strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu
moje zdanie na temat niekontrolowanego rozrodu psów
oraz plusów sterylizacji i kastracji znajdziecie TUTAJ {klik!} – nie będę się więc powtarzać.
nigdy nie planowałam, by Kumok i Miszur były suniami hodowlanymi:
– Kumoka dyskwalifikuje brak rodowodu oraz naprawdę słabe geny z pseudohodowli
– Miszura zaś, mimo dobrego rodowodu, dyskwalifikuje przebyta w szczenięctwie nużyca,
którą niestety przekazałaby potomstwu
poza tym rozmnażanie psów rasowych wymaga zarejestrowania hodowli w Związku Kynologicznym,
zaś zdobycie dla suki uprawnień hodowlanych poprzedzone jest koniecznością licznych wystaw
i zdobycie minimum championatu w swojej klasie.
takie są reguły gry i ja ich przestrzegam.
niekontrolowane rozmnażanie psów rasowych w domowych pseudohodowlach
to skandaliczna praktyka, którą wiele osób uprawia z chęci zysku, a cierpi na tym
cała populacja danej rasy w Polsce. suki traktowane są jak żywe inkubatory do produkcji szczeniaczków,
a do rozrodu dopuszczane są psy chore, słabe i z wadami genetycznymi, które potem przekazują potomstwu.
a potem mamy z takiego mixu małą biedną Nindżę z wodogłowiem oraz Bubę z rozszczepem podniebienia.
genetyka to nie jest gra hazardowa dla pazernych debili, drodzy państwo.
tyle tytułem wstępu do tematu sterylizacji.
i o ile pseudohodowcy napawają mnie obrzydzeniem,
o tyle rzecznicy i propagatorzy „wolnej miłości i prokreacji dla zwierząt!” – ze swoimi absurdalnymi argumentami
o instynkcie macierzyńskim każdej suki, o tym że przynajmniej jeden miot, że bla bla oraz że sterylizacja i kastracja
to okrucieństwo na zwierzętach popełniane w imię ludzkiego lenistwa, wygody i konformizmu –
budzą we mnie pusty śmiech.
a raczej śmiech przez łzy, kiedy kolejny mądrala z obłędem w oczach szuka po internecie weterynarza,
który uratuje kolejną sukę z zaawansowanym ropomaciczem, nowotworem sutków czy inną chorobą,
której można było uniknąć. to jest dopiero okrucieństwo, gwoli ścisłości.
kolejnym mitem, z którym muszą zmierzyć się właściciele mopsów podejmujący decyzję o zabiegu,
jest przekonanie, że mopsy w ogromnej większości nie przeżywają narkozy albo umierają w wyniku komplikacji pooperacyjnych.
wystarczy poczytać mrożące krew w żyłach opowieści pewnej „hodowczyni”, która na prawo i lewo rozgłasza, że narkoza u mopsa
może być podana tylko i wyłącznie w zabiegach ratujących życie, a ponieważ sterylizacja/kastracja takim zabiegiem z pewnością nie jest,
ergo = zostawmy mopsy samopas i najlepiej karmmy je twarogiem. koniec aluzji.
otóż trzeba wam wiedzieć, o czym przekonałam się kilka lat temu podczas zabiegu sterylizacji Kumoka {klik!},
że to nie narkoza jest problemem w przypadku mopsów – ale to, KTO ją podaje, w jaki sposób i jak dobrze zna się na rzeczy.
nie wystarczy być weterynarzem i chirurgiem. trzeba jeszcze znać się na mopsach. i w ogóle na rasach krótkopyskich
z syndromem brachycefalicznym. to naprawdę specyficzna i trudna rasa, a niestety większość weterynarzy uważa,
że mopsa znieczula się jak owczarka niemieckiego czy każdego jednego kundelka. a potem klops. oraz płacz i zgrzytanie zębów.
swego czasu zwiedziłyśmy z Kumokiem większość gabinetów weterynaryjnych w Warszawie,
gdzie diagnozowano jej najrozmaitsze przypadłości z wadą serca i padaczką na czele, dając jej maksymalnie 2-3 lata życia.
aż w końcu trafiłyśmy na Gocław do doktora Radajewskiego, który – zbadawszy dokładnie naszego glonojada – powiedział krótko i dobitnie:
– Przecież to jest mops. M-O-P-S. Czy pani wie, co to znaczy?
i wtedy nastąpił wykład, z którego dowiedziałam się, że wbrew diagnozom szacownych specjalistów
mój pies wcale nie jest ciężko chory i umierający, nie ma padaczki, a mopsie omdlenia wcale nie są związane z wadą serca,
zaś zapowietrzanie się wcale nie oznacza wody w płucach, „rozedmy mózgu na tle niewydolności kończyn” i końca świata.
oraz że mops będzie żył długo i szczęśliwie, pod warunkiem, że będzie się go traktować jak mopsa. i w ogóle proszę się uspokoić,
bo pies się denerwuje :)))
no więc sami rozumiecie, że mając takiego weterynarza, mopsie przypadłości naprawdę nie są mi straszne,
a decyzji o narkozie i zabiegu nie podejmuję z duszą na ramieniu i wyrzutami sumienia.
doktorowi Radajewskiemu sama dałabym się zoperować. serio.
więc oto wieziemy tego naszego małego przerażonego kulfona –
Miszur będzie miał zabieg sterylizacji połączony z korektą nozdrzy (tj. powiększeniem ich w celu lepszego oddychania nosem)
oraz podcięcie kieszonek krtaniowych, żeby się mały paszczur nie zapowietrzał.
zabieg wykonają dr Radajewski i dr Tuśnio.
co nie zmienia faktu, że Miszur czuje się jakoś tak… niewyraźnie…

Kumok: – Wyrazy spółcucia, Misur, gdysz wuaśnie jedzies na teksańskom masakre piłom mechanicznom…
Miszur: – Are… are jakto? Ja nie jozumiem…
Kumok: – Tu nie czeba nic rozumieć, Miszur. Oni ciem po prostu wypatroszom i zaszyjom. Kszywo i na opkrentke!
[ ZONK !!!]

Miszur: – Are… are… jakto wypapjoszom Miszujka??!
Ja tam mam ważne i poczebne zabafki w śrotku w Miszujku!

Kumok: – No normarnie, Miszur. Wiem co mówie. Wyprujom ci fraki, a potem poupychajom i zaszyjom.
Ja to miałam tom masakre jak ciebie jeszcze na śfiecie nie było albo byłeś gronojadem chorernym w Znikolandzie.
Miszur: – Ja nie jozumiem…

Miszur: – Pjosze wujeczka… pjosze wujeczka… Może jednak nie wypapjoszać Miszujka?

Wujek: – Mysiurku, szast-prast i będzie po wszystkim! Nawet się nie zorientujesz! I zaraz będziesz śmigała!

Miszur: – Czyri jednak wypapjoszenie Miszuja… Fjaki mu wypjujom… Moje kochane bebeszki dja pocieszki…

Miszur: – To nie bedzie jusz moich niby-szczeniaczkuff papjoszkuff?

Miszur: – A śpioszki to kcem mieć jurzowe tak jak Kumok!
Doktor: – Ale Miszurku, wiesz, że możesz się nie zmieścić w różowe? Jesteś bardzo grubiutka!
Miszur: – Kcem jurzowe! Jurzowe! Jurzoweeeee!!!
no i stoi takie małe, okablowane i smutniutkie…

Miszur: – Maaamuuusiaaa… Ja kcem do Kumeczka! Gdzie jes Kumeczek! Maaamaaa…
i oto… zawirował świat tysiącem barw. riki tiki narkotyki:

Miszur: – Mamuuusiaaa… Maamaa… Dziwnie siem cuje Misuur… Kojojowo i pływajoncooo….
dr Tuśnio kopem z półobrotu wytrąca mi ajfonka z ręki, ale ukradkiem robię jeszcze jedno zdjęcie:

Miszur: – Wiecie, co… Moze ja, Miszuj, ja bym siem położył, dobjaa? W gufce mnie siem krenci…
po trzech godzinach przyjeżdżamy po Miszura. tymczasem Miszur pieprzy trzy po trzy jak potłuczona:

Miszur: – Bo tu som pchełki, karzełki, małe nosojożce ojaz jurzowa juja do jobienia juuuuu!
sama jesteś Miszur „rurzowa rura”, dawaj buziaczki wujom i jedziemy do domu, bo Kumoczek czeka i się wścieka,
gdzie się podział ten jego mały nieznośny glonojad, który zawsze jest pod ręką i można go zdzielić w łeb…

Miszur: – W sumie to Miszuj nie wie, cy mu siem to fsysko podobało… Miszuj kce do Kumeczka… Sipkoo!
sadzamy różowy tobołek pod drzwiami…
♥ love actually, nie da się ukryć ♥
tymczasem Miszur szybko wyczuła atmosferę i postanowiła ugrać coś dla siebie. i się Miszur spiszczał.

Miszur: – Maaaamooo… Bjedny Misur, bjedny… Poczebujoncy… Majutkiii…
Syd: – Biedny, biedny Miszur… Gruby, gruby bobas…

Miszur: – Luli luli Miszuj… On bedzie spaaaał…
Syd: – Luli luli, Miszur… Luli luli dla małej dzidziuli…

Miszur: – Maaamaa… A kohas Miszuja?

Miszur: – Aaa… baa baaa… Guu guu…

Miszur: – Masuj, mama… Masuj, Miszuja…

Miszur: – Aje bjedny Miszuj… Aje mały… Aje aje…
a potem się Miszurowi znudziło, więc wstał i poszedł nakurwiać w czasoprzestrzeni.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz