tymczasowe zawieszenie broni.

zenith

wszyscy mówią: kocham cię. no dobra, może nie do końca, że kocham,
bo wszyscy mówią: pisz! a ja im mówię, że nie mogę i tłumaczę, że nie umiem.
przecież piszesz bloga! – mówią, a ja im na to, że blog to nie jest pisanie.
blog to są odpadki rzeczywistości, to jest ukradkowe wymiotowanie pod stół,
dyskretne pierdzenie w kuluarach, zawstydzone bekanie w kołnierz, szlochanie w mankiet i pod wiatr.
to nie jest pisanie, lecz po-pisywanie. to jest zaledwie ołówka temperowanie, niespieszne ostrzenie języka,
nerwowe rozpisywanie świeżego wkładu automatycznego długopisu zenith, podkradzionego ojcu
z zamykanej na klucz szuflady biurka wraz z papierosami i kilkoma szpargałami,
z którymi nie wiadomo co począć, lecz przecież szkoda wyrzucić, skoro już się je ukradło.
dla niepoznaki pstrykam długopisem. odkładam go po chwili. na chwilę. ostatnią.

celebruję dzisiaj moją kolejną porażkę. dokonałam zaocznej autodyskwalifikacji
i oddałam rzeczywistości zwycięstwo. walkowerem rzecz jasna.




 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top