czy sprawdzeniu stanu konta bankowego oraz stosu piętrzących się rachunków.
Bo na tym polega życie w państwie polskim. A nie na maszerowaniu pod flagą, pikietowaniu pod krzyżem czy machaniu balonikiem.
Ale przecież zamiast malkontencko roztrząsać takie smutne i niewygodne tematy,
fajniej wyjść w miasto i dać sobie zrzucić na głowę tonę różowych ulotek, a potem wyzbierać je co do jednej
i dostać w nagrodę balon, lizaka oraz tiszert. Nie cieszy mnie to, niestetyż. Może ja jednak nadal mam depresję.
Drogi Orle, zaniecham bycia smutasem –
gdy przestaniesz ze mnie doić kasę.
Drogi Orle, nie bądź zjebem –
doceń mnie w końcu i daj mi coś z siebie.
innymi słowy: POLSKO, POZWÓL ŻYĆ…
apdejt:
pisząc ten tekst, z tyłu głowy miałam myśl: „skoro jakiś sponsor dał na tę akcję pieniądze, to niech się gawiedź bawi na zdrowie…”
i właśnie się dowiedziałam, kto dał na to pieniądze. ja, ty, my wszyscy. bo ta cała fanfaronada odbyła się za państwową kasę! –
helikoptery rozrzucające różowe ulotki, baloniki, pizdryki, koguciki na druciku i orzeł biały z białej czekolady –
kosztowały nas – bagatela! – 100 000 zł (słownie: sto tysięcy złotych) przyznanych z Funduszu Narodowego Centrum Kultury
w ramach programu „NCK Kultura – Interwencje” na rok 2013

uhm. święto polskiej flagi na różowo. ze zbieraniem papierków z chodnika. bez polskiej flagi. z czekoladową kurą przed pałacem prezydenckim.
japierdolę, a myślałam, że to ja jestem na bakier z tradycją narodową, patriotyzmem i resztą państwowego bulszitu.
a, i żeby nie było – jestem lewaczką :)
buziaczki!
xoxoxo
ciąg dalszych moich nieuzasadnionych narzekań – TUTAJ
Każdy Polak uważa, że to, co on myśli ze szwagrem, to opinia całego narodu…
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz