pod foliową czapeczką Zazie

[dla niezorientowanych:  definicję „foliowej czapeczki” znajdziecie tutaj]

O tym, że z natury bliżej mi do najbardziej absurdalnych niż logicznie racjonalnych skojarzeń, wiem od dawna [możecie o tym przeczytać TUTAJ]. Jednak ubiegłej nocy po raz kolejny przekonałam się, jak daleko sięgają macki mojej wyobraźni. Otóż.

Siedzę ja sobie przy moim wiekowym laptopie (9 lat to już zacny wiek, sami przyznacie) i tłukę kolejne hektary tekstów. Noc czerwcowa, za oknem świergot świerszczy, rechot żab i odgłosy nocnego ptactwa. Tuż obok – miarowy pomruk śpiących mopsów i stukanie klawiatury Marcina. Słowem: dom pracy twórczej.

I nagle tę słodką melodię nocy letniej przerywa huk silników odrzutowych: oto wielki statek żeglugi powietrznej, startujący z pobliskiego portu lotniczego, sunie tuż nad naszym nieistniejącym balkonem, niemal zahaczając swym węglowo-duraluminiowym brzuchem o strzechę naszego pruszkowskiego domostwa. No niestety, korytarze powietrzne nad Pruszkowem bywają zatłoczone i – mimo wprowadzenia “core night” na Okęciu – zdarza im się dosyć często napierdalać znienacka wśród nocnej ciszy. Ale do rzeczy.

Szerokoskrzydły smok przeleciał nad wioską, stawiając wszystkich na równe nogi, a po chwili w naszym mieszkaniu pojawił się bardzo dziwny zapach – jadowicie chemicznej spalenizny. Wysłałam Marcina na obchód domu celem zlokalizowania jego źródła, ale wrócił bez żadnych danych. Co od razu umocniło we mnie przeczucie, że swąd ów to najpewniej paliwo lotnicze statku żeglugi powietrznej. No i że zaraz umrzemy! Spojrzałam na zegarek celem szybkiego oszacowania pozostałych nam minut życia. Mijały.

Wystarczyło mi jednak czasu, by wyguglować, że zrzucane awaryjnie paliwo lotnicze nie ma szans dotrzeć do ziemi, gdyż już w powietrzu rozpyla się na drobne cząsteczki. Więc jeśli to nie paliwo, to… Oprysk! Na pewno chemiczny oprysk! Chemtrails! Chcą nas wykończyć! Zniszczyć nasze szyszynki! Ale kto?! Oni! Najpewniej oni! Ruscy, Niemcy, Illuminaci, kosmici!

Swąd przybierał na sile z każdą minutą, wyziewy broni chemicznej niemal w całości opanowały wnętrze naszego domu. I wtem! Moich uszu dobiegł przedziwny dźwięk: ni to brzęczenie turbo-komara, ni to skwierczenie placka ziemniaczanego na rozgrzanym tłuszczu…
Wiedziona niemal nadludzką intuicją zajrzałam za kanapę, gdzie wśród gęstych aromatów paliwa lotniczego i gazów bojowych… skwierczała 12-letnia ładowarka do mojego macbooka.

Ha! Więc to Amerykanie chcą nas wykończyć!

 

 

 

 

 

 

     
↓  SKOMENTUJ PRZEZ FACEBOOKA ↓ 

2 Comments

  1. Anonim1 lipca 2019

    no, a jak mówię, że wszystko wyłączać, to się śmieją:(

    Odpowiedz
  2. lorem ipsum30 czerwca 2019

    gorzej jest z tymi, którym wyobraźnia nie pracuje. bardzo szybko natura dokonuje na nich selekcji. ty ocalałaś, bo dzięki wyobraxni znalazłaś źródło swądu. mniej obdarzony poszedłby spać, myśląc, że to właśnie, paliwo lotnicze.. kto wie, czy by przeżył. ja mam paranoję na punkcie pożaru, wszystkie urządzenia wpiętew listwę z uziemieniem i wyłączaną na noc. wszystko inne – wyjmujemy wtyczki z gniazdek. tylko z lodówką kłopot, niestety…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll to top