Strona główna » DZIENNIK ODCHUDZANIA – dzień 03 – niedziela, 6.10.2013: Don’t stop me now!
, , ,

DZIENNIK ODCHUDZANIA – dzień 03 – niedziela, 6.10.2013: Don’t stop me now!

pierwszy moment krytyczny – zaliczony! ;)
jak w każdą niedzielę tak i dziś odwiedziłam Posłańca Uczuć,
jednak zamiast cudownego śniadania obfitującego w mniej i bardziej kaloryczne cuda-wianki,
wypiłam czarną kawę bez cukru (no dobra, i tak tylko taką piję, innych jej postaci nie uznając)
oraz szklankę świeżo wyciśniętego soku z grejpfruta. i to wszystko.

siedziałam wśród tych, którzy jedli, smakowali i rozpływali się w gastronomicznych zachwytach.
i nic. serduszko mi nie pękło. nawet się nie spiszczałam ani nie zmarudziłam.
czyli jednak można. nie, nie powstrzymać.
po prostu emocjonalnie zamknąć na jedzenie.
na jak długo? nie wiem.

są tacy, którzy w ogóle nie wierzą, że mi się uda. ba! nawet więcej – wątpią w to,
że naprawdę chcę schudnąć. nie powiem, żeby jakoś szczególnie podcinało mi to skrzydła.
moja przekorna natura mówi raczej:

keep-calm-and-watch-me-bitch-4

możecie więc siać swój defetyzm, a za pół roku co najwyżej pocałujecie mnie w mój ekstra wyrzeźbiony tyłek.
akurat dzisiaj chce mi się wierzyć w siebie, choć zapewne – zgodnie z powszechnym prawem ciążenia –
dramatyczne serie zwątpień, upadków i porażek dietetycznych mam jak w banku.

pociesza mnie tylko fakt, że już nie raz podnosiłam się z podłogi, podwójnego dna i najgłębszych czeluści,
więc można rzec, iż mam w tym temacie niemałe doświadczenie.
co również mnie cieszy – to fakt, że się zawzięłam. rzadko bo rzadko, ale owszem, zdarza mi się od wielkiego dzwonu,
że się w sobie zbiorę i zawezmę, a wtedy wjechać mi na ambicję jest bardzo łatwo. co niniejszym uczyniono ;)
kto mnie zna od lat, ten wie, że w fazie uogólnionego zawzięcia  I’m a racing car passing by like Lady Godiva.
i dlatego piosenka dnia należy dzisiaj do Queen:

 

co prawda jutro rano idę na siłownię, więc pewnie moje dzisiejsze poczucie omnipotencji
dozna bolesnego uszczerbku i wstydliwego zwiotczenia, ale póki co – kozaczę sobie i zadaję szyku.

 

a, zapomniałabym:   żelazne godziny posiłków wymagają niestety żelaznej dyscypliny –
żeby dokonać tej (na pozór) niemożliwej rzeczy – muszę niniejszym uregulować mój tryb snu i czuwania.
czyli „dobranoc” nastąpi o… 23.00. no cóż, wtedy to się dla mnie wieczór dopiero rozkręca…

 

add_sleep

 

a w ogóle to o której godzinie chodzicie spać? tak szczerze… ;)

 

 
 

 

 

Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu

     

 

 


Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

21 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Patti

22.00 to najpóźniej jak sie kładę ……muszę przespać min 8-10 godzin inaczej rano ZDYCHAM !! Nie nadaję sie na żadne nocne imprezy typu, Sylwester, urodzinki, wesela …o północy jestem chodzącym Zombie :)

Taki ze mnie egzemplarz :)

Ola Sikorska

na śniadanie tylko kawa+sok?! skandal! nigdy nie schudniesz przy takich torturach:p [oraz jest to niezdrowe przede wszystkim]

Sylwia

to ja, Sylwia :) chadzam spać o 23-24 – pogadasz na tym gadu or not pogadasz ?:)

Zenobia Kartofel

myślałam, że jako matka wstająca o 6.35 chodzę spać rozsądnie jak kopciuszek ale często pacze a tam o zgrozo…. a mówią, że seks jest zdrowy i dobry dla organizmu ;)

Ania

Acha „możecie więc siać swój defetyzm, a za pół roku co najwyżej pocałujecie mnie w mój ekstra wyrzeźbiony tyłek.” I nie myśl sobie, jak schudniesz,to spełnisz obietnice?Serio przyjade i pocałuje Cie w super mini tyłek :-) PS W to,że wierze,że jesteś skłonna schudnąć Ci nie napisze, choć kibicuje Ci i bardzo w to woerz, ale cicho szaaaaa :-)

viki

zazie, zrobiłaś się na blond ???
:P

Ania

Zazie, nie wiedziałam,ze nie przyjmujesz słow krytyki.Ale takie coś bije z tgeo co piszesz,że otoczylaś sie nie tylko tłuszczem,ale i kołdrą strefy komfortu.Wiem, bo to miałam w domu przez kilkanaście lat, w postaci męża. Słyszalam milion wymówek jego, milion utwierdzeń w koło ludzi,ktrzy uwazali,że kochanego ciała nigdy za wiele, że jest „postawny”. I przyszedł dzień, kiedy spojrzał na siebie z boku, i stweirdził KONIEC.Bez zbednego pierdolenia zabrał sie za sibie, i trzyma od miesięcy się w super wadze. I nie sadź,że Cię urażam,bo ze mnie taka dziwka, ale serio pierdzielisz się z sobą jak dziewica co to chce,a boi się, itp. Bierz dupe w troki i do roboty.Znasz OLIVIERA SACKSA, wiesz JAK wyciągał ludzi z depresji, itp. historii?Napewno wiesz, a jak nie,to poczytaj o nim, choćby w Wysokich Obcasach. Pozatym,żeby nie było, to pisze to tez z autopsji,bo kazd z nas ma robala,z którym walczył.Ja swojego też wzielam za rogi,i zdobyłam himalaje swych marzeń.Bez gadania,bez opierdalania się,bez kcikasków itp. bzdetów.Poprstu Hard work i sukces sam przyszedł.

ela

AMEN!

Ania

Po pierwsze,to wyolbrzymiłaś to co Ci napisałam, bo nie bylam aż tak krytyczna i piczowata jak to odebrałaś. Ale rozumiem, słowo pisane, ma to do siebie.Po drugie,czytam od lat,widze mase wpisów,tzn podejmowanych walk,ktore nie przyniosły rezultatów.Widze,że podjelaś kolejną walke,i od momentu podjęcia wyzwania zaczynasz wpadać w tony i tory tak wytarte tak znane dla siebie, tak komfortowe, jak wcześniej ktoś napisał Brigit Jones. Ale patrz punkt pierwszy: słowo pisane ma to do siebie…OK< rozumiem,tym razem jest to serio, bez ściemy. Zazie, serio to cię otulam,przytulam,i co tylko, wspiram, bo wiem, że to trudne, i kopniaków nie chcesz, więc wysylam ci ja obca, nieznana Ci osoba WSPARCIE. Chyba fakt,że nie znam Cie sosobiście,a tu pisze coś znaczy,że i mi zalezy,abyś osiągneła to co planujesz. Nie, nie uwazam,że nie jest popularne w Polsce bycie dobrym dla siebie. Może w innej Polsce obie żyjemy, może inaczej spostrzegamy otaczajacą rzeczywistość? Ja widze mase ludzi, czyniących w koło dobro i dla innych, i samemu sobie. Ale widze też sposro ludzi, szybko się poddajacych się, ktorym zamiast pomóc – inni utwierdzają ich tylko, że OK, nie tym razem, nie podlamuj się, za jakiś czas znów spróbujesz. Ja jestem dla siebie dobra, rozpieszczam się, daje sobie więcej marchewek, jak kijów. Ale wiem,że czasem jak nie wezme doopy w troki, to się rozejde jak kisiel przez palce. I czasami chcialabym spotkać Pana Sierżanta aby mi krzyknął w twarz z 4 cm patrząc mi w oczy "szeregowa Anna, weź się kurfa do roboty!". Ale Ok, rozumiem, nie to Ci potrzebne, może nie na tym etapie.Ale prosze Cie wiedz,że jestem Twoją Kibicką!!!I gdzieś tam daleko, daleko, za ekranem, na południu polski ściskam kciuki za Ciebie!

greek

Pytanie do Ani powyżej
OLIVIER SACKS kiedy był w Wysokich, bo przegapiłam?

viki

między 1 a 3 w nocy
nie lubię spać
nie lubię śnić
szkoda mi czasu na sen
oglądam w nocy filmy i seriale

pierwsze 3 dni diety są najgorsze, najcięższe, teraz już z górki
:)

ola

w dni powszednie gasnę około 22 w pełnym w opakowaniu na kanapie. Z każdym dniem mam coraz mniej filmów na których nie spałam ;)

Ania

To niby miało być do mnie? :-) Czuję sie wyróżniona ;-)

Aga Robakowska

Ja jak pracuję, to chodzę spać koło 21-22. Jak mam kilka luźnych dni, to potrafię iść spać wraz ze wschodzącym słońcem. Wczoraj zaliczyłam 36 godzinny maraton po którym odsypiałam 15 godzin…

21
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x