Nowonarodzone istnienie, świeżo kiełkująca duszyczka, dopiero co ulepione ciałeczko –
a wszystko zanurzone w miłości i emanujące radością…

Czuczu jest taka łagodna, słodka, ufna i bezbronna wobec świata…

– zupełnie jak moje serce jest bezbronne wobec tej miłości, która spadła na mnie pośrodku mojej czarnej dziury.

Bo oto skapitulowałam i biegnę za tym dzieckiem ku Słońcu, ku życiu –

z nadzieją, że jednak się da, mimo tej rozpierdalającej mnie tęsknoty, rozpaczy i poczucia pustki po Kumoku…

Wącham jej mięciutki aksamitny brzuszek, gładzę maleńkie łapeczki wyściełane gumowymi poduszeczkami…

jedwabiste płateczki uszu, mikro-noseczek, mysie usteczka i koci języczek…

Nazywamy ją z Marcinem „szmaciakiem”, bo jest tak niesamowicie delikatna i wiotka, jakby była uszyta z aksamitu i luźno wypełniona łuską gryczaną…

Kiedy bierze się ją na ręce – w ogóle nie czuje się jej ciężaru, ani masy, ani żadnej zwartej konsystencji…

Jest jak mgiełka, jak cukrowa chmurka, jak kotek z kłębów kurzu…

drżę, żeby jej nie uszkodzić, nie skrzywdzić, nie sprawić bólu…

pozwalam jej mnie gryźć, lizać, szarpać i żuć. bez przerwy ją tulę i całuję

no co za gumiaczek kochany i słodki!

Minęło zaledwie kilka dni, a całe moje ciało wypełnia miłość do niej i radość, że jest ze mną…

że jest moja, że jesteśmy razem, że przed nami długie lata przygód i radości.. i łobuzerstwa! i niegrzeczności!

Chciałam, żeby była jak Kumok: niegrzeczna, zawadiacka, pewna siebie, rozwrzeszczana :D

No i owszem, jest łobuzem, ale delikatnym, słodkim, subtelnym i cichutkim

Wciąż nie umie szczekać, mimo że się bardzo stara!

Zamiast tego jojczy, piszczy, kwili i bulgocze…
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz