tym razem nie zasnę, nie zmrużę nawet oka. za bardzo się boję, zbyt mocno mnie boli, tak wiele mam do stracenia.
nie ukoi mnie nic. mogę tylko trwać i łaknąć , łapczywie pożądać niemożliwego.
w takiej chwili jedyną moc ma nade mną dźwięk.
prosta renesansowa pieśń o słowach niczym kołysanka, które prócz braku wiary,
budzą we mnie dziwną, nieznaną wcześniej ufność i obcą rozumowi nadzieję.
spadają na mnie niczym ciężki czarny płaszcz, ciemniejszy od nocy,
dając mi schronienie i kryjówkę na tyle głęboką i cichą, że znikam,
rozpływając się w ciemności.
Już się zmierzcha, nadchodzi noc…
Prośmy Boga o pomoc,
Aby On naszym stróżem był,
Od złych czartów nas obronił,
Którzy najwięcej w ciemności
Używają swej chytrości.
Przepiękny XVI-wieczny tekst Andrzeja Trzecieskiego
z mistrzowską polifoniczną kompozycją Wacława z Szamotuł –
zmieszany w kalwińskim alembiku dojrzałego renesansu.

Pierwszy raz usłyszałam tę pieśń w wykonaniu chóru Affabre Concinui,
gdzieś w głębokiej dupie roku 2000, w depresji, szaleństwie i płaczu.
I oto pośród tego bagna znalazłam olśniewająco piękny kamień –
czarny turmalin szerlit, bardzo rzadki i osobliwy,
mający zdolność rozgrzewania się i przyciągania, kojący lęk, przywołujący sen, chroniący przed Złym.

Tak właśnie widzę ten dźwięk, zamknięty w idealnej formie.
Jest moim talizmanem.
Słucham go, powtarzając słowa modlitwy,
badając palcami strukturę jego poszczególnych wcieleń.
W przedostatni dzień tego roku daję Wam kolekcję moich Czarnych Turmalinów –
kto zechce, niechaj posłucha i wybierze spośrod nich ten jeden kamień,
który najtkliwiej leży mu na sercu…
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz