za każdym razem, kiedy przechodzę blogowy kryzys i jestem o krok od
zawieszenia, skasowania czy wystrzelenia tego całego bajzlu w kosmos –
zadaję sobie jedno konkretne pytanie:
– czy ja właściwie muszę pisać tego bloga?
nie, nie muszę.
trudno, świetnie. czyli wracam do pisania.
a że nie mam aktualnie do przekazania żadnych ciekawych treści,
wrzucę sobie tu piosenkę, która mi ostatnio weszła pod paznokieć.
niby nic, a jednak.
otóż nie znam niemieckiego. co więcej – naprawdę go nie lubię. bez uprzedzeń,
ale każde zdanie brzmi w tym języku jak rozkaz rozstrzelania, no niestety.
nawet wyznanie miłości dudni w nim głucho niczym walenie kapciem w kartonowe pudło.
tymczasem piosenka, do której nie mam sentymentu w angielskim oryginale Nancy Sinatry –
po niemiecku zabrzmiała mi ostatnio obłędnie, zmysłowo i seksownie.
tak oto:
no owszem, wkręcam się czasem w seriale wątpliwej jakości,
które z tych lub innych powodów wydają mi się absolutnie fascynujące.

w Orphan Black kluczową rolę odegrał motyw sobowtórów, klonowania ludzi, biohackingu
oraz ta oto powyższa niegrzeczna brunetka.
no cóż, nic nie poradzę.
wrażliwa taka raczej jestem.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz