nienawidzę pisania. męczę się jak w kamieniołomach. może jednak powinnam zmienić zawód?

whoops_rect1

 

Pewien angielski piłkarz wypowiedział zdanie, które bardzo mi się podoba: “Strzelanie goli to moja praca”.
Podoba mi się ono z wielu względów. Jest w nim radość z gry w piłkę i stwierdzenie, że futbol to praca jak każda inna,
ale też radość z pracy. A pisanie to z kolei moja praca.
Piszę chętnie. Prawie pięć lat byłem w szpitalu, więc doceniam to, że mam w domu działającą maszynę do pisania “Consul”.
Kiedy było ze mną bardzo źle, napisałem sobie na kartce, którą włożyłem pod szkło: “Tylko praca może cię uratować”.
Nie powinienem długo pracować – wolno mi mniej więcej trzy godziny dziennie. Często nie dosypiam, nie mogąc się doczekać,
kiedy t o się zacznie. T o: życie i pisanie. Cieszę się po prostu, że będzie dzień.
Wstaję o piątej, puszczam gramofon i bawię się z psem Pedrem na dywanie, a przy tym obmyślam, co dzisiaj napiszę.
Potem idę na poranny spacer, jem śniadanie i znowu włączam gramofon. To taka rozgrzewka jak w sporcie,
żebym miał wszystko zaplanowane i w dobrym nastroju zasiadał do maszyny. Siedzę przy niej mniej więcej od siódmej do jedenastej.
Przez ten czas udaje mi się napisać około dwóch stron, to jest jakieś sześćdziesiąt linijek.
Nie czekam na natchnienie, na to sobie nie mogę pozwolić, za dużo czasu straciłem na wojnie, i po wojnie, w szpitalu.
Nie wierzę w natchnienie, choć raz mi idzie lepiej, a raz gorzej. Kiedy z trudem wypełniam linijkę za linijką,
to albo nie odbieram telefonów, albo mówię do słuchawki “pracownia”, tak jak, powiedzmy, “kotłownia”,
żeby dać temu komuś do zrozumienia, że usiłuję na życie zarobić pisaniem – a nie mówieniem.
Do południa piszę, po południu sprzedaję to, co wcześniej napisałem, załatwiam też inne sprawy dla siebie i dla rodziny.

Wytwory swojej pracy uznaję za towar, taki sam jak gwoździe czy jabłka. Jeśli ludzie nie będą czytać moich tekstów,
zmienię zawód. Jeśli piszę przez dwadzieścia dni w miesiącu (reszta to niedziele i czas przeznaczony na zdobywanie materiału),
w ciągu trzech miesięcy powstaje z tego studwudziestostronicowa książka. W ten sposób przez ostatnie dwa lata oddałem do druku trzy książki,
dwa scenariusze filmowe, kilka reportaży. Ale to nie ja wynalazłem tę metodę pracy, po raz pierwszy czytałem o niej u Amerykanina, Lewisa. (…)

Co jest najtrudniejsze? Z tego, co robiłem, pisanie jest najtrudniejsze. Wydaje mi się cięższe od górnictwa.
Piszę też w nocy. Budzę się i robię notatki. Prowadząc taki tryb życia, można zwariować. Pisarstwo jest przekleństwem jak opium,
muszę przed spaniem zażywać proszki, żeby zapaść w głęboki sen i nie planować wcześniej tego, co mam napisać.
Niektórzy z nas są wypaleni w wieku czterdziestu lat. Cóż, jestem nieuleczalnie chory.
Od czasu do czasu odwożą mnie karetką do szpitala. Są jednak tacy, którzy mają gorzej ode mnie.

[Ota Pavel, Pisanie to moja praca, tłum. U.Lisowska]

 

 

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

5 Comments

  1. Ja8 czerwca 2014

    To miało być obok, ot chciałam się wypowiedzieć:-)

    Odpowiedz
  2. Ja7 czerwca 2014

    Zawodem dla mnie jest copywriter, ale pisarza już zawodem nie nazwałabym. Jest miedzy tym rożnica, subtelna ale bardzo znacząca. Pisanie (tzn. pisarz) to nie zawód to zajęcie. Tak jak malarz (artystyczny, nie pokojowy), rzeźbiarz. Nie stać Cię aby się za to utrzymać – wykonuj zawód, a tym zajmuj się po godzinach. Nie lubię jak pisarz uwaza się za kogoś wyjątkowego, który robi coś nieprawdopodobnie ważnego. Zawodem dla mnie jest hydraulik, neurochirurg, ogrodnik, sprzedawca, stomatolog i wyżej wymieniony copywriter. Oni też po godzinach często tworzą, malują, fotografują.

    Odpowiedz
    1. Ronja7 czerwca 2014

      Twoje zarzuty wydają mi się być trochę obok zacytowanego tekstu. Przecież Ota Pavel mówił, że właśnie dąży do tego, żeby z pisania się utrzymać. Nie liczył, że społeczeństwo uzna go za „kogoś wyjątkowego” i w uznaniu dla tejże wyjątkowości sfinansuje mu jego hobby. To czytelnicy uznali, że robi coś ważnego, a nawet – właśnie tak – nieprawdopodobnie ważnego i pozwolili mu robić to na pełen etat. A jednocześnie ten tekst podważa obraz pisarza, któremu, w przeciwieństwie do, nieprawdaż, zwykłych śmiertelników, owoce jego pracy spływają wraz z mitycznym natchnieniem, nic tylko siąść i czekać. A tu siąść, owszem, trzeba, ale nie po to, żeby spisać tylko, co tam komu Muza łaskawie do ucha wyszepcze, a wypełniać tę linijkę za linijką. Nie ma sztuki bez rzemiosła.

      Odpowiedz
  3. wani4 czerwca 2014

    Poprawka, miało być oczywiście:
    Świetny tekst! PiSanie jako nieuleczalna choroba :), tak, to jest TO!

    Odpowiedz
  4. wani4 czerwca 2014

    Świetny tekst! Pianie jako nieuleczalna choroba :), tak, to jest TO!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top